Licytacja wstrzymana. Odzyskanie obrazu Gierymskiego nie będzie łatwe

Wstrzymano aukcje skradzionego podczas wojny obraz Aleksandra Gierymskiego ?Żydówka z pomarańczami?. Ale odzyskanie dzieła nie będzie łatwe. Jak tłumaczył w TOK FM prof. Wojciech Kowalski, pełnomocnik MSZ ds. restytucji dóbr kultury - według niemieckiego prawa po 30.latach nie można dochodzić zwrotu skradzionego dzieła. W podobnych sytuacjach w grę wchodzi proces cywilny lub negocjacje ze sprzedającym.

Zobacz także: "Aukcja skradzionego obrazu wstrzymana"

Obraz "Żydówka z pomarańczami", który należał przed wojną do Muzeum Narodowego w Warszawie wystawia jest Kunst & Auktionshaus Eva Aldag w Buxtehude pod Hamburgiem. Za wyjątkowo niską cenę - 4,4 tys. euro. Rynkowa cena takiego dzieła może wynieść kilkaset tysięcy euro. - Liczyli, że pojawią się tłumy i mieli rację. Ze źródeł nieoficjalnych wiemy, że kilkadziesiąt osób starało się wziąć udział w aukcji - mówił w TOK FM prawnik prof. Wojciech Kowalski, pełnomocnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. restytucji dóbr kultury oraz kierownik Katedry prawa ochrony własności intelektualnej i kulturalnej Uniwersytetu Śląskiego. Aukcje wstrzymano po interwencji polskiego Ministerstwa Kultury i warszawskiego Muzeum Narodowego. Teraz eksperci zajmą się oceną autentycznością dzieła.

Ale z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że wystawiony na sprzedaż obraz to na pewno dzieło Aleksandra Gierymskiego.

"Proces jest najgorszym rozwiązaniem"

Właścicielka domu aukcyjnego zapowiedziała, że po zakończeniu analizy obraz może pojawić się na kolejnej aukcji.

A co może zrobić polska strona? Sytuacja nie jest prosta. - Według przepisów niemieckiego prawa nie można kupując rzecz kradzioną nabyć własności - można tylko nabyć posiadanie. Natomiast po 30 latach takiego posiadania nie można dochodzić zwrotu dzieła - tłumaczył w TOK FM prof. Wojciech Kowalski.

W grę może więc wchodzić dochodzenie praw na drodze cywilno-prawnej. - W przypadku strony polskiej jest dowód nabycia obrazu przez Muzeum Narodowe. Ale proces jest najgorszym rozwiązaniem. Nigdy nie wiadomo, jak się skończy i do tego drogo kosztuje - stwierdził gość programu "Nisza".

Druga możliwość to podjęcie negocjacji z właścicielem - albo bezpośrednio albo za pośrednictwem domu aukcyjnego. I właśnie negocjacje - to zdaniem prof. Kowalskiego - najlepsze rozwiązanie. Co ciekawe - z doświadczenia gościa TOK FM wynika, że dzieła można odzyskać nie płacąc. - W grudniu 2009 roku w Nowym Jorku odzyskaliśmy średniowieczny inkunabuł średniowieczny, który pojawił się na aukcji. Wstrzymaliśmy aukcję. Właściciel w pierwszej chwili właściciel odmówił rozmów. Ale potem, zapewne po rozmowie z prawnikiem, zgłosił się na rozmowy. Nic nas to nie kosztowało - wspominał prof. Kowalski. Jak dodał osoba, która przekazała inkunabuł odziedziczyła dzieło po ojcu. - Kupił to w Niemczech zaraz po wojnie. Bo sprzedaż była wtedy powszechną praktyką jeśli chodzi o skradzione w czasie wojny dzieła. Chodziło o to, żeby jak najszybciej się ich pozbyć - dodał pełnomocnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych ds. restytucji dóbr kultury.

Ale prof. Kowalski podkreśla, że w Stanach Zjednoczonych panuje wyjątkowa atmosfera, która sprzyja zwracaniu dzieł sztuki zrabowanych podczas wojny.

Niemiecki właściciel "Pomarańczarki" utrzymuje, że dzieło odziedziczył - a obraz Gierymskiego był w rodzinie od 1948 roku.

DOSTĘP PREMIUM