Sankowski: Malcolm McLaren ucieleśniał punkowy slogan "Każdy może być artystą"

Malcolm McLaren był dla mnie dowodem na to, co było jednym z punkowych sloganów, że każdy może być muzykiem i artystą. Nie musisz umieć grać ani śpiewać i on dokładnie taki był - powiedział dziennikarz muzyczny Robert Sankowski. Przyznał jednak, że bez zmarłego wczoraj legendarnego managera Sex Pistols muzyka punk rockowa nie byłaby taka sama.

- Malcolm McLaren robił w większości sztukę fatalną - tak twórczość zmarłego artysty skwitował muzyczny komentator "Gazety Wyborczej". Przyznał jednak, że McLaren to "strasznie ciekawa i niejednoznaczna postać" . - Jego twórczość w latach 90. była strasznie szmirowata. Już w połowie lat 80. zaczął zezować w kierunku tego, co lekkie, łatwe i przyjemne - stwierdził Sankowski w rozmowie z radiem TOK FM. Zaznaczył przy tym, że na Brytyjczyk nieszczęście sam poczuł się twórcą.

Dziennikarz przypomniał, że McLaren zaczynał od prowadzenia butiku. Później wpadł na pomysł, że można to łączyć z muzyką. - Słusznie wyczuł, że na styku mody i muzyki dzieją się ważne rzeczy dla popkultury i że przy tej okazji można coś ciekawego wykreować -powiedział. Według Sankowskiego McLaren bardzo często "wiedział pod kogo się podpiąć, z kim dany projekt wykonać". Przypomniał, że często bywał wobec tych ludzi nielojalny. - Wystarczy przypomnieć, że cały splendor Sex Pistols spłynął na niego, bo on gdzieś tych chłopaków pozbierał, zmienił im nazwę, kazał wymienić wokalistę, później basistę - mówił

- On spotkał szalonego Sida Viciousa, który kompletnie nie umiał grać, ale McLaren uważał, że to nie o to w tym chodzi, żeby być wielkim instrumentalistą. On w tym wszystkim mieszał, ale w pewnym momencie wymknęło mu się to wszystko spod kontroli - tłumaczył.

McLaren nadawał się na symbol

Zdaniem Sankowskiego legendarny manager "trafił z punk rockiem we właściwe miejsce i we właściwy czas:. Takie bowiem były wówczas nastroje i ferment w pop kulturze. - On parę lat wcześniej próbował być managerem amerykańskiej kapeli "New York Dolls". Jakby posłuchać tej kapeli, to już był zalążek punk rocka. Oni byli równie hałaśliwi, równie kontrowersyjni. Tam jednak "nie zażarło". W Wielkiej Brytanii z Pistolsami trafił idealnie - przypomniał dziennikarz "GW".

Sankowski podkreslił, że Sex Pistols jest symbolem, a popkultura uwielbia symbole. - Uwielbia także McLarena, bo on się genialnie na taki symbol nadaje - dodał.

Komentator zacytował słowa jednego ze swoich brytyjskich kolegów po fachu, który powiedział, że bez Malcolma wyspiarski punk rock wyglądałby zupełnie inaczej.

Nie musisz umieć grać ani śpiewać

Sankowski przypomniał także mniej chlubne momenty w karierze muzycznej McLarena. Miał na bowiem na koncie pracę przy tworzeniu muzyki do filmów pornograficznych. Tworzył on też muzyką elektroniczną. "Popełnił" m.in. płytę, która była połączeniem czegoś w rodzaju "muzyki do windy" z operą Madame Butterfly. Wydana w 1983 r. własna płyta podpisana "Malcolm McLaren" była konglomeratem wszystkiego, co wówczas nowe i świeże w muzyce. Zmieszał tam sampling, rodzący się hip-hop nowojorski, rytmy afrykańskie.

- Malcolm McLaren był dla mnie dowodem na to, co było jednym z punkowych sloganów, że każdy może być muzykiem i artystą. Nie musisz umieć grać ani śpiewać i Malcolm McLaren dokładnie taki był - skwitował Sankowski.

DOSTĘP PREMIUM