"Nakłady zwracałyby się przez 450 lat". Ekspert wątpi w ekonomiczny sens przekopu Mierzei Wiślanej

Przekop Mierzei Wiślanej już się zaczął. Ekolodzy protestują w związku z wycinką drzew, natomiast część ekspertów wątpi, czy inwestycja w ogóle ma sens.

W piątek wojewoda pomorski wydał decyzję o rozpoczęciu prac przy przekopie Mierzei Wiślanej. Nadał jej rygor natychmiastowej wykonalności. Natychmiast rozpoczęto wycinkę drzew pod inwestycję, co oburzyło ekologów.

Przekop Mierzei Wiślanej - czy to się opłaca?

Jak zapowiada resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, pierwsze jednostki przez kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną będą mogły przepłynąć w 2022 roku. Inwestycja ma kosztować ok. 880 mln zł; będzie finansowana w całości z budżetu państwa. Dzięki przekopowi Elbląg ma się stać portem uzupełniającym dla tych w Gdynii i Gdańsku. - Z całą pewnością przyczyni się do rozwoju gospodarczego całego regionu - zapowiadał jeszcze w ubiegłym roku szef PiS Jarosław Kaczyński, gdy symbolicznie - oraz w ogniu kampanii wyborczej - rozpoczynał inwestycję.

Jednak eksperci wątpią w opłacalność inwestycji. - Z naszych wyliczeń wynika, że gdyby nawet obroty portu w Elblągu wzrosły do miliona ton rocznie, a stawki portowe zostały podwojone, to roczne wpływy portu sięgnęłyby 2 milionów złotych. Biorąc pod uwagę koszt budowy kanału, okazuje się, że nakłady zwracałyby się przez 450 lat - wylicza na łamach "Rzeczpospolitej" prof. Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Wydziału Ekonomicznego na Uniwersytecie Gdańskim. Rydzkowski wskazuje także, że kontenery z Gdańska do Elbląga mogą szybciej trafić wyremontowaną drogą ekspresową S7.

Te zarzuty odpierają lokalne władze w Elblągu. Jak czytamy w "RZ" liczą one, że przekop Mierzei Wiślanej podniesie zyski okolicy z turystyki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM