LOT nie chce zdradzić, ile stracił na uziemieniu Boeingów 737 MAX. Zdaniem ekspertów to nawet 100 dol. za każde miejsce

Od sześciu miesięcy Polskie Linie Lotnicze LOT nie mogą korzystać z uziemionych Boeingów 737 MAX 8. Po dwóch katastrofach samolotów zagranicznych linii, do jakich doszło w ciągu kilku miesięcy, chwalone za "nowoczesność i bezpieczeństwo" maszyny nie mogą latać. Ile LOT stracił bez MAX-ów? Tego przewoźnik zdradzić nie chce. Zasłania się "tajemnicą firmy".
Zobacz wideo

W połowie marca 2019 roku Polskie Linie Lotnicze LOT - tak jak wszystkie inne na świecie - uziemiły swoje samoloty Boeing 737 MAX 8. To pokłosie katastrofy lotniczej w Etiopii, do której doszło 10 marca. Trzy miesiące wcześniej, w grudniu 2018 roku, w Indonezji także doszło do katastrofy z udziałem maszyny typu 737 Max.

LOT w swojej flocie miał wtedy pięć MAX-ów. Każda z maszyn mogła zabrać na pokład 186 osób i obsługiwała głównie europejskie trasy np. z Warszawy do Barcelony, Madrytu, Tel Awiwu, Frankfurtu czy Londynu, ale też do Kazachstanu. 

W sierpniu eksperci filmy OAG wyliczyli, że straty LOT z tytułu uziemienia Boeingów 737 MAX mogą wynosić nawet 200 mln dolarów. Co na to sam LOT? Wyliczeń "nie komentuje" i zapewnia: "Jako odpowiedzialny przewoźnik na bieżąco monitorujemy koszty wynikające z uziemienia Boeingów 737 MAX". Ale danych ujawnić nie chce. "Szczegółów dot. kosztów uziemienia dla LOT-u nie ujawniamy ze względu na tajemnicę handlową firmy" - czytamy w piśmie, jakie otrzymaliśmy z biura prasowego PLL LOT.

Z kolei Mariusz Piotrowski, ekspert z portalu fly4free.pl, przypomina, że OAG to "wiarygodna firma", więc podawane przez nią dane mogą być miarodajne "w stosunku do metody obliczeń, jaką przyjęli". Analitycy założyli, że koszt utraconego miejsca w Boeingu 737 MAX 8 to 100 dolarów. Jak wynika z raportu OAG, PLL LOT, tracąc 1,97 mln miejsc, znalazł się w pierwszej dziesiątce przewoźników, którzy ponieśli największe straty w wyniku uziemienia MAX-ów.

Straty na kilku poziomach

Piotrowskiego jednak nie dziwi to, że LOT nie chce podać konkretnych danych, bo "to bardzo trudne do oszacowania". Jego zdaniem przewoźnik przez uziemienie samolotów traci na kilka sposobów. - Po pierwsze finansowo, bo musiał nieco zmniejszyć liczbę rotacji na niektórych trasach, bo lata mniejszymi samolotami niż zabierające 186 pasażerów MAX-y i w końcu, bo musiał te mniejsze samoloty wynająć, co generuje bardzo duże koszty, zważywszy na to, że MAX-y są uziemione już prawie pół roku - mówi ekspert.

Do tego dochodzą też nie mniej istotne straty wizerunkowe. - W przeciwieństwie do nowoczesnych Boeingów 737 MAX część maszyn, które wynajął LOT na ich zastępstwo, jest wysłużona i oferuje znacznie niższy komfort podróży dla pasażerów. Co znajduje swoje odzwierciedlenie w poziomie ich zadowolenia - podkreśla Mateusz Piotrowski.

LOT broni się, że pomimo uziemienia samolotów Boeing 737 MAX 8, udało się utrzymać zaplanowaną siatkę połączeń. "O 15 proc. większą niż rok temu. A co za tym idzie LOT zrekompensował straty w liczbie oferowanych miejsc, dzięki pozyskaniu dodatkowych samolotów w leasingu długoterminowym" - przekonuje biuro prasowe firmy.

Mimo wszystko - zdaniem eksperta - wydłużający się czas uziemienia MAX-ów może być dla LOT kłopotliwy. - Brak tych maszyn we flocie w kolejnych miesiącach oznacza, że o nowych trasach LOT będzie musiał zapomnieć. A przypomnijmy, że teoretycznie do końca tego roku firma powinna od Boeinga odebrać jeszcze siedem maszyn typu 737 MAX. W tej chwili trudno powiedzieć, jak duże będzie opóźnienie w dostawach - uważa nasz rozmówca.

Co z odszkodowaniem?

Uziemienie MAX-ów dotknęło wielu przewoźników z całego świata. Np. rosyjska firma Avia Capital Services domaga się rozwiązania kontraktu na 35 samolotów tego typu i wypłaty odszkodowania. To pierwszy pozew tego rodzaju.

Czy LOT pójdzie tą drogą? "Naszym priorytetem jest przywrócenie samolotów B737 MAX 8 do siatki połączeń. Stanie się to jednak dopiero wtedy, gdy wydane zostaną przez nadzory lotnicze wszystkie niezbędne zgody potwierdzające, że te maszyny mogą bezpiecznie realizować operacje" - odpowiada wymijająco biuro prasowe PLL LOT.

W ostatnich dniach amerykańskie linie United Airlines informowały, że być może MAX-y znów wzniosą się w powietrze przed świętami Bożego Narodzenia. Z kolei w minioną niedzielę "Rzeczpospolita" podała, że Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) sama chce dokonać certyfikacji - to proces uzyskiwania pozwolenia na latanie-red. - niezależnie od tego, co zdecyduje jej odpowiednik z USA. A to wiązałoby się z wydłużeniem całego procesu i odsunięciem się w czasie powrotu MAX-ów na europejskie niebo. 

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM