Nowa książka Hanny Krall już w księgarniach. "Dość dobrze znam tę dziewczynkę"

Niemiecki hrabia, oficer UB, Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz i mała żydowska dziewczynka w ni to reportażu, ni to osobistych wspomnieniach Hanny Krall. Dzisiaj premiera jej nowej książki - "Białej Marii".

Ostatnie wydawnictwo reporterki "Różowe strusie pióra" ukazało się dwa lata temu i miało formę jej prywatnych zapisków. Na temat nowej książki Krall niewiele było wiadomo aż do dnia premiery. W jednym z wywiadów zapytana o czym ona będzie, autorka odpowiedziała: - O tym co zwykle, o życiu.

"Biała Maria" to połączenie z jednej strony prywatnych historii Krall, z drugiej pieczołowicie przygotowanych przez nią reporterskich materiałów. Tytuł odnosi się do nazwy popularnego serwisu porcelanowego zaprojektowanego przez Filipa Rosenthala. Zastawa swoją nazwę zawdzięcza imieniu jego żony Marii. Dla Krall to pretekst do snucia historii o Żydach, Polakach, Niemcach, Rosjanach, opowieści o wywózkach, czystkach, donosach - "o wszystkim, co uczynili >>ludzie ludziom<< w ciągu minionego stulecia".

- Biała Maria to nazwa znanego serwisu. I marmuru, z którego zrobiono nagrobek. To także imię bohaterki książki. Jak to się łączy ze sobą? Przecież wszystko się łączy i ma swój - czasami ukryty - głęboki sens - przekonuje autorka.

Krall łamie podział na fikcję i reportaż

Na czym polega wyjątkowość "Białej Marii"? Krall opowiada w niej o granicznych sytuacjach swego życia w trzeciej osobie - zauważa Tadeusz Sobolewski w "Gazecie Wyborczej"

">>Biała Maria<< jest ciężka i lekka. Ciężka od rozgałęzionych, rozmnożonych ludzkich historii, a zarazem migawkowa, jakby wychylona poza siebie. Są w niej momenty mistrzowskiej poetyckiej kondensacji (rozdział "Wiatr" to jakby zatrzymany w stopklatce obraz wyprowadzanych z miasteczka Żydów), a kiedy indziej piękny styl zostaje złamany magnetofonową potocznością" - pisze Sobolewski . - "Krall łamie podział na fikcję i reportaż. Ta książka nie jest ani jednym, ani drugim. Można ją czytać jak reportaż dochodzący prawdy, a na innym poziomie - obserwować, jak się tworzy fikcję".

Jednym z motywów przewodnich książki jest, jak to określa sama pisarka, "wina niezarzucalna". Trudno za nią karać, ale i trudno pozbyć się jej ciężaru. Jak ta kobieta, która nie chciała zostać matką chrzestną małej Żydówki. W czasie wojny mogło jej to uratować życie.

- To jest taka symboliczna dziewczynka. Są w niej wszystkie te małe dziewczynki, które zaludniają ekrany, książki, klisze - opowiada Krall w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" . - Oglądam filmy okupacyjne, jakieś zdjęcia, wszędzie są te dziewczynki. Przysuwam się do ekranu, mówię, Boże, czy to przypadkiem nie jest ta mała, którą znałam dość dobrze - mówi.

DOSTĘP PREMIUM