Edynburg: Tutaj kupuje się i sprzedaje towar pod tytułem teatr

Dotacje na teatr są naprawdę niewielkie, a aktorzy teatralni zarabiają znacznie mniej niż w Polsce. Dlatego, cały teatr jest nastawiony na to, żeby sam siebie sprzedawał. Teatry robią na przykład badania publiczności. To prędzej czy później stanie się też w Polsce - Tomasz Borkowy polski aktor i reżyser opowiada o festiwalu w Edynburgu i teatrze komercyjnym.

W Edynburgu trwa 64. Międzynarodowy Festiwal w Edynburgu - największe tegoroczne wydarzenie kulturalne w Europie. Do 5 września będzie tu można zobaczyć współczesną operę, taniec, teatr i muzykę przywiezioną przez twórców i artystów z całego świata.

Justyna Mańkowska: Jak zaczęła się Pana współpraca z festiwalem w Edynburgu?

Tomasz Borkowy: - Z festiwalem jestem związany od 21 lat, a od 17 lat mieszkam tutaj na stałe. Po raz pierwszy przyjechałem tu w 1984 roku z moim spektaklem "Dialog of the Dying Man" czyli "Rozmowy z umierającym " na podstawie Markiza De Sade .To była sztuka Michaela Almaza izraelskiego autora. Wtedy po prostu zakochałem się w Edynburgu, ale zajęło mi aż 6 lat, żeby tu wrócić. Po raz drugi przyjechałem tu z moimi studentami ze szkoły teatralnej w Londynie. Szukaliśmy miejsca na swój spektakl i doszliśmy do wniosku, że będziemy prowadzić tu własne Venue, czyli miejsce do występowania, albo teatr. W 1990 roku przejęliśmy Hill Street Theatre, który jako dyrektor artystyczny prowadziłem do ubiegłego roku. W pewnym momencie mieliśmy dziewięć scen, a na każdej scenie odbywało się od sześciu do dziewięciu spektakli dziennie. Teraz trochę spuściłem z tonu, mam tylko jeden teatr - New Town Theatre- z dwoma scenami, ale i tutaj pokazujemy nawet do jedenastu widowisk dziennie. Większość z nich to duże spektakle.

Co jest potrzebne, żeby dobry spektakl osiągnął sukces za granicą?

- Moja firma Universal Arts prowadzi teatry festiwalowe, ale jest też agencją międzynarodową. Naszymi klientami są duże zespoły z całego świata, a wśród nich Hiszpanie, Anglicy, Wenezuelczycy, kiedyś byli Koreańczycy i Japończycy. Staramy się znaleźć im miejsce na świecie. Bardzo często to, co podoba się w Polsce niekoniecznie podoba się w Wielkiej Brytanii. Ja staram się znaleźć w każdym spektaklu coś, co zrozumie publiczność na całym świecie i z tego miejsca budować spektakl. To często trudne, bo przychodzą do nas reżyserzy z gotowymi sztukami, które osiągnęły już jakiś sukces. Ale tutaj trzeba być bardzo bezwzględnym, bo rynek światowy jest bardzo bezwzględny. Jeżeli uda się zrobić spektakl, który jest rozumiany i odbierany na całym świecie w podobny sposób, to jest to duży sukces.

Na scenach pańskiego teatru pojawiają się też teatry z Polski. Jak dochodzi do tej współpracy?

- Bardzo często te teatry zgłaszają się do mnie. Problem w tym, że bardzo niewielu ludzi w Polsce, niewiele teatrów zdaje sobie sprawę jak trudny jest rynek światowy. Na nieszczęście w ciągu ostatnich kilku lat cały rynek, także festiwal w Edynburgu bardzo się zmienił. To nie jest już festiwal typowo artystyczny, ale festiwal, na którym sprzedaje się i kupuje towar zwany teatrem. Ten towar musi być przygotowany jak każdy inny towar do sprzedaży na świecie - musi być wykonany w sposób znakomity, musi być wykonany dla odpowiednich rynków i musi być dobrze sprzedany. Jeżeli na festiwal przyjeżdża spektakl w języku polskim i jest to spektakl "trudny" to będzie miał małe wzięcie na rynku międzynarodowym.

To znaczy, że teatr w Wielkiej Brytanii to po prostu biznes?

- Tutaj dotacje państwowe na teatr są naprawdę niewielkie, a aktorzy teatralni zarabiają znacznie mniej niż aktorzy w Polsce. Dlatego, cały teatr jest nastawiony na to, żeby sam siebie sprzedawał. Teatry robią na przykład badania publiczności. To prędzej czy później stanie się też w Polsce. Może na szczęście, a może na nieszczęście polski teatr ciągle jest jeszcze bardzo mocno dotowany. Dlatego w Polsce nie ma teatru komercyjnego. Nawet teatry prywatne dostają pieniądze od państwa.

Na czym polega fenomen Festiwalu Fringe?

- Fringe rozrastał się przez lata. Zaczęło go osiem brytyjskich teatrów, które nie zostały zaproszone na oficjalny Edinburgh International Festiwal. Nazwa Fringe po raz pierwszy została użyta przez jednego z dziennikarzy kilka lat później, a w latach pięćdziesiątych powstało The Fringe Society, które zaczęło sprzedawać bilety na spektakle i wydawać program. 30 lat temu William Berdett-Coutts po raz pierwszy wynajął budynek od miasta i stworzył Assembly Theatre, teatr przeznaczony tylko dla artystów festiwalowych.

Co daje artystom i teatrom pojawienie się na festiwalu?

- W tym roku mamy 1200 promotorów, czyli dyrektorów innych docelowych festiwali, dyrektorów przyjmujących teatrów, producentów, którzy chcą kupić produkt pod tytułem teatr i eksploatować go komercyjnie albo na własnych festiwalach.

Czy ma Pan plany artystyczne związane z Polską?

W tej chwili pokazujemy na festiwalu monodram pt. "Więcej Światła" przygotowany przez Teatr Praga z Warszawy. Natalia Kostrzewa gra w nim polską dziewczynę, emigrantkę mieszkającą w Dublinie. Przed nami jeszcze festiwalowa premiera wielkiego widowiska "Era Schaeffera" zrealizowanego przez fundację Area Porta z okazji 80. urodzin polskiego dramaturga i kompozytora Bogusława Schaeffera.

Jeśli chodzi o moje plany związane z Polską, to na pewno chciałbym coś zrobić, choć wszystko zależy od tego, czy jestem w stanie prowadzić biznes w Polsce. W tym roku próbowałem wyprodukować sztukę Diany Douglas, matki Michaela Douglasa o George Saint i Chopinie i ich pobycie na Majorce. Niestety w ostatniej chwili odmówiono nam pieniędzy. Teraz przygotowujemy tą sztukę po angielsku i za 2 lata będziemy pokazywać ją w Edynburgu i Londynie.

Tak naprawdę to mam nadzieję, że uda nam się stworzyć w Polsce prawdziwy teatr komercyjny, który będzie przyjmował spektakle i teatry z całej Polski. Taki teatr będzie musiał mieć co najmniej 600 miejsc. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat znajdę takie miejsce w Warszawie.

*** Tomasz Borkowy (ur. 17 września 1952 roku w Warszawie), polski aktor i reżyser teatralny. Jako aktor filmowy zagrał w Polsce w 11 filmach i serialach telewizyjnych, jednak znany jest głównie z roli Andrzeja Talara w serialu "Dom". W czasie stanu wojennego wyemigrował do Wielkiej Brytanii. Od 1990 roku do dnia dzisiejszego związany jest z Edinburgh Festival Fringe. Jest dyrektorem artystycznym Universal Arts, organizacji prowadzącej i programującej teatry festiwalowe i promującej międzynarodowe spektakle na scenach świata, którą prowadzi razem ze swoją żoną Laurą Mackenzie Stuart.

DOSTĘP PREMIUM