"To koniec turystyki, jaką znamy". Czy po koronawirusie będziemy jeszcze podróżować?

Prawdopodobnie też turystyka zagraniczna będzie się dłużej odradzać niż turystyka krajowa. Łatwiej będzie wyjechać w Tatry albo nad morze niż gdziekolwiek za granicę. Nie tylko fizycznie, ale również w naszych głowach - na antenie TOK FM tłumaczył ekspert.
Zobacz wideo

O turystyce po koronawirusie mówił Piotr Cywiński z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych UW w programie Połączenie Jakuba Janiszewskiego. 

- Pandemia, zamknięcie kilkudziesięciu krajów i połączeń lotniczych wpływa na to, że dziś turystyka nie istnieje w żadnym wymiarze. Światowa Organizacja Turystyki, agenda ONZ, szacuje że ruch turystyczny w tym roku spadnie o 60-80 proc., co ma wpływ na cały świat. Prawdopodobnie w tym roku zniknie 100 milionów miejsc pracy - mówił, dodając, że niedawny upadek biura podróży Thomas Cook, który wydawał się dla branży wielkim wstrząsem, okazał się niczym w porównaniu z obecną sytuacją. 

Najszybciej w turystyce znikają najgorsze z punktu widzenia pracownika miejsca pracy. - Niestałe, kiepsko opłacane. Gdy te miejsca pracy znikają, ci ludzie popadają w coraz większą biedę - zauważył też Cywiński.

Jak przekonywał, to wszystko razem pokazuje, że "teraz mam rzeczywisty koniec turystyki, jaką znamy". - Przez ostatnich 30 lat turystyka rosła w tempie 6-7 proc. rocznie, a teraz nagle zanikła i nie wiem, kiedy wróci. Na pewno nie w tym sezonie, może za kilka miesięcy, ale to faktycznie zależy od tego, jak krzywa zachorowań zostanie spłaszczona w większości krajów turystycznych - stwierdził ekspert. 

Pojedziemy w Tatry, a nie do Grecji 

- Jeśli mówimy o wyjazdach zagranicznych, to jedną rzeczą jest sytuacja w kraju przyjmującym, a druga to sytuacja, w kraju, z którego przyjeżdżają turyści - zauważył Cywiński. Według niego kraje, które są w większym stopniu uzależnione od turystyki, z kryzysu będą wychodzić dłużej. 

- Mamy kilkanaście krajów na świecie bardzo poważnie uzależnionych od turystyki, kilkanaście tylko trochę uzależnionych od turystyki. Tam rynek padnie drastycznie. To jest Tajlandia na przykład, niektóre regiony Grecji. Jeśli tam zacznie się masowa plajta, to te kierunki tak szybko się nie odrodzą, jak te, w których państwo może pomóc, ponieważ to nie jest tak wielki procent PKB.

- Kraje uzależnione od turystyki będą o wiele dłużej wychodzić z kryzysu.Na przykład taka Tajlandia, której 18 proc. PKB pochodzi z turystyki, a szacuje się, że liczba turystów zmaleje o 80 proc. Prawdopodobnie też turystyka zagraniczna będzie się dłużej odradzać niż turystyka krajowa. Łatwiej będzie wyjechać w Tatry albo nad morze niż gdziekolwiek za granicę. Nie tylko fizycznie, ale również w naszych głowach - mówił Cywiński na antenie TOK FM. 

Bo, jak dodał, to, jak będziemy podróżować, zależy także od naszych emocji. - Najważniejszy jest brak lęku, brak strachu, poczucie bezpieczeństwa. A cała sytuacja związana z epidemią wpłynie na to, że zawsze w tyle głowy, dopóki nie będzie szczepionek, będziemy mieli, że możemy zachorować. Ten wypoczynek nie będzie pozbawiony lęku, co będzie się wiązało z tym, że będziemy jeździć tam, gdzie nie ma wielu ludzi - mówił. A to oznacza, że nie będzie rozgrywek sportowych, że zmieni się sposób korzystania z miejsc rozrywki takich jak lunaparki, czy zwiedzanie miejsc typu wieża Eiffle'a. 

Środki transportu - raczej indywidualne niż zbiorowe

Zmienią się nie tylko destynacje, ale też sposób podróżowania. - Najnowsze analizy, które czytałem, to że kryzys lotniczy w Stanach Zjednoczonych jest 6 razy większy niż po 11 września. Pytanie, kiedy będziemy gotowi wrócić do samolotów i czy firmy przetrwają, kiedy mają całą flotę na ziemi. Może dojść do sytuacji, że nie będzie już firm obsługujących tyle połączeń, co teraz. Będzie się to wiązało ze wzrostem kosztów - mówił Cywiński. 

Do tego odnotowuje się duży wzrost poruszania się własnym transportem. - Czy to jest samochód, czy to rower. Nagle ta własność zaczęła mieć dużo większe znaczenie, a wszystkie usługi tzw. sharingowe, wypożyczalnie, współdzielenie usług, nagle zanikło. Uberowy sektor, wydający się kurą znoszącą złote jajka, nagle może splajtować. Ludzie będą używać własnych samochodów, własnych rowerów i unikać zbiorkomu wszelkiego - uważa ekspert. 

Stwierdził, że to będzie wyzwanie, żebyśmy wyciągnęli wnioski z tej pandemii, ale... - Moim zdaniem to się nie stanie, nie wyciągniemy wniosków w stronę zrównoważonej turystyki. Turystyka się odrodzi tak samo szkodliwa, jak wcześniej albo jeszcze bardziej, bo ludzie będą jeszcze bardziej oszczędni i jeszcze bardziej będą chodzili na skróty - dodał. 

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (1)
Ekspert o przyszłości turystyki: Będziemy teraz jeździć w Tatry, a nie do Grecji czy Tajlandii
Zaloguj się
  • 2bxornot2b

    Oceniono 3 razy 1

    Ludzie zaczeli kupowac rzeczy potrzebne i swiat sie wali, to swietny przyczynek do tego by do lba przecietnego czerskiego tepocepa dotarlo jak krucha jest cywilizacja tworzaca skomplikowane urzadzenia, ktore moga stac sie w kilka lat kompletnie bezuzyteczne tak jak po upadku IR bezuzyteczne staly sie akwedukty. Cywilizacja wszystko komplikuje, a w dniach prawdy okazuje sie, iz najprostsze jest najlepsze kosa zamiast kombajnu, parowoz zamiast pendolino, pioro zamiast komputera. Cywilizacja jest pwnym stanem nienaturalnym kruchym skomplikowanym wyjatkiem, ktory moze w kazdej chwili zaniknac, jesli znikna podstawy do jej istnienia. Pamietam jak na spotkaniu z JK w koncu 89 usluyszalem cos co natychmiast spowodowalo iz wiedzielm iz mam przed soba homo sapiens w owym czasie chyba jedyny taki przypadek w mediach i polityce, jedno zdanie mamy 25 gora 30 na wzmiocnienie Polski przed nieuniknionym upadkiem dominacji USA jej pozycji porownywalnej z ta z czasow IR.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX