Festiwale wróciły, ale to nie jest "normalny rok". "Przy rzeczach kiedyś banalnych, teraz trzeba stawać na głowie"

Festiwale muzyczne tego lata mogą się już odbywać bez pandemicznych obostrzeń. Jak mówił w TOK FM Mikołaj Ziółkowski, szef AlterArtu i prezes Stowarzyszenia Organizatorów Imprez Artystycznych i Rozrywkowych, wciąż nie jest jednak normalnie, a przed organizatorami imprez trudne zadanie.
Zobacz wideo

Po ograniczeniach związanych z pandemią COVID-19, tego lata na dobre wracają festiwale muzyczne. Jak jednak mówił w audycji "Między Słowami" w TOK FM Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Artu i prezes Stowarzyszenia Imprez Artystycznych i Rozrywkowych, to jeszcze nie jest "normalny rok". - Ja go nazywam rokiem przejściowym - powiedział i wskazał problemy, jakie piętrzą się przed organizatorami imprez masowych.

- To jest taka sama sytuacja, jaką mamy w tej chwili na lotniskach np. w Wielkiej Brytanii czy w Amsterdamie, gdzie przestano sprzedawać bilety. Bo brakuje obsługi i ludzie nie mogli się dostać na lotnisko - stwierdził. I dodał, że "to, co się dzieje na lotniskach to w wielu miejscach armagedon", który nie pozostaje bez wpływu także na organizację koncertów. - Sami padliśmy tego ofiarą na ostatnim Orange Warsaw Festival. Odwołany został lot z Barcelony i jeden z naszych artystów, pomimo naszych ogromnych starań, nie mógł dolecieć. Musieliśmy znaleźć zastępstwo - relacjonował Ziółkowski. 

"Organizatorzy, przy rzeczach, które kiedyś były banalne, teraz muszą stawać na głowie"

Szef Alter Artu wyraził radość, że z powodu pandemii, w jego firmie nikt nie stracił pracy, co teraz procentuje. - Nasz zespół, który jeszcze się powiększył, jest w stanie realizować projekty. Wymaga to gigantycznej pracy. Bo dużo trudniej zbudować teraz festiwal. Ale nam się udaje - ocenił. I podkreślił, że mimo drobnych przeciwności, Orange Warsaw Festival, który odbył się w pierwszy weekend czerwca odniósł sukces. - Natomiast nie wszystkim się to uda, pewne rzeczy nie zostaną zrealizowane, czy tu czy w Europie - wskazał.

Aby zobrazować sytuację porównał ją do zakupu samochodu. - Kiedyś trwało to krócej, a teraz półtora roku. I jeszcze kosztuje półtora razy więcej - dodał ze śmiechem. - To znaczy organizatorzy i promotorzy, przy rzeczach, które kiedyś były banalne, obecnie muszą stawać na głowie - żeby zorganizować wydarzenie na poziomie - tłumaczył Ziółkowski.

Polakom zaczyna brakować pieniędzy na rozrywkę?

Gość TOK FM zwrócił także uwagę na to, że z powodu galopującej inflacji i drożejących rat kredytów coraz mniej pieniędzy zostaje w kieszeniach Polaków. Odbija się to również na branży rozrywkowej. Jak mówił, różnicy nie odczują wprawdzie wielkie imprezy, jak np. Open’er Festival. - To będzie jedno z najbardziej rekordowych lat. Publiczność jest taka, jak się spodziewaliśmy a nawet wyższa - powiedział.

Dodał jednak, że jeśli chodzi o bardziej niszowe wydarzenia - widać spadki sprzedaży. - Nie byłoby uczciwe mówić, że wszystko wróciło i wszystko jest tak samo. Bo nie do końca - podsumował Ziółkowski. Jego zdaniem do normalności - jeżeli kryzys ekonomiczny się nie pogłębi - branża eventowa powinna wrócić za rok. 

DOSTĘP PREMIUM