"Debilowaty jeż" czy "symbol pokolenia"? Jeż Jerzy już w kinach

Do kin właśnie trafiła ekranizacja komiksu o ?Jeżu Jerzym? - jeżu niezwyczajnym, który na tle warszawskiej scenerii realizuje hasło sex, drugs & hip hop. A przy okazji wywleka brudy polskiej rzeczywistości.

Jeż Jerzy zaistniał 15 lat temu, stworzony przez dwóch warszawskich licealistów Rafała Skarżyckiego i Tomasza Leśniaka. Jego przygody można było śledzić w skate'owym piśmie "Ślizg". Kto wtedy jeździł na desce, nosił vansy, lenary i słuchał Liroya, temu Jeża przedstawiać nie trzeba.

"Polska mystrzem Polski"

Od 2002 roku zaczęły wychodzić albumy komiksowe. Przygody kolczastego outsidera w czapce z daszkiem, który "pali blanty, ugania się za laskami, jeździ na desce i ucieka przed skinami" zdobyły popularność również poza środowiskami subkultur. Inni docenili jego śmieszne przygody, ale przede wszystkim umiejętność dostrzeżenia absurdów codzienności, na które Jeż jest szczególnie wyczulony. Bywa wulgarny, nie uznaje autorytetów i robi, to co chce. Pokazuje Polskę w krzywym zwierciadle, w którym odbijają się politycy, gwiazdy show-biznesu i liczni bohaterowie życia codziennego: dresiarze, żule, policjanci, ekolodzy, "moherowe babcie" i terroryści. Przygody Jeża ocierają się o absurd. Czy udało się go przenieść na ekran?

3 lata rysowania

Fani komiksu na film musieli czekać ponad 3 lata. Animacja powstała dzięki 14 osobowej ekipie pod wodzą reżyserów: Wojtka Wawszczyka, Jakuba Tarkowskiego oraz samych twórców filmu: Tomasza Leśniaka i Rafała Skarżyckiego, który odpowiada za scenariusz. Twórcy przez kilkadziesiąt miesięcy ręcznie rysowali każdą postać, którą później komputerowo wprawiali w ruch. To tradycyjna i żmudna technika animacji i jak przyznają reżyserzy - jedyna możliwa przy niskim budżecie. Patrząc na efekt, poradzili sobie całkiem nieźle.

Warszawskie przygody

W filmie Jeż wciąż mieszka w kawalerce na Powiślu i wiedzie intensywne, hedonistyczne życie. W poszukiwaniu przygód przemierza wiernie odtworzone mosty i ulice Warszawy z Wisłą, Pałacem Kultury i rondem de Gaulle'a w tle. Wierni pozostali mu również wrogowie. Wracają skinheadzi Stefan i Zenek, Wietnamczycy, którzy najchętniej przerobiliby go na jedzenie, ale głównym zagrożeniem staje się szalony Profesor, który produkuje zdegenerowanego klona Jerzego.

"Jeż Jerzy" to pełnometrażowa animowana komedia, która ma być przede wszystkim śmieszna. Jest też w niej sporo akcji. Mam nadzieję, że trzyma w napięciu. Ale jest też filmem, który, gdzieś pod tymi żartami i pod akcją ma ukryty jakiś rodzaj przekazu, który mamy nadzieję, że nie jest głupi. " - mówi reżyser Rafał Skarżycki

Z offu

Filmowi bohaterowie otrzymali dodatkowy wymiar, ale też głos. I to nie byle jaki. W imieniu Jerzego mówi Borys Szyc, Yola to Maria Peszek, za skinem Zenkiem stoi Michał Koterski, a prawdziwą gratką jest Maciek Maleńczuk w roli Lilki - prostytutki o dobrym sercu, która dała szczególny popis swoich możliwości wokalnych w scenie musicalowej (!).

Czy ekranizacja Jerzego wypadła przekonująco? Ocenią widzowie. Wierni fani, którzy pamiętają Jeża jeszcze z lat 90. już tworzą porównania z oryginałem. O filmie bardzo przychylnie wypowiada się Szymon Holcman z wydawnictwa komiksowego Kultura Gniewu.

"To doskonała adaptacja komiksu i jestem pod dużym wrażeniem strony technicznej. Fakt, że za kamerą stanęli współtwórcy komiksu miał decydujące znaczenie. Język komiksu z ogromnym wyczuciem został przełożony na język filmu."

Lekki skandal

W oczach fanów komiksu film wypada bardzo dobrze. Pytanie czy ich opinią kieruje sentyment do pierwowzoru i jak produkcję ocenią osoby, które go nie znają? Czy żarty z cynicznych polityków, pseudo-gwiazdek, skinów i moherów nie są już trochę przebrzmiałymi kliszami? "Infantylna, wlekąca się fabułka z tytułowym bohaterem i jego jeżowym klonem w rolach głównych przypomina pisaną na kolanie wprawkę średnio rozgarniętego 12-latka. "Po "South Park", po "Simpsonach, po "Monthy Pythonie" prostackie metafory w rodzaju debilowatego polityka albo jeża - pseudogwiazdy to przecież obciach. Podniecanie się, że ktoś na ekranie zwymiotuje albo powie "kur..." (a na tym głównie opierają się dialogi), że zobaczyć można napompowane Barbie i Keny z sex-shopu - to żenada." - bezlitośnie pisze Paweł T. Felis w recenzji w CJG .

Dużo bardziej wyrozumiały dla filmu jest Wojciech Orliński, dla którego fakt, że Jeż Jerzy nie jest polskim "South Parkiem" jest zasadniczym atutem. Warszawska lokalność została tu doceniona nie tylko dosłownie. Autor w samym Jeżu dopatruje się symbolu Warszawy ("Tak jak to miasto, wciąż ma przygody, z których na zdrowy rozum nie ma prawa wyjść żywy, a jednak, jak to miasto, wbrew wszystkiemu przeżywa do następnego odcinka"), ale też personifikacji potransformacyjnego pokolenia.

Film zdążył już wywołać drobne kontrowersje natury obyczajowej. Wulgaryzmy i seks podlegają szczególnemu monitoringowi społecznemu, chociaż tym razem to nie obrońcy moralności mieli z nimi problem, ale Youtube, który na jakiś czas wycofał zwiastuny filmu. Reżyserzy filmu szczerze przyznają, że robiąc film nie sugerowali się poprawnością i że "lekki skandal" na pewno nie zaszkodzi. Pomoże za to nie tylko ich filmowi, ale też szerszemu zjawisku animacji w Polsce.

 

DOSTĘP PREMIUM