Recesja w Polsce najpłytsza w całej UE? Ekspert: Trzeba być głupim, żeby wierzyć, że świetnie przechodzimy przez kryzys

- Rząd PiS przedstawia lepszy stan polskiej gospodarki niż jest w rzeczywistości. To normalne zachowanie polityków przed wyborami. Po wyborach okaże się, że będziemy mieli gospodarkę w ciężkiej recesji, będziemy mieli rosnące bezrobocie. W drugiej połowie roku możemy mocniej odczuć kryzys - mówił w Magazynie EKG prof. Witold Orłowski z Narodowej Rady Rozwoju, ekonomista PwC.
Zobacz wideo

Polska spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej przejdzie kryzys wywołany epidemią w miarę łagodnie - tak wynika z prognoz Komisji Europejskiej. Według niej, polska gospodarka skurczy się w tym roku o 4,6 procent - bardziej niż mówiły wiosenne prognozy, ale na tle prognozowanych 10-procentowych spadków dla Włoch, Francji, Hiszpanii, Gracji i Chorwacji - recesja w Polsce ma być najpłytsza w całej Unii, a w przyszłym roku te straty mają być już odrobione.

Profesor Witold Orłowski przekonywał w TOK FM, że takie prognozy należy przyjmować z odpowiednim dystansem. - Rząd już się tym chwali, a tymczasem nie mamy żadnych danych na przykład za kończący się kwartał. Nie wiemy, co będzie w drugiej połowie roku. Pragnę przypomnieć, że gdy zaczynał się kryzys w 2008 roku, to według Komisji Europejskiej najmniejszy spadek PKB miał być w Grecji. Tak, w tej Grecji. Prognozy to tylko prognozy. Są różne czynniki, które sprawiły, że jednak w Grecji ten spadek był dramatyczny. Nie chce nikogo urazić, ale trzeba być bardzo głupim, żeby wierzyć, że prognozy to dane, które pokazują, że świetnie przechodzimy przez kryzys - ocenił ekonomista PwC i członek Narodowej Rady Rozwoju.

"Pomoc państwa jest skuteczna, ale nie może trwać wiecznie"

Podkreślił, że przed wyborami rząd przedstawia lepszy stan polskiej gospodarki niż jest w rzeczywistości. - To normalne zachowanie polityków. Jednak po wyborach nic się nie zmieni. Gospodarka będzie w stanie ciężkiej recesji, która nie wiadomo jak długo potrwa. Przy pomysłowości rządu i ministra można się spodziewać, że w budżecie deficyt nie będzie duży, na poziomie 4-6 proc. PKB, ale w rzeczywistości to będzie 10 proc., które chwilowo zostanie poupychane pod dywan. Do tego dojdą złe nastroje - mówił dalej prof. Orłowski.

Dodał, że pomoc państwa jest skuteczna, ale nie może trwać wiecznie. - Podjęto gigantyczny wysiłek, ale państwo nie może wziąć gospodarki na utrzymanie na rok czy dwa - ocenił gość TOK FM.

W jego opinii, w drugiej połowie roku Polacy mocniej odczują kryzys niż podczas lockdownu spowodowanego pandemią koronawirusa. - Wtedy czuliśmy, że sytuacja jest wyjątkowa, a rząd w końcu to odblokuje i wrócimy do normalności. Trochę czekaliśmy na cud. Teraz będziemy żyli w świecie normalnej, przygnębiającej popytowej recesji. Na rynku będzie mało pieniędzy, klienci nie będą chcieli wydawać. Nie wiadomo, jak długo to potrwa. Myślę, że już jesienią wskaźnik bezrobocia będzie dwucyfrowy - przewidywał prof. Orłowski.

Posłuchaj podcastu!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM