Rachunki za prąd w 2020 roku. Były prezes URE nie ma wątpliwości: Powinny być wyższe o kilkanaście złotych

Zdaniem byłego prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, Macieja Bando, decyzja PiS o zamrożeniu cen energii na 2019 rok była kuriozalna. Czy w 2020 roku, przed kolejnymi wyborami - tym razem prezydenckimi - partia rządząca powtórzy taki sam manewr? Jeśli tak się stanie, to zdaniem byłego prezesa URE, nie powinniśmy się z tego powodu cieszyć.
Zobacz wideo

Zdaniem Macieja Bando, byłego prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, "rachunki za prąd w przyszłym roku powinny być wyższe". - Jeżeli popatrzymy na historię, taką już odleglejszą, około 1,5 roku, to widać, że przez ten czas sama energia elektryczna wzrosła o ponad 30 proc. Ponieważ komponent energii w wielkości rachunku to jest około 30-35 proc., to widać, że powinno to być kilkanaście złotych - tłumaczył gość TOK FM.  

Dlaczego rachunki za prąd powinny być droższe?

Według Macieja Bando energia elektryczna powinna być droższa z kilku powodów. - To nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że w Europie koszty praw do emisji CO2 istotnie wzrosły w 2018 roku. To ma tyle do naszego rachunku, że niestety ponad 70-80 proc. produkcji energii elektrycznej jest oparte o węgiel. A koszt CO2 bezpośrednio przekłada się na koszt produkcji energii - podkreśłił ekspert.

Drugim powodem jest wzrost ceny węgla o ponad 15 proc. - Staraliśmy się i pewnie się nadal administracja rządowa będzie starać prowadzić taką autarkiczną gospodarkę energetyczną. Co to znaczy? Nasz polski węgiel ma być spalany w naszych polskich elektrowniach. To znaczy również, że ten węgiel nie jest poddany wpływom konkurencyjnym, czyli jego cena jest taka trochę oderwana od rynków zagranicznych - tłumaczył gość Macieja Głogowskiego w Magazynie EKG. Na tym nie koniec. Zdaniem eksperta mógł też się pojawić trzeci czynnik.  - Nie jestem pewien, czy nie mieliśmy do czynienia z jakimś sztucznym podbijaniem cen energii. Sprawą od ponad roku zajmuje się prokuratura i nie wiem, na jakim jest etapie postępowanie - mówił były prezes URE, tłumacząc, że podbijać ceny mogli np. handlowcy i producenci. 

Zamrożenie cen energii a wybory

Prowadzący program, Maciej Głogowski, przypomniał, że to PiS postanowiło zamrozić ceny energii dla gospodarstw domowych na 2019 rok. - Ale w przyszłym roku są wybory prezydenckie. Nie wyobrażam sobie, żeby partia, która rządzi i wspiera urzędującego prezydenta, chciała nam podnieść rachunki za prąd. Czyli można sobie przyjąć założenie, że za chwilę ktoś znowu położy na stół ustawę, która nam zamrozi ceny energii na 2020 rok. Co wtedy? - zastanawiał się dziennikarz. 

- Nie powinniśmy się cieszyć. Idąc po schodach, bardzo istotną kwestią jest to, żeby schodki nie były za wysokie. Jeżeli staniemy przed schodkiem, który ma 50 cm, to będzie to wyzwanie. Jeśli staniemy przed dwoma schodkami, które mają po 25 cm, to będzie nam je zdecydowanie łatwiej pokonać - tłumaczył Maciej Bando.

Jeśli spełni się jednak scenariusz, że znów przegłosowana zostanie ustawa zamrażająca ceny, ile będą wynosić nasze rachunki po dwóch latach "taryfy ulgowej"? - To już będzie kilkadziesiąt złotych, dlatego że w międzyczasie przewidywany jest kolejny wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Mówi się wręcz, że w latach 2022-2023 ta cena może dojść do 40 euro za tonę. Dzisiaj mamy 25 euro. To się bezpośrednio przekłada na ceny energii. Wywarzone zostały drzwi, które nigdy nawet nie powinny być uchylone. Podtrzymuję, że rynek energii w Polsce został cofnięty o 30 lat - podsumował.

Całej rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM