Jak polityka może wpływać na opóźnienie twojego lotu? "Ruch rośnie, a przepisy zostają bez zmian"

Powodów, żeby samolot nie wyleciał o czasie, jest całe mnóstwo. Przepisy nie nadążają za coraz większym ruchem lotniczym - przekonywał w TOK FM Sebastian Mikosz, były prezes PLL LOT.
Zobacz wideo

Cezary Łasiczka żalił się Sebastianowi Mikoszowi, prezesowi linii Kenya Airways i byłemu szefowi Polskich Linii Lotniczych LOT, że w ciągu ostatni czterech tygodni czterokrotnie podróżował z naszym narodowym przewoźnikiem i dwa razy loty były opóźnione. - Już wiem, skąd wzięło się to tłumaczenie akronimu LOT - mówił Łasiczka. Mikosz odpowiadał, że dobrze zna to tłumaczenie. - Tak, tak, "late or tomorrow”. Strasznie medialnie pan na to wszystko patrzy - bronił się szef Kenya Airways.

Jak stwierdził, powodów, żeby samolot nie wyleciał o czasie, "jest 150 różnych". - A to pasażer się spóźni, a to zrezygnuje z lotu, a jego bagaż zostanie już nadany. Do tego, na przykład, mechanik na obchodzie zauważy coś, co go zaniepokoi i trzeba będzie wezwać inżyniera. Może być też opóźnienie na lotnisku dolotowym i już pan stoi w Warszawie z zamkniętymi drzwiami, bez zgody na wylot. I tak dalej, i tak dalej. A to tylko powody opóźnień, które nie wynikają z winy linii. A są też takie, które są naszą winą. Powodów, żeby samolot nie wyleciał o czasie, jest całe mnóstwo - wyliczał były szef LOT.

Jego zdaniem, wpływ na opóźnienia ma też to, że przepisy nie nadążają za coraz większym ruchem lotniczym. - Kiedyś z Warszawy do Barcelony latał jeden samolot dziennie. Teraz takich lotów jest kilka, różnych linii. Ruch rośnie, a przepisy zostają bez zmian - mówił Mikosz. Jak dodawał, poważnym problemem jest też brak politycznej zgody na "unifikację nieba nad Europą". - Kontrolerzy powietrzni bronią się przed tym, jak mogą. Proszę zauważyć, że w Unii Europejskiej mamy 28 żeglug powietrznych, a w USA jedną. Wspólne niebo to kwestia polityczna, na którą teraz nie ma zgody. A to na pewno skróciłoby i potaniło rejsy, zmniejszyło emitowanie CO2 do atmosfery czy właśnie zredukowało liczbę opóźnień - przekonywał Sebastian Mikosz i przypominał, że Unia Europejska wprowadziła rekompensaty za opóźnione i odwołane loty. - W pociągach czy autobusach tego nie ma - dodał.

Nieżyciowe przepisy

Łasiczka pytał Mikosza również o głośną sprawę zwolnienia z LOT kapitana Tadeusza Wrony, który wsławił się udanym lądowaniem bez podwozia na lotnisku Chopina w Warszawie. Wrona twierdził, że dostał wypowiedzenie dzień przed 65. urodzinami. Finalnie, gdy o sprawie zrobiło się głośno w mediach, Wrona wrócił do pracy w PLL LOT.

Mikosz mówił, że unijne regulacje wymagają tego, że kapitan, który skończy 65 lat, nie może pilotować statków powietrznych z pasażerami w zarobkowym transporcie lotniczym. - Prezesi tutaj nie mają nic do powiedzenia, ale jest to rozwiązanie nieżyciowe - mówił były szef LOT. Choć - jak sam twierdzi - z pilotami współpracuje się "bardzo trudno", bo to najbardziej "rozkapryszona i uzwiązkowiona" grupa pracownicza, która "jest przyzwyczajona do wpływania na kształt linii lotniczej", to kwestia ich wychodzenia z linii jest problematyczna. - To jest całkowicie odczłowieczone. W poniedziałek ktoś wraca z Nowego Jorku do Warszawy dreamlinerem pełnym ludzi i jest wszystko okej, a we wtorek kończy pewien wiek i już jest za stary na latanie. Powinno się stopniowo redukować latanie starszych pilotów, a nie wyłączać ich jak światło - mówił Mikosz.

Jak dodawał, nie widzi żadnych przeszkód, żeby piloci latali nawet do 70 roku życia. - Można im robić dodatkowe badania lekarskie. Zresztą piloci są bardzo świadomi swojego zdrowia, dodatkowo im są starsi, tym są bardziej doświadczeni. Część może też pracować jako instruktorzy - podsumowywał były szef LOT.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM