Niemiecki sopran bije na głowę polskie wokalistki w Nowym Sączu

Hanna Elisabeth Müller z Niemiec bezkonkurencyjnie wygrała XIV Międzynarodowy Konkurs Sztuki Wokalnej im. Ady Sari w Nowym Sączu. - Polacy mają piękne głosy, ale brak im wykształcenia - mówią członkowie jury.

W tegorocznej edycji wzięło udział 50 wokalistów z 14 krajów świata, w tym z Iranu, Australii, Niemiec, Republiki Południowej Afryki, Chorwacji, Słowenii czy Korei Południowej. Do ścisłego finału dostało się 11 osób w tym 8 wokalistów z Polski.

Jurorów szczególnie urzekła Hanna Elisabeth Müller. Oprócz I miejsca (20 tys. zł), otrzymała kilka innych nagród: za najlepsze wykonanie utworu Mozarta (2 tys. zł), za najlepsze wykonanie pieśni (2 tys. zł) Francisa Poulenca, a także nagrodę w postaci udziału w kilku spektaklach w trzech największych operach polskich w najbliższym sezonie. Charyzmatyczna śpiewaczka jest studentką Staatlische Hochshule fur Musik w Mannheim w klasie prof. Rudolfa Piernay'a. - Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jestem na tak wysokim poziomie. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się zdobyć I nagrodę na tak prestiżowym konkursie, przy tak wymagającym jury i wciąż nie mogę w to uwierzyć. Była to dla mnie ogromna przyjemność rywalizować z mocną grupą wokalistów, słyszałam tu wiele pięknych głosów - przyznaje zwyciężczyni.

Niemka pierwsza, potem długo nikt

W ostatecznej punktacji w kategorii głosów żeńskich II nagrody nie przyznano, III nagrodę zaś (po 4 tys. zł) ex aequo zdobyły trzy polskie wokalistki Jolanta Kowalska - sopran z Krakowa, Jadwiga Postrożna - mezzosopran z Limanowej oraz Agata Schmidt - mezzosopran z Torunia. W kategorii głosów męskich I i II nagrody nie przyznano, III zaś (4 tyś. zł) zdobył uczestnik z Ukrainy Stanisław Kuflyuk, baryton. Wyróżnienie ex aequo otrzymali Piotr Halicki i Piotr Płuska, obaj śpiewają barytonem.

Członkowie jury podkreślali, że polscy wokaliści są utalentowani i mają piękne głosy, ale przegrywają brakiem odpowiedniego wykształcenia. - Polacy muszą się uczyć języków obcych, a także stylistyki i rozumienia muzyki, bez tego nie można być artystą - mówi prof. Helena Łazarska, przewodnicząca jury. - Hanna Elizabeth Müller wykazała się niezwykłą dojrzałością, w cudowny sposób łączy w sobie doskonałą technikę wokalną z muzykowaniem i osobowością artystyczną. Jest to śpiewaczka prezentująca wysoki europejski już poziom wokalny. W swej długiej karierze jurora nie spotkałam się jeszcze nigdy z taką osobowością - dodaje prof. Łazarska.

Fakt, że w tym roku w kategorii żeńskiej nie przyznano II nagrody, a w kategorii głosów męskich I i II, według jednego z jurorów prof. Rudolfa Piernaya, świadczy o ogromnej różnicy w prezentowanym poziomie wokalistów. - Dziwi mnie to, że w jednym programie wokalista śpiewa jak gwiazda, a w drugim jest tak słaby że powinien zostać zdyskwalifikowany. To wynika z różnic w wyborze repertuaru i rozbieżności stylistycznych śpiewanych utworów. Należałoby to ujednolicić - mówił Piernay.

"Nie mamy teatru, opery. Organizacja festiwalu w Nowym Sączu to ogromny wysiłek"

Konkurenci Müller przyznawali, że zasłużyła na nagrodę. - Hanna była niesamowita i wcale się nie dziwię, że wygrała ten konkurs. Ale ja też jestem szczęśliwa, że zdobyłam trzecią nagrodę - mówi Jadwiga Postrożna. - Wygrała matematyka, Hanna była bezkonkurencyjna i zdobyła największą ilość punktów, z tym nie można dyskutować - dodaje Piotr Płuska nagrodzony wyróżnieniem. Agata Schmidt, laureatka III nagrody: - Takie konkursy są bardzo potrzebne, spotykamy się tu z naprawdę świetnymi jurorami, specjalistami w dziedzinie wokalistyki i kontakt z nimi to dla nas ogromne doświadczenie. Poza tym nigdy do tej pory nie rywalizowałam z tak silną grupą. To pokazuje w jakim punkcie mojej drogi jestem i co jeszcze muszę zrobić by osiągnąć poziom taki jak Hanna.

Sądeckiemu konkursowi towarzyszył Festiwal Sztuki Wokalnej, w którego ramach a w nim polskie prawykonanie oratorium Dvorzaka "Święta Ludmiła" oraz "Siedem bram Jerozolimy" Krzysztofa Pendereckiego, który sam poprowadził orkiestrę. Antoni Malczak, dyrektor MCK Sokół w Nowym Sączu był zadowolony. - Mam świadomość w jakich realiach funkcjonujemy, Nowy Sącz to zaledwie 85-tysięczne miasto, nie mamy tu instytucji takich jak opera czy teatr, zatem zorganizowanie tak dużego i kosztownego przedsięwzięcia to był dla nas ogromny wysiłek, ale warto było. Sądeczanom się podobało, owacje były na stojąco, te koncerty będziemy wspominać jeszcze przez wiele lat - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM