Autorzy kontrowersyjnej wystawy skazani w Moskwie za "podżeganie do nienawiści"

Moskiewski sąd uznał dwóch organizatorów wystawy za winnych podżegania do nienawiści. W 2007 r. zorganizowali oni ekspozycję zatytułowaną "Zakazana sztuka", w której w prowokacyjny sposób posłużyli się symbolami religijnymi. Wystawa była atakowana przez grupy rosyjskich nacjonalistów. Aktywiści praw człowieka uznali zarzuty wobec organizatorów za bezpodstawne.

Rosyjski krytyk sztuki Andriej Jerofiejew i dyrektor muzeum Jurij Samodurow zostali skazani na trzy lata pozbawienia wolności. Moskiewski sąd uznał ich za winnych podżegania do nienawiści. W 2007 r. moskiewskie muzeum im. Andrieja Sacharowa pokazało ich wystawę "Zakazana sztuka". Wśród zgromadzonych eksponatów była grafika przedstawiająca Jezusa z głową Myszki Mickey oraz parodia reklamy Coca-Coli ze sloganem "To jest krew moja".

Doniesienie w sprawie kontrowersyjnej ekspozycji złożyła grupa rosyjskich ultranacjonalistów. Na podstawie ich skargi rosyjscy prokuratorzy wszczęli śledztwo wobec organizatorów wystawy. W 2008 r. usłyszeli oni zarzut wzniecania waśni religijnych i nadużywania swojego stanowiska. Moskiewski sąd wydał dzisiaj ostateczny wyrok w tej sprawie.

Tuż przed rozprawą Andriej Jerofiejew tłumaczył, że wystawa nie była wymierzona w Cerkiew Prawosławną. Miała być protestem wobec narastającej cenzury dotykającej rosyjską sztukę. - Nasze społeczeństwo jest chore. Ciągle ma problem ze spojrzeniem na siebie w lustro jakim jest sztuka - tłumaczył.

Z wyroku sądu cieszy się Oleg Kassin, przedstawiciel organizacji nacjonalistów, która wniosła skargę. Przekonuje, że był zniesmaczony wystawą, która zawierała "antychrześcijańskie" treści. - Jeśli chcesz mieć swobodę wypowiedzi, zrób taką wystawę we własnym domu i zaproś na nią swoich znajomych. Jeśli jednak taki pokaz organizowany jest w miejscu publicznym, zwłaszcza jeśli zawiera on bluźnierstwa, wtedy nie jest niczym innym jak prowokacją - powiedział agencji AFP.

W obronie organizatorów wystawy stanęła grupa rosyjskich artystów. Z zeszłym tygodniu wystosowali list otwarty do prezydenta Dymitrija Miedwiediewa, w którym apelują o "natychmiastowe zakończenie procesu". Pod listem podpisali się pod nim m.in. Ilia Kabakow i Erik Bulatow, dysydenci z czasów sowieckich. - Jeśli sąd stwierdzi, że autorzy wystawy są winni, to będzie to wyrok na całą rosyjską sztukę nowoczesną. Będzie to także kolejny krok w kierunku cenzurowania kultury - napisali autorzy listu. Wcześniej swojego wsparcia oskarżonym udzielił minister kultury Aleksander Awdiejew, który stwierdził, że "nie przekroczyli oni granicy prawa". Przeciwko tak surowym konsekwencjom wobec wystawców protestowała Cerkiew Prawosławna. - Żądania prokuratorów posunęły się zbyt daleko i są niebezpieczne dla społeczeństwa - powiedział w rozmowie z radiem Echo Moskwy ojciec Władimir Wiglański, rzecznik rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

DOSTĘP PREMIUM