Dwa lata temu zmarł Heath Ledger. "Był następcą Marlona Brando"

Dziś mijają dwa lata od śmierci Heatha Ledgera. 28-letni aktor nazywany następcą Marlona Brando zmarł w wyniku przedawkowania leków. Na ekrany kin wszedł właśnie "Parnassus", ostatni film z jego udziałem.

Ledger nie dokończył pracy nad filmem "Parnassus". W obrazie Terry'ego Gilliama wcielił się w rolę zawodowego oszusta Tony'ego, który pomaga tytułowemu Doktorowi Parnassusowi przyciągnąć tłumy na jego magiczny spektakl.

Ledger zmarł nagle w trakcie prac nad filmem. Nie było wiadomo, czy ekipie uda się go dokończyć.

Wtedy córka reżysera Terry'ego Gilliama wpadła na pomysł, by Tony'ego grali trzej różni aktorzy - Johnny Depp, Jude Law i Colin Farrell. Efekt okazał się nieco chaotyczny i zaskakująco i jak na film Terry'ego Gilliama liryczny.

Parnassus: Ostatnia rola Heatha Ledgera

Dwa lata temu ciało Heatha Ledgera znaleziono w jego apartamencie w Nowym Jorku. Zmarł nagle w wyniku przedawkowania leków uspokajających i przeciwbólowych. 28-letni aktor znany był z roli kowboja-homoseksualisty w filmie "Tajemnica Brokeback Mountain" Anga Lee z 2005 roku. Za rolę tę był nominowany do Oscara. Młodego artystę okrzyknięto następcą Marlona Brando.

W jednym z wywiadów jakie udzielił na kilka tygodni przed śmiercią przyznał, że nie może sypiać. Aktor twierdził, że nie dają mu spać jego poprzednie role.

Aktor grał Jokera w "The Dark Night" (sequel filmu "Batman: początek") oraz w opowieści o życiu Boba Dylana "I'm Not There", w którym w rolę legendarnego muzyka wciela się aż pięciu aktorów.

DOSTĘP PREMIUM