"Tischner nie chciałby pomnika"

- Ksiądz Tischner nie chciałby pomnika, chciał by kontynuować jego poszukiwania - mówi Wojciech Bonowicz, biograf księdza Józefa Tischnera, autor książki "Kapelusz na wodzie" i jeden z inicjatorów X Dni Tischnerowskich, które właśnie rozpoczynają się w Krakowie. Rozmawiał z nim reporter TOKFM Łukasz Wojtusik

Łukasz Wojtusik: We wstępie do Twojej najnowszej książki "Kapelusz na wodzie" piszesz , że nie jest ona wersją soft biografii księdza Tischnera, która zresztą napisałeś kilka lat temu. Czym więc jest?

Wojciech Bonowicz: Głównym powodem, było to że mamy już nowe pokolenie, które nie zna Tischnera, bądź patrzy na niego już nieco inaczej niż my. A ja przez te wszystkie lata zbierałem różne materiały dotyczące Tischnera. Wywiady, rozmowy, relacje ludzi, różne wersje anegdot związanych z jego osobą. I dostałem propozycje, żeby wydać to w formie anegdot, takich "Kwiatków księdza Tischnera" ale uznałem, że ta propozycja nie bardzo do niego pasuje. Ale to nie był dobry pomysł, żeby zrobić z tego kabaret. Szukałem odpowiedniej formy i przyszła mi do głowy forma gawędy. I korzystając z niej spróbowałem opowiedzieć o Tischnerze jeszcze raz.

W tej książce często piszesz o tym, że różne osoby ciągle mówią o Tischnerze, a anegdoty, które o nim opowiadają mają już różne wersje. Tischner ciągle istnieje w języku?

- Tak, ten obraz się multiplikuje. Istotne było dla mnie by pokazać, że ksiądz Tischner, może być ważny dla ludzi prowadzących poszukiwania duchowe. Ludzie nadal szukają jego książek, takich jak "Tischner czyta katechizm" czy "Ksiądz na manowcach". Dlaczego? Oni najbardziej szukają tych pozycji, w których Tischner pokazuje się jako ktoś, kto przemyślał religię, pokazał nowe horyzonty. Ale jest też w nich motyw radości. Na początku "Kapelusza na wodzie" znajduje się motto z listu Tischnera do córki kuzyna, Lucyny Chowaniec, w którym piszę o tym czym jest radość. Radość jest zwieńczeniem myślenia, to myślenie się śmieje, a nie coś innego. Płaczemy gdy nie rozumiemy, a myślenie śmieje się na widok zmartwychwstania ducha. To mocne słowa , szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń w kraju. Chodziło mi o to, żeby ludzie zrozumieli, że ta radość Tischnera nie była wesołkowatością, ale brała się także z głębokiego spojrzenia na rzeczywistość.

Niedawno obchodziliśmy piątą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Mam wrażenie, że niewiele, oprócz pamięci narodowej, zostało nam z myśli papieża Polaka. Ksiądz Tischner zmarł 10 lat temu. Rozpoczynają się w Krakowie dziesiąte dni Tischnerowskie, ale co tak naprawdę zostało z Tischnera?

- Nie ma osób tak wybitnych po których odejściu nie trzeba by pracować nad zatrzymaniem pamięci o nich. To nigdy się samo nie zrobi. Ksiądz Tischner miał to szczęście, że wiele środowisk z którymi był związany zachowało tą pamięć . Oddają mu teraz to co od niego dostały. I to jest piękne. Dla mnie czymś niesłychanym jest to, że nikt nie wpadł przez tyle lat na to, żeby mu postawić pomnik. To pokazuje, że Tischner miał ogromne szczęście, myśmy zrozumieli o co mu chodzi. Jemu nie chodzi o pomnik, jemu chodzi o to, żebyśmy dalej kontynuowali to dzieło myślenia, idee którymi żył. Ale prawdziwym pomnikiem są właśnie te szkoły. Dla mnie najważniejszym elementem są szkoły jego imienia.

Jest potrzeba autorytetu?

- Tak. Wśród tych ponad trzydziestu szkół są takie, które w żargonie nauczycielskim realizują założenia "pracy z patronem". I one rzeczywiście dość intensywnie pracują z "patronem". A Tischner jest dla młodych wdzięczną i atrakcyjną postacią. Prowadził przecież rozmowy z dziećmi, mówił kazania dla najmłodszych słuchaczy, wystąpił w jednym z odcinków polskiej edycji 'Ulicy Sezamkowej'. Bardzo zabawny występ. On miał bardzo głębokie doświadczenie dziecka. Ale z drugiej strony jego teksty porusza się także w szkołach wyższego stopnia, te placówki są takim zaczynem dla tej prawdziwej myśli Tischnera. Ważne jest to, żeby ta praca odbywa się na wielu płaszczyznach, a dni Tischnerowskie są tak naprawdę dla najbardziej wymagających, tu odbywają się spotkania z filozofami, przyjeżdżają do nas najwybitniejsi uczeni z całego świata.

Tischner dla wszystkich, Tischner dla każdego?

- Właśnie w "Kapeluszu na wodzie" chciałem pokazać, że Tischner wchodzi w życie ludzi, to był taki ksiądz, który żył w rodzinie. Są z tym zresztą związane różne anegdoty. Po wyborze Karola Wojtyły na papieża były różne spekulacje. Niektórzy typowali Tischnera na następcę w krakowskiej kurii. Podobnie było po śmierci księdza prymasa Wyszyńskiego w 1981. Tischner opowiadał potem, że kiedy tu w kraju trwały spekulacje, on w Wiedniu kupował sztuczne rzęsy, dla jednej ze swoich kuzynek, bo miał zrobić zakupy dla członków swojej rodziny. To taka drobna anegdota, która świetnie pokazuje specyfikę jego osoby, kogoś kto miał dystans do urzędu, szanował swoich kolegów, ale nie chciał władzy. Otwarcie mówił o tym, że nie da się pogodzić władzy z wolnością myślenia.

Ale w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych stał się postacią rozchwytywaną, człowiekiem bez wolnego czasu.

- To jest coś czego sobie nie uświadamiamy, a dotyczy takich ludzi jak Tischner. Znane osoby nie mają życia prywatnego, są przez nas zawłaszczane. To był dla Tischnera bardzo trudny czas. Z jednej strony czuł, że to był jego najlepszy intelektualnie okres, a równocześnie był potrzebny innym. I jeździł tam gdzie go zapraszali. Sam Tischner mówi że, do czterdziestki filozof oddaje innym to co sam przeczytał, a myśleć samodzielnie zaczyna między pięćdziesiątką a sześćdziesiątką.

I właśnie także takiego Tischnera wspominacie także podczas X Dni Tischnerowskich?

- W tym roku te wydarzenia będą miały rocznicowy charakter. Sesja naukowa którą zaplanowaliśmy, będzie odwołaniem do tekstu, który Tischner napisał pod koniec życia. Nazwaliśmy to "Świat i wiara w godzinie przełomu". Wszyscy mamy poczucie, że nasza kultura jest w momencie określania swojej tożsamości na nowo. A to rodzi mnóstwo pytań. Pierwszy dzień będzie takim polskim dniem, podczas drugiego dotkniemy problemu sekularyzacji. Do dyskusji zaprosiliśmy dwóch wybitnych intelektualistów. Charlesa Taylora i księdza Tomasza Halika, który nazywany jest zresztą u nas czeskim Tischnerem. Będzie także dyskusja w jaskini filozofów, z udziałem naszych gości. Jest też część artystyczna. W sobotę planujemy koncert "Poeci Tischnera". To będzie spotkanie z poetami, których Tischner lubił czytać, będzie i Rilke i Poświatowska, i Gałczyński, Leśmian. Cała paleta emocji i tematów w interpretacji Jerzego Treli, Ewy Kaim i Doroty Segdy. "Oprawcą" muzycznym całego wydarzenia jest Grzegorz Turnau. Jest jeszcze wiele innych wydarzeń towarzyszących.

Jeździsz jeszcze do Łopusznej?

- O bardzo często. Kiedy w Tatrach jest tłok, to w Gorcach zawsze można odetchnąć. I zawsze kiedy już tam jestem, staram się odwiedzić grób księdza Tischnera.

Dużo jeszcze zostało do napisania o Tischnerze?

- Jestem w kłopocie. Kiedy złożyłem "Kapelusz na wodzie" okazało się, że mój notatnik jest jeszcze pełny. Niektórzy mnie pytają, czy nie boję się, że zostanę niewolnikiem Tischnera. Odpowiadam: póki mnie to napędza i póki mam wrażenie, że to coś komuś daję, nie przeszkadza mi to. A z drugiej strony robię też przecież inne rzeczy. Niedługo ukaże się na przykład mój tom wierszy "Polskie znaki". Staram się cały czas żyć Tischnerem, ale nie tylko Nim.

Wywiad Łukasza Wojtusika z Wojciechem Bonowiczem także w "Popołudniu Radia Tokfm" u Grzegorza Chlasty w środę o godz. 16.20.

Więcej informacji o Dnicha Tischnerowskich na www.tischner.pl

DOSTĘP PREMIUM