Były wicepremier o połączeniu Orlenu z Lotosem: To całkowite zdemolowanie tej firmy

- Wartość połączonych firm Lotosu i Orlenu może być zdecydowanie mniejsza niż wartość tych spółek obecnie - przekonywał w TOK FM były wicepremier Janusz Steinhoff, komentując zgodę Komisji Europejskiej na fuzję dwóch koncernów.
Zobacz wideo

Po półtora roku negocjacji Komisja Europejska ostatecznie zgodziła się na fuzję Orlenu i Lotosu, ale postawiła warunki. Państwowy gigant będzie musiał pozbyć się jednej trzeciej udziałów w rafinerii Lotos. A do tego będzie musiał sprzedać blisko czterysta stacji, które dziś należą do Lotosu. Połączenie to komentował w "Magazynie EKG" Janusz Steinhoff, były wicepremier, były minister gospodarki i przewodniczący Rady Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach.

- Podtekst jest następujący: Skarb Państwa chce pozyskać środki ze sprzedaży swoich udziałów w Lotosie Orlenowi. Chce sprzedać sam sobie te aktywa, ponieważ dalej będzie kontrolował Lotos przez Orlen. Natomiast jest to połączenie z całkowitym zdemolowaniem Lotosu - ocenił gość Macieja Głogowskiego.

Jego zdaniem, "Lotos to doskonała firma, którą rozwinął pan prezes Olechnowicz" (Paweł, prezes Grupy Lotos w latach 2002-2016). - On zrealizował jeden z największych programów inwestycyjnych o wartości prawie 10 mld dolarów; zwiększył przerób ropy do ponad 10 mln ton rocznie; zbudował wiele stacji benzynowych - wyliczał Steinhoff. 

- Te wymagania Komisji Europejskiej dotyczą przede wszystkim takich spraw jak: odejście od produkcji bituminów, czyli inaczej mówiąc południowych rafinerii, pozbycie się 80 procent stacji benzynowych (w tym kilkunastu przy autostradach - red.), czyli zmniejszenie dostępu detalicznego rynku paliw i po trzecie wreszcie - znaczące zmniejszenie udziału w hurtowym rynku paliw. To są warunki, które po spełnieniu zdemolują firmę i myślę, że wartość połączonych firm Lotosu i Orlenu może być zdecydowanie mniejsza niż wartość tych spółek obecnie - ocenił były wicepremier.

"Mieszanina propagandy z brakiem profesjonalizmu"

- Ale, jak rozumiem, Skarb Państwa kupując od Skarbu Państwa inną jego spółkę zarobi pieniądze? - dopytywał redaktor Głogowski.

- Oczywiście. Orlen będzie musiał zapłacić za te około 50 proc. akcji Lotosu, które są w posiadaniu Skarbu Państwa. To samo będzie z PGNiG - powiedział Steinhoff. Bo oprócz przejęcia Lotosu, Państwowy gigant podpisał też list intencyjny w sprawie przejęcia kolejnej spółki. Tym razem - Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. - To jest taka dziwna prywatyzacja poprzez konsolidację - ocenił gość TOK FM.

Premier Mateusz Morawiecki mówił w poniedziałek, że przejęcie Grupy Lotos przez PKN Orlen i planowane przejęcie PGNiG to "przełomowy proces, którego efektem ma być zwiększenie konkurencyjności całej polskiej gospodarki". Jacek Sasin z kolei przekonywał, że fuzje te pozwolą stworzyć multienergetyczny koncern. 

Janusz Steinhoff przyznał w TOK FM, że argumenty wysnuwane przez prezesa Orlenu Daniela Obajtka czy członków polskiego rządu w ogóle go nie przekonywały. - Odniosłem wrażenie, że była to mieszanina propagandy z brakiem profesjonalizmu. Tutaj jest potrzebny okres bardzo precyzyjnej dyskusji, głębokich analiz na temat tego, czy to się opłaca, czy nie - mówił.

Według niego, Orlen ma swoje potrzeby inwestycyjne, takie jak na przykład "rozbudowa części petrochemicznej". - Przecież my importujemy chemikalia za ponad 10 mld dolarów rocznie, więc na tym należałoby się raczej skupić - stwierdził. - Ja nie widzę tu jakiegokolwiek interesu Skarbu Państwa. Jedynym plusem tego całego rozwiązania jest fakt, że rzeczywiście polski rynek paliw - w efekcie decyzji Komisji Europejskiej - będzie bardziej konkurencyjny. Natomiast ze szkodą dla Lotosu, który utraci znaczącą część wartości - podsumował gość TOK FM.

Posłuchaj całej rozmowy!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM