"Jestem lewakiem, to wpoił mi ojciec". Gawliński mówił też o Kukizie: Polityka deprawuje

Paweł Kukiz kiedyś mi mówił, że do niej idzie się z powołania. Jak go spotykałem na koncertach, gdy jeszcze grał w zespole Piersi, twierdził, że go ciągnie do polityki i czuje potrzebę, żeby się w nią zaangażować. I widzimy, co się z tym stało. Myślę, że polityka tak deprawuje, że w ogóle szkoda o tym mówić - mówił w TOK FM Robert Gawliński.
Zobacz wideo

Zespół Wilki wraca z jubileuszowym albumem, pt. "Wszyscy marzą o miłości". Robert Gawliński mówił w TOK FM, że album powstał w czasie pandemii, bo - jak tłumaczył - chciał dać swoim słuchaczom trochę otuchy. - Ta płyta jest trochę lewacka, bo mówi o miłości w różnych odsłonach i tolerancji - stwierdził ze śmiechem prowadzący audycję "Między Słowami" Kamil Wróblewski.

- Jestem lewakiem i chyba całe życie będę. To wpoił mi mój ojciec, który szanował ludzi. I we mnie to zostało. A czy ta płyta jest lewacka? U nas się utarło, że wolna miłość musi być lewacka, dla mnie niekoniecznie. Dla mnie miłość to po prostu dobrze przeżyte życie - odpowiedział muzyk.

Zastrzegł jednak, że mimo że jest lewakiem, nie wybiera się do polityki, jak np. jego kolega Paweł Kukiz. - Kiedyś mi mówił, że do niej idzie się z powołania. Jak go spotykałem na koncertach, gdy jeszcze grał w zespole Piersi, twierdził, że go ciągnie do polityki i czuje potrzebę, żeby się w nią zaangażować. I widzimy, co się z tym stało. Myślę, że polityka tak deprawuje, że w ogóle szkoda o tym mówić - podkreślił.

Przyznał, że w jego domu obowiązuje niepisana zasada, że o polityce się nie rozmawia. - Wystarczy, że my jako społeczeństwo jesteśmy bardzo rozpolitykowani. Wtedy kontakty międzyludzkie schodzą na dalszy plan przez to, że ktoś ma np. bardziej lewackie horyzonty, a ktoś jest bardziej narodowcem - dopowiedział gość TOK FM.

"Z Kubą Wojewódzkim przy czarze płynu ciemnego"

Wydanie płyty "Wszyscy marzą o miłości" zbiega się z 30-leciem zespołu Wilki, którego Gawliński jest liderem. Jak mówił, ten czas, "przeminął mu z wiatrem". - Na mapie naszych dokonań lata 90. trwały bardzo długo, bo wtedy zespół powstawał. Ale już początek XXI wieku właściwie mignął mi przed oczami - wspominał.

Jak dodał przy tym, pierwsze dziesięciolecie wolnej Polski trwało dla niego dłużej również także dlatego, że cała rzeczywistość kraju wykuwała się na nowo. - Pamiętam, jak siedzieliśmy z Kubą Wojewódzkim przy czarze jakiegoś płynu ciemnego czy jakichś substancjach, dywagując, jaka muzyka będzie za chwilę powstawała. Bo to był czas najlepszy dla niej. Był wielki bum na rocka i zabawę tym zjawiskiem - podkreślił.

W jego ocenie paradoksalnie czas muzyki wolności skończył się z "epoką Kościoła". - Najbardziej teraz rozkręca się grupa ludzi, którzy uważają, że Kościół i Bóg w ogóle nie są im potrzebni do życia. Z modeli matematycznych wynika, że w połowie wieku będą w mniejszości. Według mnie nie do końca jesteśmy gotowi na to rozstanie - podsumował gość Kamila Wróblewskiego.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM