Piotr Domalewski wątpi, by szkoły artystyczne, w których panuje przemoc, zmieniły się szybko

- Skończyłem trzy szkoły artystyczne, więc zacząłem się zastanawiać, na ile mój odbiór tego, co tam doświadczyłem, jest podobny do tego, co opisała Anna Paliga - mówił w TOK FM reżyser Piotr Domalewski. O samej Palidze mówił, że to "bardzo odważna osoba".
Zobacz wideo

Całe polskie środowisko filmowe i teatralne żyje w ostatnich dniach oskarżeniami o przemoc wobec studentów w szkołach artystycznych. Zaczęło się od oświadczenia Anny Paligi. Aktorka zarzuciła kilku wykładowcom Szkoły Filmowej w Łodzi oraz jej byłemu rektorowi Mariuszowi Grzegorzkowi przemoc fizyczną i psychiczną, a także poniżanie uczniów. Po tym wyznaniu wiele młodych aktorek i aktorów zaczęło ujawniać podobne doświadczenia także z innych uczelni.

Gościem "Kultury Osobistej" był reżyser i scenarzysta Piotr Domalewski, laureat Paszportu "Polityki" w kategorii film. Pytany o list Paligi - przyznał, że pierwsza reakcja po jego przeczytaniu była taka, że to musi być "bardzo odważna osoba". - Ponieważ ona wymienia konkretnych ludzi z imienia i nazwiska. To już nie jest jakaś "pewna grupa". To jasne stawianie zarzutów - wskazał. 

- Potem przyszło dużo innych wrażeń. Ponieważ ja skończyłem trzy takie szkoły [artystyczne], więc zacząłem się zastanawiać, na ile mój odbiór tego, co tam doświadczyłem, jest podobny do autorki tego listu otwartego, a na ile nie i dlaczego - mówił dalej gość TOK FM. - Mam też dwie siostry, które są po takich szkołach i większość moich przyjaciół jest ze środowiska aktorskiego, więc ten temat bardzo rezonował wśród nas - dodał. 

Domalewski jest absolwentem Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie. Pytany, czy w czasie, kiedy tam studiował, wśród uczniów mówiło się o przemocy - przyznał, że nie. Zaznaczał jednak, że jest z nieco innego pokolenia. Szkołę w Krakowie ukończył ponad 10 lat temu. Wychował się na przełomie lat 80. i 90. w środowisku, gdzie - jak podkreślał - "przemoc była na porządku dziennym i podlegała trochę innym kryteriom". 

- Nie rozmawialiśmy o przemocy i my jej w ten sposób chyba nie rozumieliśmy. Nie odcinam się od tego, czy coś się działo, czy też nie. My po prostu nie widzieliśmy tego, nie tak to postrzegaliśmy - tłumaczył w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską reżyser. 

Domalewski studiował także na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Pytany o jednego z wykładowców, za wiele nie chciał mówić. - Ja sobie obiecałem i może to jest mój sposób radzenia sobie z traumą, że nie poświęcę panu Leszkowi Wosiewiczowi ani sekundy mojego życia. Tak wiele mnie kosztowało uczestnictwo w tych zajęciach - powiedział.

Jak mówił, wiele osób uważa, że przemoc wobec studentów dotyka głównie kobiety i osoby młode. On, jak mówił, studiując w katowickiej szkole był już 28-letnim mężczyzną. - I mimo wszystko potrafiło mnie to kompletnie zniszczyć - powiedział.

"System jest przestarzały"

Domalewski dużo mówił też o systemie działającym w szkołach aktorskich, który - w jego ocenie - jest przestarzały. Mówił o wystawianiu bezsensownych ocen, o presji wywieranej na studentach. Wątpił też, by ten system miał się zmienić w najbliższym czasie.

- Szkoły artystyczne przyznają tytuł magistra, ale żeby przyznawać tytuł magistra, trzeba mieć w radzie pedagogicznej określoną liczbę osób z habilitacją. Te wszystkie rzeczy studenci zawsze sygnalizowali. Zawsze. Ale potrzeba pewnego kworum, żeby móc utrzymać możliwość przyznawania tytułu magistra, więc osoby, które są zacementowane habilitacją są nieusuwalne i to jest przyczyna tej sytuacji - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM