"On jest zupełnie inny niż SARS". Ekspert wyjaśnia, dlaczego koronawirus jest groźniejszy dla gospodarki niż wcześniejsze podobne epidemie

- Koronawirus ma dłuższy czas inkubacji, przez co łatwiej rozprzestrzenia się po całym świecie - przypomniał w TOK FM Sebastian Płóciennik. Ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych wyjaśnia, dlaczego koronawirus zagraża światowej gospodarce bardziej niż SARS czy MERS. Koniec tygodnia upływa pod znakiem coraz bardziej niepokojących informacji z rynków.
Zobacz wideo

Tylko w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin dowiedzieliśmy się m.in. o utrzymujących się spadkach na amerykańskiej giełdzie (w czwartek 27 lutego - indeks Dow Jones spadł o prawie 1200 punktów) oraz spadających cenach ropy w Stanach Zjednoczonych. To już szósta z kolei sesja zniżek notowań tego surowca, dlatego dobiegający końca tydzień może być najgorszy od 2011 r. Spadki także na giełdach w Azji, Europie - w tym oczywiście w Polsce. 

A to wszystko przez koronawirusa. 

Koronawirus i gospodarka

Sebastian Płóciennik ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych twierdzi, że koronawirus będzie czynnikiem mającym największy wpływ na gospodarkę w tym roku wskutek pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Chinach. - Przewidywano, że w 2020 roku Chiny będą rozwijać się w tempie 6-7 proc. rocznie. Już w tej chwili wiadomo, że górny pułap to jest 4,5 proc. Przy tak ogromnej gospodarce 1,5 proc. mniej to jest duży cios dla całej gospodarki światowej - mówił w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak podkreślił, Chiny są powiązane gospodarczo z innymi państwami, co oznacza potężne straty dla koncernów europejskich, które są zaangażowane w Chinach. Jako przykład podał spadającą sprzedaż samochodów. - W ciągu 16 dni lutego sprzedano niecałe 5 tys. samochodów w Chinach, co oznacza 310 samochodów dziennie.  W 2019 r. sprzedawano 300 samochodów, co siedem minut. Według tych kalkulacji rynek załamał się o 92 proc. - mówił gość TOK FM. Podkreślił, że to jest ogromny cios np. dla Volkswagena, który 40 proc. swoich obrotów uzyskuje na rynku chińskim.

Dodatkowo, jak mówił Płóciennik, Volkswagen czy Daimler mają ogromne kłopoty logistyczne, ponieważ nie są w stanie wytwarzać na miejscu swoich produktów wskutek problemów np. z transportem. - Chińczycy nie wprowadzili jednolitego systemu zarządzania kryzysem i on się rozsypał regionalnie. W każdym regionie wygląda to inaczej. Jeżeli mają fabryki w różnych regionach Chin, to może się okazać, że transport z jednego regionu do drugiego został zablokowany, a kierowcy muszą przejść 2-tygodniową kwarantannę - wyjaśniał ekspert.

Według specjalisty z PISM sytuację pogarsza fakt, że nikt nie jest w stanie obecnie policzyć strat związanych z epidemią koronawirusa. Wiadomo, że Chiny są w kryzysie, że straty sektora turystycznego w Tajlandii wynoszą 1,5 mld dol., w Japonii ponad 1 mld dol., kilka mld dol. strat linii lotniczych. Wyjaśnił, że nie wszystkie jednak straty można oszacować. - Problemem jest panika. Nikt nie wie, jakie będą reakcje rynków - mówił Płóciennik.

Wyjaśnił, że dla wielu analityków kluczowy wydaje się marzec, kiedy okaże się, na ile te skomplikowane globalne sieci podziału pracy, kooperacji różnych firm będą w stanie funkcjonować pod taką presją.

- To jest coś innego niż wojna handlowa Trumpa. Ona była kosztowa, oznaczała, że coś drożeje, bo zostało wprowadzone cło, ale  nie rozsypywały się z dnia na dzień sieci kooperacyjne. A teraz nie chodzi o to, że ktoś nałożył cło albo dodatkowy podatek. Teraz tych dóbr nie można w ogóle przewieźć. Faktyczny wpływ tego zagrożenia będziemy znali w marcu - mówił ekspert. Wskazał też na zagrożenie załamania się handlu lekami, bo wiele leków jest produkowanych w Chinach.

- Co bardziej ostrożni inwestorzy zaczynają się wycofywać. Może to się przerodzić w kryzys finansowy i paniczną ucieczkę kapitału. Tym bardziej że kryzys koronawirusa uderza w gospodarkę europejską w bardzo niekorzystnym momencie, bo w kiepskiej kondycji znajduje się największa gospodarka europejska, czyli niemiecka - tłumaczył gość TOK FM. 

Koronawirus groźniejszy dla gospodarki niż SARS

Ekspert podkreślił, że koronawirus zagraża światowej gospodarce bardziej niż epidemie, z którymi mieliśmy do czynienia w latach poprzednich, właśnie dlatego, że w poprzednich latach nie było jeszcze takich sieci powiązań. Zwrócił też uwagę na łatwość, z jaką wirus przenosi się między kontynentami i destabilizuje kolejne rynki. - Wystarczy spojrzeć, co się dzieje w tej chwili we Włoszech, gdzie jest częściowo sparaliżowana gospodarka - mówił Płóciennik.

- On (koronawirus) jest zupełnie inny niż SARS czy MERS. To były epidemie odzwierzęce, dość szybko dochodziło do przypadków śmiertelnych, wirus nie miał warunków do rozprzestrzeniania się - mówił, dodając, że koronawirus inkubuje się dłużej, często przechodzi bezobjawowo, przez co łatwiej rozprzestrzenia się po całym świecie.

Jak podkreślił gość TOK FM, sytuację pogarsza też fakt, że "żyjemy w takich czasach, że panika się dobrze sprzedaje". - Bardzo łatwo wzbudzić panikę na rynkach, w społeczeństwie. Paniczne czyszczenie supermarketów z towarów jest poważnym zagrożeniem dla stabilności gospodarki - wyjaśniał Sebastian Płóciennik w rozmowie z Agnieszką Lichenrowicz. 

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM