Ekspert: Przed nami bankructwa, wysokie bezrobocie i inflacja. Czy czarny scenariusz się sprawdzi?

Zdaniem prof. Dariusza Filara najbliższa przyszłość nie maluje się w jasnych barwach. Jednym z czekających na nas zagrożeń jest wysoka inflacja, którą najsilniej odczują najmniej zarabiający. Nie będą więc wydawać pieniędzy lekką ręką, a to nie wpłynie pozytywnie na rozkręcenie gospodarki po koronawirusowym kryzysie.
Zobacz wideo

W czasie kampanii wyborczej rządzący starali się pokazać polską gospodarkę w jak najlepszym świetle oraz stworzyć wrażenie, że związany z epidemią koronawirusa kryzys oszczędził nas. Jak ocenił w Powyborczym Poranku Radia TOK FM były premier Jan Krzysztof Bielecki, "zapudrowano rzeczywistość". 

To, z czym tak naprawdę musimy się mierzyć i jaka czeka nas przyszłość, wyjaśniał w Magazynie EKG prof. Dariusz Filar. Były członek Rady Polityki Pieniężnej widzi kilka poważnych niebezpieczeństw.

Według profesora w najbliższych miesiącach inflacja może przekroczyć nawet 3,5 procent. - Przede wszystkim drożeją usługi i to właściwie jest odczuwane na co dzień przez wszystkich. Jeżeli do tego dołączy się w pewnym momencie ponownie rosnące ceny ropy naftowej i wysokie ceny żywności, to naprawdę możemy mieć duży problem - przestrzegł. 

Zdaniem rozmówcy Macieja Głogowskiego inflację na tak wysokim poziomie najmocniej odczują najmniej zarabiający, a to będzie miało poważny wpływ nie tylko na domowe budżety, ale utrudni rozpędzanie gospodarki. - Ci, którzy żyli skromnie stają w obliczu coraz wyższej inflacji i prawdopodobnie pod presją tego będą swoje wydatki ograniczać. Więc nadzieja na to, że nagle zrobi się bardzo duży popyt, że zacznie on nakręcać gospodarkę, moim zdaniem, wydaje się nieuzasadniona - ocenił prof. Filar.

Oszczędności, które mogą przysporzyć kłopotów

Z problemami borykać się będą jednak nie tylko osoby nieposiadające większych oszczędności. 
- Ci, którzy mają jakieś pieniądze i którzy z jednej strony obserwują rosnącą inflację, a z drugiej strony brak sensownej możliwości ulokowania tych pieniędzy w bankach, bo oprocentowanie depozytów jest niezwykle niskie, praktycznie zerowe, przerzucają te pieniądze przede wszystkim na zakup nieruchomości - zwrócił uwagę gość TOK FM. I dodał od razu, że tego typu zachowania "nadmuchują bańkę spekulacyjną" na rynku nieruchomości.

Zagrożenia wymieniane przez profesora nie dotyczą jedynie konsumentów. Według eksperta wiele przedsiębiorstw nie odczuło jeszcze tak naprawdę skutków kryzysu, wywołanego pandemią koronawirusa. Prof. Filar obawia się więc, że bankructwa na większą skalę dopiero przed nami.

Były członek Rady Polityki Pieniężnej liczy się także z recesją, czyli spadkiem PKB oraz  wzrostem bezrobocia. - Wiele osób miało wypowiedzenia z pewnymi terminami, tak że być może ta fala podwyższonego bezrobocia też jest opóźniona, ale to nie znaczy, że jej unikniemy - tłumaczył. 

Zdaniem prof. Filara nie wiadomo, czy powrócimy do sytuacji ekonomicznej sprzed pandemii. - To jest wyzwanie stojące nie tylko przed Polską, ale i przed Europą, a może i przed światem. Prawdopodobnie po tym wstrząsie gospodarka będzie musiała przeżyć głęboką restrukturyzację, przestawić się na inne obszary działania, których pełen rozwój będzie wymagał czasu - mówił gość TOK FM, wskazując w tym miejscu na nowe technologie, ochronę środowiska oraz odnawialne źródła energii. 

Całej rozmowy posłuchasz wygodnie w podcaście: 

DOSTĘP PREMIUM