"Nie jesteśmy od głaskania władzy. Teatr Słowackiego nigdy taki nie był"

Ministerstwo Kultury wycofało się z patronatu nad Teatrem Słowackiego w Krakowie. Zdaniem dyrekcji ma to związek z kontrowersjami wywołanymi inscenizacją "Dziadów" w reżyserii Mai Kleczewskiej. - My, jako teatr, nie jesteśmy od głaskania władzy. Teatr Słowackiego nigdy taki nie był. Zawsze stawiał diagnozy społeczne, ale też nigdy wprost nie odzwierciedlał konkretnych osób i w tym spektaklu też tego nie ma - mówił w TOK FM dyrektor Krzysztof Głuchowski.
Zobacz wideo

Ministerstwo Kultury nie będzie współprowadziło krakowskiego Teatru im. J. Słowackiego - stwierdził w środę minister kultury Piotr Gliński. Oficjalnie nie chodzi o "Dziady", ale - zdaniem dyrekcji - trudno nie widzieć związku.

- Karzemy teatr, karzemy dziedzictwo, społeczeństwo? Za to, że Kleczewska zrobiła "Dziady"? Zresztą bardzo konwencjonalne przedstawienie, którego nie widzieliśmy, tylko się obraziliśmy, bo pani kurator powiedziała nam, że musimy się obrazić - tak sytuację komentował w TOK FM dyrektor Teatru Słowackiego Krzysztof Głuchowski. Podkreślił, że mówimy o instytucji niezwykle ważnej dla polskiego dziedzictwa narodowego, w której narodziła się Młoda Polska, odbywały się prapremiery właśnie "Dziadów" czy "Wesela". 

Kiedy wreszcie władza nauczy się, że nie krytykuje się Mickiewicza i "Dziadów"?

Prowadzący audycję Mikołaj Lizut zauważył, że zerwanie współpracy Ministerstwa Kultury z Teatrem Słowackiego przywodzi na myśl Dejmkowskie "Dziady" z 1967 r. Po ich zdjęciu przez ówczesne władze zaczęły się wydarzenia marcowe. - Dziś żyjemy w innym kraju, ale Gliński tworzy jakiś karykaturalny gest Gomułki, próbując nas w jakiś sposób ukarać - odpowiedział Głuchowski. - Można powiedzieć, że "Dziady" to niebezpieczny spektakl dla władzy - dodał.

- Kiedy wreszcie władza nauczy się, że nie krytykuje się Mickiewicza i "Dziadów"? Myślę, że jest w tym bardzo dużo nieuzasadnionej pychy - stwierdził. - My, jako teatr nie jesteśmy od głaskania władzy. Teatr Słowackiego nigdy taki nie był. Zawsze stawiał diagnozy społeczne, ale też nigdy wprost nie odzwierciedlał konkretnych osób i w tym spektaklu też tego nie ma - zapewnił.

Zwrócił uwagę, że Mickiewicz napisał ten tekst 200 lat temu, a on ciągle kłuje w oczy. - Kiedyś był antyradziecki, teraz jest antypolski, antypisowski i antykościelny - powiedział. 

Decyzja ministerstwa stawia teatr w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Problemem będzie nawet bieżące utrzymanie. - Nie dostaniemy tych trzech milionów, więc nie będziemy mieć funduszy na program artystyczny. Instytucja będzie istnieć dla samego istnienia, a nawet na to nie starczy - alarmował dyrektor.

Dyrekcja nie wyklucza organizacji internetowej zbiórki na funkcjonowanie teatru. - To strasznie smutne, że w Polsce ciągle uciekamy się do zbierania pieniędzy od społeczeństwa. Zwalniamy rządzących z łożenia na rzeczy obowiązkowe. Nie jest tak, że jesteśmy krajem, którego nie stać na utrzymanie takiej instytucji - wskazał Głuchowski.

"Dziady" w reżyserii Mai Kleczewskiej

Premiera najnowszej inscenizacji sztuki Adama Mickiewicza w reżyserii Mai Kleczewskiej odbyła się w listopadzie na deskach Teatru im. Słowackiego w Krakowie

Na przedstawienie ostro zareagowała małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która w oficjalnym stanowisku na stronie kuratorium wskazała, że "w jej ocenie spektakl ten zawiera interpretacje nieadekwatne i szkodliwe dla dzieci i uczniów, które nie wpisują się w cele systemu oświaty", a także "zdecydowanie odradziła organizowanie przez szkoły wyjść dzieci i młodzieży na ten spektakl".

Małopolska kurator w swoim stanowisku oceniła również, że inscenizacja Kleczewskiej "jest swobodną emanacją poglądów środowiska, które pragnie kształtować spojrzenie społeczne na współczesną Polskę nie z troską, miłością należną Ojczyźnie, lecz z nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej".

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński proszony wówczas przez dziennikarzy o odniesienie się do sprawy, zaznaczył, że krakowskiego spektaklu nie widział, ale słyszał krytyczne opinie. - Niepokoją wszelkie takie działania, która są kontrowersyjne w sztuce i przekraczają granice tej akceptowalnej kontrowersji - zaznaczył.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM