Prawie 70 milionów dolarów za kolekcję grafik zapisaną na plikach jpg. "Koniec świata rządzonego przed domy aukcyjne"

"Do tej pory rynek dzieł sztuki był rządzony przez domy aukcyjne, ale ten świat się kończy, bo o wiele większe pieniądze pojawiają się w obiegach internetowych" - mówił gość TOK FM, dr Mikołaj Lewicki.
Zobacz wideo

W marcu tego roku świat obiegła informacja, że słynny dom aukcyjny Christie's sprzedał kolekcję grafik Mike'a Winkelmanna, znanego jako Beeple, za 69 milionów dolarów. Były to cyfrowe dzieła sztuki w postaci tokenów NFT, które są dostępne na kryptogiełdzie Blockchain.

Blockchain to również metoda zapisywania informacji na temat handlu bitcoinami, która pozwala zweryfikować ich autentyczność i sprawić, by ten sam bitcoin nie został sprzedany dwa razy.

Ale jak ktoś, kto kupił cyfrowe obrazy, może twierdzić, że ma unikaty, skoro każdy może mieć ich kopie na komputerze? - To kolejna odsłona problemu, który mamy na rynku sztuki właściwie od jego zarania. Ludzie od zawsze głowili się, czy mają kopię, czy oryginał. Dziś każdy z nas może wyświetlić sobie na komputerze dzieło Beeple'a, ale tylko jeden z nas może mieć token, który mówi, że to oryginał. Blockchain załatwia nam uwiarygodnienie, czyli autentyczności dzieła sztuki - wyjaśniał dr Mikołaj Lewicki z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Prowadzący audycję Jakub Janiszewski dociekał, czym ten jeden plik będzie się różnił od miliardów kopii. Ekspert przekonywał, że możliwość stworzenia milionów falsyfikatów dzieła nie ma znaczenia dla kolekcjonerów digital artu. Najważniejsze dla nich jest to, że konkretny plik powstał na komputerze artysty i jest uwiarygodniony przez Blockchain. Zdaniem Lewickiego podobnie jest ze "Słonecznikami" Vincenta van Ghoga - wiele ich kopii jest rozsianych po świecie, ale oryginał uwiarygodniony przez znawców sztuki jest tylko jeden.

Przed komputer zamiast do domu aukcyjnego

- Rynek sztuki cyfrowej demokratyzuje się. Sprawia, że każdy może usiąść przy swoim komputerze, a nie musi jechać do domu aukcyjnego w Londynie - przekonywał Lewicki.

Innego zdania była Antonina Baczyńska z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. - Uważam, że cały rynek sztuki sprzedawany w formie tokenów NFT to rynek inwestycyjny dla bardzo dużych korporacji. Mam wrażenie, że ze względu na to, iż inne rynki mają problemy, to bardzo dużo inwestycji przechodzi w formę kryptowalut i tokenów. To rynek otwarty, który poddaje się spekulacjom bardzo dużych graczy rynkowych. Demokratyzacja rynku sztuki to mit - mówiła badaczka.

Zwróciła też uwagę na inny problem cyfrowego rynku sztuki - nie każdy artysta, którego dzieła są sprzedawane na Blockchainie, musi to autoryzować. Nagrania perfomence'u Banksy'ego są tam sprzedawane bez jego zgody. Bo w Blockchain ten, kto stworzy token dzieła, jest jego autorem. Nikt nie sprawdza, czy twórcą jest sam autor dzieła.

A dlaczego dzieła Beeple'a zostały wycenione aż na niemal 70 milionów dolarów? - To jest jak z rynkiem mody. Mieliśmy dyktatorów mody, którzy trzy-cztery razy w roku pokazywali, co trzeba nosić. Do czasu, gdy przyszli influencerzy i nagle się okazało, że mają większy wpływ na sprzedaż produktów niż dyktator mody. Bo trendy, które influncerzy wprowadzają, są silniejsze niż to, co zostanie pokazane w Paryżu, Nowym Jorku czy Londynie. W przypadku rynku sztuki mamy podobny proces. Do tej pory ten rynek był rządzony przez domy aukcyjne, które autoryzowały bardzo wysokie wartości dzieł sztuki. Ten świat się kończy, bo o wiele większe pieniądze pojawiają się w obiegach internetowych.

DOSTĘP PREMIUM