Członek rady nadzorczej ma mówić po polsku? "Z całym szacunkiem - nie potrzeba znajomości polskiego"

Czy członkowie zarządów i rad nadzorczych banków w Polsce powinni znać język polski? Takie rozwiązanie chce wprowadzić ministerstwo finansów. - Rada nadzorcza jest od tego, żeby pilnować kierunku rozwoju firmy. Do tego - z całym szacunkiem - nie potrzeba znajomości języka polskiego - przekonywał w TOK FM Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Polbank. - A ja nie wyobrażam sobie dobrej pracy bez znajomości otoczenia biznesu. Do tego potrzebny język - oponowała prof. Elżbieta Mączyńska.

A chodzi o nowelizację ustawy Prawo bankowe. Ministerstwo Finansów chce w niej wprowadzić zapis o tym, że od członków zarządów i rad nadzorczych działających w Polsce banków będzie się wymagało "udowodnionej znajomości języka polskiego".

Ten pomysł podoba się prof. Elżbiecie Mączyńskiej z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i Szkoły Głównej Handlowej. - Jeżeli ktokolwiek z państwa był w sprawach służbowych dłużej w kraju, gdzie się zna język, i w kraju, gdzie języka nie zna, to wie, że to są nieporównywalne sytuacje - przekonywała. - Jeżeli ktoś, kto jest w radzie nadzorczej czy zarządzie, nie zna języka kraju, w którym pracuje, i musi korzystać z tłumacza, to znaczne zmniejsza potencjał zarządczy takiego człowieka.

Prof. Mączyńska dodała, że dziwi się, że nie można dzisiaj zadbać o to, żeby członkowie rad nadzorczych banków w Polsce znali język polski. - Podoba mi się ten pomysł, bo nie wyobrażam sobie dobrej pracy bez znajomości otoczenia biznesu - podkreśliła.

"Język polski - z całym szacunkiem - nie jest potrzebny"

Innego zdania niż prof. Mączyńska jest Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Polbank. - Akurat nasz zarząd składa się tylko z Polaków. Ale w tym globalnym rynku liczą się też firmy, które są na wszystkich rynkach światowych. I jest awykonalne, nawet z przyczyn fizycznych, żeby menedżerowie najwyższego szczebla, którzy muszą nadzorować interes kapitałowy, byli w stanie nauczyć się języka polskiego w krótkim czasie.

- Stawiajmy sprawy w innej perspektywie: język polski do zarządzania codziennego - tak, także do podejmowania decyzji na linii z klientem. Ale rada nadzorcza nie jest od tego. Rada nadzorcza jest od tego, żeby pilnować kierunku rozwoju firmy. Sprawdza, jak firma w poszczególnych krajach, taka jak bank, który jest częścią grupy, łączy działalność na rynku lokalnym z działalnością całej grupy. Do tego - z całym szacunkiem - nie potrzeba znajomości języka polskiego, za to potrzeba znajomości realiów.

Prezes Czarnecki opowiedział przy tym anegdotę: - Jak przychodziłem do grupy Raiffeisen, która jest grupą o korzeniach austriackich, to na moje stwierdzenie do szefa grupy, że nie znam niemieckiego, ten powiedział: "A po co? Jesteśmy instytucją międzynarodową, finansową. Językiem finansowym jest język angielski! Absolutnie nie marnuj czasu!".

- Ja się zgadzam z prezesem Czarneckim - wtrąciła dr Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor w Mercedes-Benz Polska. - Mimo że jestem filozofem języka i uwielbiam różnorodność języków, to zawsze sobie przypominam, ile kosztują tłumaczenia w UE. W Parlamencie Europejskim posłów obsługuje 6000 ludzi i to wszystko jest tłumaczone w 24 językach. "Too much of a good thing" - za dużo tego dobrego. Chociaż w mojej firmie mój prezes uczy się polskiego i pokazał, że dla Niemca jest to możliwe, żeby się nauczyć...

TOK FM PREMIUM