Były wiceminister PiS straszy niskimi emeryturami. Szefowa ZUS krytykuje i tłumaczy, co miał na myśli

- Nie możemy straszyć niskimi emeryturami w przyszłości. Musimy edukować i informować, jak możemy wpłynąć na wysokość naszej emerytury - mówiła w EKG prof. Gertruda Uścińska. To komentarz prezes ZUS do słów byłego wiceministra rodziny. To właśnie Bartosz Marczuk straszył niskimi emeryturami.
Zobacz wideo

Bartosz Marczuk dziś jest wiceprezesem Polskiego Funduszu Rozwoju. Niedawno był jednym z zastępców Elżbiety Rafalskiej, byłej już dziś szefowej resortu rodziny, pracy i polityki społecznej. "Pasy zapięte? Kto ma słabe nerwy ,niech nie czyta. Oficjalny szacunek wysokości emerytur w przyszłości, jaki dostałem z ZUS. Teraz dostajemy 53,8% ostatniej pensji (ok. 2,2tys.zł). W 2045 będzie 32%,w 2060-24,9%,a 2080-23,1%. To będzie ok.1 tys. zł na mc (na dzisiejsze pieniądze)" – napisał na Twitterze.

O komentarz do tego wpisu Maciej Głogowski prosił prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. - Nie możemy straszyć, musimy informować i edukować o tym, co decyduje o wysokości emerytury i jak może wpłynąć na ich wysokość – mówiła prof. Gertruda Uścińska. Potwierdziła, że w ZUS pojawiły się dane, o jakich pisze Marczuk, w kontekście wysokości stopy zastąpienia, czyli relacji ostatniej wypłaty do emerytury. Ale nie zgodziła się z wyliczeniami przedstawionymi przez Marczuka, na temat emerytury w wysokości 1000 złotych. - Malejąca stopa zastąpienia nie oznacza realnego spadku wysokości świadczenia. Te pieniądze będą miały odpowiednią wartość nabywczą. Będzie inne przeciętne wynagrodzenie – tłumaczyła szefowa ZUS. Jak wyjaśniała, na wysokość emerytury ma wpływ przede wszystkim to, ile pracujemy i przez jaki okres płacimy składkę emerytalną. - Ta wypowiedź ma inne znaczenie. Pan minister zwraca uwagę, że trzeba dywersyfikować to, skąd będzie pochodziła nasza przyszła emerytura – oceniła rozmówczyni Macieja Głogowskiego. 

Wpis byłego wiceministra to zachęta do przystąpienia do rządowego programu?

Wpisowi Bartosza Marczuka przyjrzeli się też komentatorzy EKG. Według Piotra Kuczyńskiego, analityka rynków finansowych, "nie ma się do czego przyczepić". - Nie napisał nieprawdy. Dopisał, że ma na myśli "na dzisiejsze pieniądze", czyli ekwiwalent obecnego 1000 zł w przyszłości. Niewątpliwie chodziło też o to, żeby postraszyć i słusznie, bo powinniśmy oszczędzać na emeryturę – mówił Kuczyński.

Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej, dodała, że takie zestawienie pozwala uświadomić sobie pewne sprawy. - To tak, jakbyśmy teraz dostawali 5000 zł pensji, a w kolejnym miesiącu 1000 zł. To obrazowe. Trzeba trochę postraszyć, żeby Polacy zaczęli oszczędzać – oceniła Constant.

Kuczyński pozwolił sobie na inną tezę. - Odbierałbym to tak, że takie straszenie powinno pomagać zwiększać partycypację w Pracowniczych Planach Kapitałowych, których pan Marczuk był gorącym orędownikiem – uważa.

PPK to zaproponowany przez rząd mechanizm, który ma sprawić, że ludzie będą oszczędzać dodatkowo na przyszłą emeryturę. Narzędzie w trzecim filarze emerytalnym. Według zamysłu rządu - uczestnicy PPK, przez regularne odkładanie, do którego dołoży się także pracodawca, na starość zyskają dodatkowe pieniądze, dodatek do emerytury, na który odkładali przez całe zawodowe życie. Pieniądze nie będą jednak wypłacane dożywotnio; będzie można wypłacić w całości albo w 120 ratach (czyli w ciągu 10 lat), od chwili gdy skończymy 60 lat. Program jest dobrowolny. 

Za potwierdzenie tezy postawionej przez Piotra Kuczyńskiego uznać można kolejny wpis Bartosza Marczuka.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM