Wiceminister PiS swoje, ZUS swoje. Mamy dane o wysokości emerytur w przyszłości

Jak wysoką emeryturę będziemy dostawać w przyszłości? ZUS przekazał TOK FM swoje dane dotyczące świadczeń. Różnią się one od tych, które w niedzielę na Twitterze zamieścił Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny PiS.
Zobacz wideo

W niedzielę były wiceminister pracy i polityki społecznej, a teraz wiceszef Polskiego Funduszu Rozwoju napisał na Twitterze kilka zdań, które wstrząsnęły opinią publiczną. "Pasy zapięte? Kto ma słabe nerwy, niech nie czyta. Oficjalny szacunek wysokości emerytur w przyszłości, jaki dostałem z ZUS. Teraz dostajemy 53,8% ostatniej pensji (ok. 2,2 tys.zł). W 2045 będzie 32%, w 2060 - 24,9%,a 2080 - 23,1%. To będzie ok. 1 tys. zł na mc (na dzisiejsze pieniądze)" - napisał na Bartosz Marczuk.

W poniedziałek z tym wpisem nie do końca zgodziła się prof. Gertruda Uścińska, szefowa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Choć potwierdziła, że podobne liczby w kontekście stopy zastąpienia, czyli relacji ostatniej wypłaty do emerytury, pojawiły się w ZUS, to już finalne wyliczenie kwoty emerytury nie jest prawidłowe.

We wtorek otrzymaliśmy z ZUS oficjalnie dane. Według nich przeciętna wysokość emerytury w 2020 roku - przy stopie zastąpienia 53,8 proc. wyniesie 2355 zł. W 2040 roku będzie to 2891 zł przy stopie 36,5 proc. Z kolei w 2055 r. będzie to już kwota 3076 zł (stopa 26,4 proc.). Natomiast w 2080 roku przeciętna emerytura może wynieść 4554 zł przy stopie zastąpienia 23,1 proc. ZUS zaznacza, że to "prognozowana przeciętna wysokość emerytury z FUS w kwotach zdyskontowanych inflacją na 2018 r.". Nie podano natomiast, czy stopa zastąpienia została wyliczana od mediany płacy (bardziej obrazującej zarobki), czy od przeciętnego wynagrodzenia - dziś obie dane różnią się o kilkaset złotych. 

- Wskazane dane ukazują że spada stopa zastąpienia (z racji szybciej rosnących wynagrodzeń), ale rośnie siła nabywcza świadczeń. I w rzeczywistości istotniejsza dla emeryta jest siła nabywcza - napisał Wojciech Andrusiewicz, rzecznik ZUS.

Wpis Marczuka tłumaczyli też w poniedziałek komentatorzy. Ich zdaniem były wiceminister rozwoju chciał "postraszyć" Polaków perspektywą niskich emerytur, żeby tym samym zachęcić, abyśmy sami odkładali pieniądze na emeryturę. Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych, pozwolił sobie na taką tezę. - Odbierałbym to tak, że takie straszenie powinno pomagać zwiększać partycypację w Pracowniczych Planach Kapitałowych, których pan Marczuk był gorącym orędownikiem - ocenił Kuczyński. 

Eksperci podkreślali też, że Marczuk, pisząc o "1000 zł na miesiąc na dzisiejsze pieniądze", miał na myśli ekwiwalent tej sumy w przyszłości. 

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM