Wzrost płacy minimalnej pogrąży szpitale? Dyrektorzy obawiają się utraty płynności finansowej

Polskie szpitale nie mają pieniędzy na podwyżki i boją się, że stracą płynność finansową. Ich dyrektorzy w rozmowie z reporterem TOK FM wyliczają, ile będzie kosztowało podniesienie płacy minimalnej i co to oznacza dla zarządzanych przez nich placówek.
Zobacz wideo

Dyrektorzy różnej wielkości placówek mówią naszemu reporterowi Michałowi Janczurze, że końcówka tego roku jest trudna, ale początek kolejnego będzie już krytyczny. Okazuje się, że przyszłości obawiają się nawet te placówki, w których dotąd budżet się bilansował. Bez skokowego dofinansowania szpitalnych budżetów może być na prawdę trudno.

Wzrost płacy i podwyżki w szpitalach

Dlaczego? Od 1 stycznia 2020 roku płaca minimalna wzrośnie do 2600 zł. To oznacza, że praktycznie w każdym szpitalu szykują się solidne podwyżki.

Dyrektor szpitala w Międzylesiu Jarosław Rosłoń zaznacza, że wypłaty trzeba będzie podnieść praktycznie wszystkim grupom, bo jeśli się tego nie zrobi - personel sprzątający może zarabiać więcej niż np. pielęgniarki, diagności czy ratownicy medyczni (te zawody działają na podstawie oddzielnych ustaw i mają inne płace minimalne).

Rosłoń wylicza, że w jego placówce podwyżki mogą sięgnąć łącznie około 10 mln złotych. - Nikt mi nie wskazał, skąd dostanę te pieniądze. Nikt - podkreśla dyrektor i dodaje, że bez dodatkowych środków po pierwszym kwartale 2020 roku może utracić płynność finansową.

W innych placówkach sytuacja wygląda podobnie. W szpitalu psychiatrycznym w Pruszkowie problemy finansowe już są gigantyczne, a od 1 stycznia szykują się kolejne wydatki. - 5 milionów 100 tysięcy złotych. Taki nas czeka wydatek - precyzuje dyrektor placówki Wojciech Legawiec.

Warto też przypomnieć, że wiele szpitali zamyka obecny rok z potężną stratą. - U mnie to około 10 milionów - mówi TOK FM dyrektor Szpitala Bródnowskiego w Warszawie Teresa Bogiel. - Z końcem miesiąca mi brakuje pieniędzy na wypłaty wynagrodzeń dla pracowników kontraktowych - dodaje.

A nie słychać sygnałów, by Narodowy Fundusz Zdrowia chciał podnosić ryczałty dla szpitali i ratować placówki.

Będzie cięcie etatów?

Pamiętajmy też, że podczas kampanii przed eurowyborami Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało dalszy wzrost płacy minimalnej. Na koniec przyszłego roku miałaby ona wynosić 3 tysiące złote, a na koniec 2023 roku - aż 4 tysiące złotych.

Zapowiedzi te krytykowała w naszym radiu Dorota Gardias. Przewodnicząca Forum Związków Zawodowych i Rady Dialogu Społecznego nie ukrywała, że obawia się, iż tak znaczny wzrost minimalnego wynagrodzenia będzie niósł za sobą szereg innych podwyżek. - Możemy zarabiać 4 tysiące złotych, ale to będzie za mało, bo chleb będzie kosztował 10 złotych. I ta płaca minimalna, która będzie taka duża - na potrzeby wyborów - sprawi, że prąd podniosą, że będzie podwyżka innych cen - mówiła.

Wyraziła też szereg innych obaw. Przede wszystkim zwolnienia i powrót tzw. umów "śmieciowych". - Co zrobi mały lub średni przedsiębiorca? Nie da normalnego etatu, ale trzy czwarte etatu lub jego połowę - przestrzegała. Taki pomysł zapowiedziały już zresztą władze Tomaszowa Lubelskiego, które mówią o wprowadzeniu ¾ etatu zamiast całego.

Burmistrz Wojciech Żukowski precyzuje, że zmniejszenie wymiaru etatu dotyczyłoby części pracowników w tych instytucjach, które podlegają urzędowi miasta. Chodzi m.in. o przedszkola, instytucje kultury czy zarząd dróg. W sumie to około 90 osób. Jak wyliczono, zmniejszenie wymiaru pracy - z perspektywy wydatków miasta - porównać można do likwidacji 20 etatów.

>> Czytaj więcej na ten temat: Samorządowcy z PiS mają sposób na to, jak nie podnosić płacy minimalnej pracownikom.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM