Projekt rozporządzenia wspierającego elektromobilność jest dobry tylko na papierze?

Dopłaty proponowane przez Ministerstwo Energii w żaden sposób nie przyczynią się do wzrostu popularności samochodów elektrycznych - ocenia Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych.
Zobacz wideo

Resort energii chce dopłacać maksymalnie 37,5 tys. złotych do zakupu samochodu elektrycznego, pod warunkiem, że jego cena nie przekracza 125 tys. zł. Mowa tutaj o cenach brutto. Projekt przepisów w tej sprawie trafił właśnie do konsultacji.

Według Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych proponowane kwoty są stanowczo za niskie, bo ceny nawet małych aut elektrycznych raczej zaczynają się od 125 tys. złotych - niż się na nich kończą.

Zdaniem dyrektora PSPA, Macieja Mazura, projekt rozporządzenia wspierającego elektromobilność jest dobry tylko na papierze. - Wszystko fajnie, 125 tys. zł, wartość maksymalna samochodu - co to oznacza? Z top 10 samochodów elektrycznych, które są w Polsce rejestrowane, nikt się na taką opłatę nie łapie. Trudno wymienić marki, które się łapią, na pewno producenci nie obniżą tak szybko cen - mówi Mazur.

Zwłaszcza, że w zachodnich krajach sprzedają dziesiątki tysięcy takich samochodów, a w Polsce raczej w dziesiątkach, góra w setkach, ale sztuk.

Stowarzyszenie przekonuje, że aby realnie zachęcić Polaków do kupna aut na prąd, dopłaty musiałyby być wyrażone w kwotach netto. Bo z proponowanymi zachętami w 2025 roku nie będzie miliona aut elektrycznych i doładowywanych hybryd, o których mówił jeszcze jako wicepremier dzisiejszy szef rządu, Mateusz Morawiecki, ale góra - 60 tysięcy. Dziś - jest ich 10 razy mniej. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny