Prezes Ski Team: Mamy stratę na poziomie 10 milionów złotych. Od państwa nie dostaliśmy żadnej pomocy

- W ciągu ostatnich 28 miesięcy zapłaciliśmy w formie różnych podatków, składek i danin do budżetu państwa ponad 22 miliony złotych. Można powiedzieć, że byliśmy kurą znoszącą złote jaja - mówił w TOK FM prezes Ski Team Tomasz Piątkowski. I przyznał, że państwo mu się nie odwdzięczyło, bo w ramach tzw. tarczy antykryzysowej nie otrzymał na razie ani złotówki.
Zobacz wideo

Premier Mateusz Morawiecki - pytany o wsparcie dla przedsiębiorców - wielokrotnie zapewniał, że "tarcza antykryzysowa" działa i ratuje miliony miejsc pracy. Nie wszyscy jednak, co pokazuje przykład Tomasza Piątkowskiego - mają okazję z niej korzystać, choć teoretycznie spełniają wymagane warunki.

W rozmowie z Maciejem Głogowskim prezes Ski Team przyznał, że ponoszone przez jego firmę straty "są olbrzymie". - Od 14 marca, czyli od momentu wejścia ograniczeń, do chwili obecnej mamy - stosunku do ubiegłego roku - stratę w obrotach netto ponad 10 milionów złotych. Dla naszej firmy to znacząca część. Marzec to było 52 procent [spadku], bo pół miesiąca jeszcze pracowaliśmy. Natomiast jeśli chodzi o kwiecień, to spadek w obrotach przekracza 90 procent - wyliczał dokładnie prezes firmy zajmującej się sprzedażą i wypożyczaniem sprzętu sportowego.

Wcześniej zaznaczył, że zatrudnia 58 osób, a ostatni rok skończył obrotem 81 milionów złotych. - W ciągu ostatnich 28 miesięcy zapłaciliśmy w formie różnych podatków, składek i danin do budżetu państwa ponad 22 miliony złotych. Więc można powiedzieć, że byliśmy taką kurą znoszącą złote jaja - stwierdził Piątkowski. I przyznał, że państwo - jak na razie - specjalnie mu się nie odwdzięczyło.

"Nie dostaliśmy ani złotówki"

- Nie dostaliśmy pomocy, ani złotówki. Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi na nasze pisma z jakichkolwiek urzędów, czy to z urzędu pracy, czy z ZUS. Rozumiem, że nie ma czasu, żeby kontaktować się z przedsiębiorcami - powiedział. Prezes Ski Team doprecyzował, że starał się o wszystko, na co pozwalały przepisy - to jest o przesunięcie płatności podatków, jak i wsparcie w utrzymaniu zatrudnienia i dopłaty do wynagrodzeń pracowników.

- Złożyliśmy [wnioski - red.] 3 kwietnia. Do chwili obecnej, a minęły trzy tygodnie, nie dostaliśmy żadnej informacji - poinformował.  

Rozmówca redaktora Głogowskiego przyznał, że "trochę zazdrości niektórym przedsiębiorcom, którzy już pierwszego czy drugiego dnia wiedzieli, że dostaną kasę". Dopytywany, czy jego zdaniem większym firmom (z dużym zapleczem prawnym) może być łatwiej uzyskać pomoc niż mniejszym przedsiębiorcom - Piątkowski odparł, że mimo iż nie jest wielką firmą, dokładnie przeanalizował nowe przepisy z zaprzyjaźnionymi kancelariami prawnymi i starannie przygotował niezbędną dokumentację. - Już 2 kwietnia byliśmy gotowi do ich wysłania. Niestety wtedy nie było jeszcze możliwości technicznej, bo cały czas była zablokowana linia. Do dziś nie możemy nawet określić, jaki jest status naszego wniosku - opisywał.

Pytany na koniec, czy nie obawia się tego, że nawet jeżeli już zostaną zniesione obostrzenia związane z epidemią, to ludzie nie będą inwestować w rekreację i sport - odparł, iż ma nadzieję, że tak się nie stanie. Choć przyznał, że w tej sprawie jest wiele znaków zapytania. - Podstawowe pytanie brzmi: co będzie siłą nabywczą Polaków i czy spędzanie aktywnie czasu to będzie dla nich priorytet. Patrząc na rynek niemiecki, dostajemy informacje, że nasi sąsiedzi rzucili się na rowery. Mam nadzieje, że tak będzie i u nas - powiedział gość TOK FM.

Całej rozmowy z prezesem Ski Team możesz posłuchać na telefonie, w aplikacji TOK FM:

DOSTĘP PREMIUM