Szumlewicz: Tarcza ma uspokoić pracowników i przygotować grunt pod tańsze grupowe zwolnienia. Za 3-4 miesiące

- Mamy sygnały, również w tych dużych firmach, że za te trzy miesiące będą zwolnienia grupowe. I że dzisiaj obniża się tam wynagrodzenia pracownikom m.in. po to, żeby za trzy miesiące móc się z nimi taniej rozstać - stwierdził w TOK FM Piotr Szumlewicz, przewodniczący związku zawodowego Związkowa Alternatywa. Jego zdaniem jest to dobry moment, żeby organizować w firmach referenda i akcje strajkowe.
Zobacz wideo

Piotr Szumlewicz nie szczędził gorzkich słów antykryzysowym działaniom rządu, w tym planom, o których pisała "Gazeta Wyborcza", a które miałyby wejść w skład tzw. Tarczy 3.0. Chodzi m.in. o łatwiejsze zwolnienie pracownika, który ma również inne źródło utrzymania, możliwość zwolnienia za pośrednictwem maila czy przymusowe urlopy. Rozwiązania te nie pojawiły się w ujawnionych dotychczas projektach ustaw. Tarczą 3.0 Sejm ma się zająć dziś. Rozwiązania z wcześniejszych pakietów mówiły m.in. o rządowym dofinansowaniu dla firm w zamian za gwarancję utrzymania miejsc pracy. 

Tarcza jak cisza przed burzą?

- Koronawirus ogranicza życie społeczne, ale nie ogranicza wyzysku - stwierdził związkowiec. Jego zdaniem trwający właśnie kryzys już obnażył mnóstwo braków na polskim rynku pracy. - Między innymi to, że jest strasznie dużo umów cywilnoprawnych w miejscach, gdzie powinny być etaty. Dla osób, które mają odnawiane co miesiąc umowy o dzieło, nie ma żadnej pomocy - wyliczał.

I postawił tezę, że tarcza z rozwiązaniami dotyczącymi czasowego obniżania wynagrodzeń to tylko wstęp do tego, co nas czeka. - Tarcza ma uspokoić ludzi i przygotować grunt pod tańsze zwolnienia grupowe - stwierdził Piotr Szumlewicz. - Już mamy sygnały, również w tych dużych firmach, że za te trzy miesiące będą zwolnienia grupowe. I że dzisiaj obniża się tam wynagrodzenia pracownikom m.in. po to, żeby za trzy miesiące móc się z nimi taniej rozstać, dlatego że odprawy będą wtedy liczone według tych obniżonych stawek wynagrodzenia - prognozował związkowiec.

Cięcia, zwolnienia, redukcje

Wskazywał, że problemy nie ominą również państwowych firm, w których także mogą zdarzać się zwolnienia. Wymieniał m.in. Przewozy Regionalne, a także Pocztę Polską, która na razie mobilizuje pracowników w kontekście planowanych na 10 maja kopertowych wyborów (ustawa ich dotycząca nie została jeszcze ostatecznie przyjęta, jednak wydruk kart wyborczych jest zaawansowany). Jak mówił, jeśli do tego właśnie dojdzie, to miliardy pompowane we wsparcie dla firm okażą się nieskuteczne. - Jeżeli gospodarka nie ruszy, a wiele wskazuje, że ona przez jeszcze kilka miesięcy może nie ruszyć, to wtedy ta pomoc publiczna to będą trochę wyrzucone pieniądze - podsumował. 

Wbił również szpilę prezesowi PLL LOT Rafałowi Milczarskiemu, komentując propozycje złożone pracownikom narodowego przewoźnika. Piloci i stewardessy otrzymali propozycję obniżonego wynagrodzenia, które mają otrzymywać jako postojowe przez najbliższe 2-3 lata. Komunikat spółki mówi o kwotach rzędu 3-9 tys. zł brutto. Propozycja ta została odrzucona. - W LOT proponuje się stewardessom 2600 zł płacy minimalnej, a prezes Milczarski zarabia miesięcznie - według mojej wiedzy - ponad 50 tys. zł i o obniżce płacy tutaj się nie słyszy. A w spółce ponad połowa pracowników jest na samozatrudnieniu - wyliczał Szumlewicz. Pytał też, jak w tym kontekście należy odczytywać plany rozwoju Centralnego Portu Komunikacyjnego - skoro polskie lotnictwo przez najbliższe dwa-trzy lata będzie w stanie uśpienia. 

Czeka nas jesień strajków?

Szumlewicz narzekał również na brak inicjatyw w postaci zamówień publicznych - jego zdaniem jest to niewykorzystana szansa na utrzymanie gospodarki w ruchu także w czasie epidemii. - Restauratorzy mogliby gotować dla szpitali, ale nie na zasadzie oddolnej inicjatywy, ale na podstawie zamówienia publicznego. Dlaczego nie ma punktów dystrybucji maseczek i informacji o koronawirusie w ramach zamówień publicznych? Przecież to mogłyby być kolejne miejsca pracy - zastanawiał się.

- Ja nie rozumiem, dlaczego dzisiaj urzędy słabo funkcjonują. Ludzie potrzebują urzędników, którzy im pomogą, poprowadzą ich nawet w kwestii adresowanej do nich pomocy. Sam próbowałem wiele rzeczy załatwić i nie jest lekko, tym bardziej że urzędy pracy słabo działają, praktycznie nie działają sądy - wyliczał. 

Pytany, czy czeka nas strajkowa jesień, przyznał, że jego zdaniem mamy teraz dobry czas na referenda i akcje strajkowe w firmach, ponieważ "pracownicy już się burzą". Jak dodał, jesienne protesty mogą dotyczyć nie tylko niekorzystnej sytuacji na rynku pracy, ale również walki z autorytaryzmem, który teraz przejawia się - jak wskazał - parciem do wyborów prezydenckich 10 maja. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM