"Piątki Kaczyńskiego" nie da się sfinansować zgodnie z prawem. Ale i bez niej budżet będzie miał problem

"Piątka Kaczyńskiego" będzie wymagała znalezienia 40 mld zł. Ale z wyliczeń Ludwika Koteckiego wynika, że i bez pakietu zaprezentowanego przez PiS przyszłoroczny budżet miałby problem, którego nie da się rozwiązać zgodnie z prawem.
Zobacz wideo

Ludwik Kotecki to były wiceminister finansów, były główny ekonomista Ministerstwa Finansów, twórca reguły wydatkowej. To on stworzył wpisaną w 2013 roku do Ustawy o finansach publicznych tzw. stabilizującą regułę wydatkową. Jej zadanie jest proste: trzymać budżet w ryzach, nie dopuścić do powstania zbyt wysokiego deficytu czy długu publicznego. Czy może raczej - jak mówił Kotecki - trzymać w ryzach polityków. - Ona nie jest bardzo restrykcyjna, ma tylko stabilizować. To jest wymóg unijny, każdy kraj w UE taką regułę posiada - dodał gość Macieja Głogowskiego. 

Sęk w tym, że zasady reguły wydatkowej mówią, na ile maksymalnie można naciągnąć budżet, by wysupłać z niego dodatkowe pieniądze. - Reguła wydatkowa pozwala na zwiększenie wydatków, bo mamy wzrost gospodarczy, mamy inflację. Przy czym, by stało się to w sposób bezpieczny, może to być 40 mld - tłumaczył Kotecki. I na to nałożył swoje wyliczenia, z których wynika, jak wielką dziurę budżetową możemy mieć w przyszłym roku. 

- Wyliczyłem, że wzrost wydatków sztywnych z ośmiu kategorii w przyszłym roku wynosi według dzisiejszego stanu prawnego ok. 70 mld zł. Do tego "piątka Kaczyńskiego" - 40 mld zł. 110 mld zł jest potrzebne po stronie wydatkowej, a reguła pozwala na 40 mld - mówił gość Magazynu EKG. Pytany, czy w związku z tym może powiedzieć, że realizacja planów zawartych w "piątce Kaczyńskiego" jest zgodnie z prawem niemożliwa, powiedział "tak". - Będę mówił, że się nie da, bo się nie da. W obecnym stanie prawnym niemożliwe jest znalezienie takich kwot po stronie wydatkowej, które wypełniałyby ograniczenia, wynikające ze stabilizującej reguły wydatkowej - przekonywał Ludwik Kotecki. 

"Piątka Kaczyńskiego" to druga faza problemu

Z wyliczeń Koteckiego wynika, że budżet w przyszłym roku będzie miał problem nawet, jeśli do wprowadzenia "piątki Kaczyńskiego" (m.in. 500 plus również na pierwsze dziecko, przywrócenie połączeń autobusowych czy wypłata trzynastki dla emerytów i rencistów) nie dojdzie. Wzrost wydatków sztywnych to ok. 70 mld. A reguła wydatkowa daje zapas w postaci 40 mld - brakuje więc ok. 30 mld zł. Nawet bez "piątki" mamy problem.

- Ostatnie trzy lata to czas usztywniania wydatków, czyli pozbawianie się możliwości elastycznego ich kształtowania. Wydatki na obronę narodową, szkolnictwo wyższe, zdrowie, emerytury i renty, policję, obsługę długu publicznego czy składka do Unii Europejskiej - te wszystkie wydatki trzeba ponieść. Trudno sobie wyobrazić, żeby w przyszłym roku one nie znalazły się w budżecie. Można sobie z tym poradzić, ograniczając inne wydatki w budżecie. Albo szukać źródeł dochodowych - wskazywał Kotecki. Przyznał, że przez ostatnie pięć lat dało się jej przestrzegać - aż przyszedł rok wyborczy. 

Rząd jest świadomy, musi być

Wczoraj premier Mateusz Morawiecki przyznał, że w przyszłym roku deficyt może sięgnąć 3 proc. w relacji do produktu krajowego brutto. Choć zapowiedział, że rząd zrobi wszystko, by tego pułapu nie osiągnąć. - Moim zdaniem będzie to więcej. Jeśli reguła zostanie złamana i wprowadzone zostaną wszystkie te obietnice, będzie to moim zdaniem oznaczało deficyt w wysokości 4 proc. To oznacza złamanie również unijnych reguł i wprowadzenie Polski w procedurę nadmiernego deficytu. Spowolnienie sprawi również, że spadną wpływy z podatków. Pieniędzy będzie mniej, a deficyt będzie jeszcze większy - przekonywał Kotecki. 

Pytany, czy jego zdaniem minister finansów Teresa Czerwińska zdaje sobie sprawę z sytuacji, oświadczył, że jego zdaniem jest ona najbardziej świadomą sprawy osobą w Polsce. - Ona dysponuje całym zapleczem analityków. To, że zniknęła w ostatnim czasie, wynika z tej świadomości, to moja interpretacja - mówił. Szefowa resortu finansów pojawiła się dziś na briefingu, w czasie którego przekonywała, że pogłoski o jej dymisji są mocno przesadzone, a jej resort pracuje nad rozwiązaniami finansowymi. - Chciałabym zrobić wszystko, abyśmy nie przekroczyli tych 3 proc. Reguły fiskalne dają bardzo dużą możliwość, by zastosować pakiet luzowania ilościowego - myślę o stabilizującej regule wydatkowej i o 3-proc. deficycie. To jest wystarczające do tego, by pobudzać koniunkturę w okresie spowolnienia - deklarowała Czerwińska.  

Ludwik Kotecki przypominał, że PiS na początku swych rządów zapowiedziało, że będzie reguły przestrzegać. - W uzasadnieniu tegorocznego budżetu jest to również podkreślone - dodał. 

Czym to się skończy?

Były wiceminister finansów uważa, że przyjęcie pomysłów, generujących koszty, z którymi budżet nie będzie mógł sobie poradzić, to złamanie prawa. - Posłowie, głosując za przyjęciem "piątki Kaczyńskiego", złamią konstytucję finansów publicznych, czyli ustawę o finansach publicznych. Odpowiedzialność bierze na siebie przede wszystkim minister finansów, ale moim zdaniem ciąży ona na całym rządzie - podkreślił. 

Jak stwierdził, można oczywiście zmienić zapisy ustawy, ale kwestii pieniędzy i ich braku w budżecie to nie zmieni. W przyszłości może to skutkować podwyższeniem podatków, a przynajmniej brakiem możliwości ich obniżenia. - Najbardziej drastyczny, ale moim zdaniem nie niewyobrażalny, jest scenariusz grecki. Grecji dojście do kryzysu zajęło 15 lat, mam nadzieję, że Polska nigdy tam nie dojdzie - dodał. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM