"Sygnały z rynków to nie apokalipsa". Balcerowicz w TOK FM

Zadłużeni we frankach nie są najbardziej upośledzoną grupą w Polsce. Sygnały z rynków nie są zapowiedzią katastrofy ale powinny być szansą na reformy - mówił w TOK FM profesor Leszek Balcerowicz. Przestrzegał rząd przed samochwalstwem i radził patrzeć władzy na ręce. Ale nie mówić: "daj".

- Polska nie jest już wyjątkiem. Nie jesteśmy "zieloną wyspą", jedynym krajem, który rośnie, bo inne są w recesji. Jak na razie mamy, na tle innych krajów, przyzwoity wzrost. Choć Szwecja będzie miała równie dobry - zwrócił uwagę Balcerowicz. - Chciałbym przeciwdziałać propagandzie sukcesu. Mamy do przezwyciężenia problemy i nie należy tego odkładać: Mamy ogromne wydatki, które prowadzą do wysokich podatków i ciągle dużego deficytu. I dług publiczny się kumuluje. Nie warto każdej informacji przerabiać na bezdyskusyjny sygnał sukcesu. Ale nie wieszczę katastrofy - zastrzegł w TOK FM profesor Balcerowicz.

Patrzeć politykom na ręce. Nie mówić: daj!

- To, jakie będą perspektywy w Polsce, zależy od tego jakie będą warunki dla porządnej pracy, zwłaszcza dla przedsiębiorczości. Na szczęście mamy demokrację. Te warunki będą zależały od nieroszczeniowej części społeczeństwa obywatelskiego. To ci, którzy patrzą na ręce politykom i przeciwdziałają złym decyzjom, choć czasem popularnym. Roszczeniowa to jest ta część, która mówi: daj! Daj więcej przepisów ochronnych, pieniędzy (nie wiadomo skąd) i tak dalej. Ostatecznie proporcje między tymi dwiema typami grup zdecydują o tempie poprawy warunków życia - mówił Leszek Balcerowicz.

Samo ratowanie nie wystarczy

- Sygnałów z rynków nie należy traktować jako apokalipsy. Ale jako zwiększoną szansę, że to, co trzeba robić, będzie przez rządy robione. Trzeba w działaniach na szczytach Unii Europejskiej odróżnić dwie kategorie: ratowania i zapobiegania. Samo ratowanie nie będzie wystarczające. Jeśli na przykład Włosi nie ograniczą swojego długu i deficytu, to nikt ich nie jest w stanie uratować ze względu na rozmiar ich długu. Zgadzam się z tymi ekonomistami, którzy twierdzą, że za duży nacisk jest na te działania ratownicze, a należy większy nacisk położyć na działania tych rządów, które są pod uważną obserwacją rynków. Moim zdaniem na szczeblach Unii Europejskiej jest niewłaściwe rozłożenie akcentów - oceniał były szef NBP.

Upośledzeni frankiem?

- U nas, jak zauważyłem obserwując media, najbardziej upośledzoną grupą są osoby, które zaciągnęły kredyt we frankach szwajcarskich. Nie ma mowy o innych ludziach w trudnej sytuacji. To jest nagle grupa najbardziej upośledzona! To jest kreacja medialna! - zżymał się Leszek Balcerowicz. - Zaciągnięcie decyzji we frankach jest w pełni samodzielną decyzją - przypominał. - Jeśli jest tak, że wolności towarzyszy odpowiedzialność, to nie można naciskać na państwo, czyli innych ludzi, by za ich pieniądze wyrównać skutki ryzyka! Które zresztą jak sądzę będzie przejściowe. Nie widzę żadnego powodu - i tu się zgadzam z ministrem Rostowskim - by ten supermocny kurs franka utrzymał się bardzo długo. Nie wiem - podobnie jak minister Rostowski - jak długo, Bo tego nikt nie może powiedzieć - mówił Balcerowicz.

- Jeżeli mamy wolność, to musi temu towarzyszyć odpowiedzialność. A jeśli jest tak, że staramy się korzystać z wolności, ale skutki podejmowanego przez nas ryzyka staramy się przerzucić na państwo to zmierzamy do systemu, w którym ograniczona będzie wolność - ostrzegał Leszek Balcerowicz.

Czy państwo powinno jakoś pomóc zadłużonym we frankach?

DOSTĘP PREMIUM