"Trochę mi żal Jacka Sasina". Ekspert przekonuje, że to nie rząd powinien decydować o tym, które kopalnie mają działać

Według prezesa Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa błędem jest, że rząd chce się zajmować wydobyciem węgla. - Powinien kreować politykę energetyczną państwa, ustalać mikst energetyczny i wyznaczać cele klimatyczne w oparciu o unijną politykę. Do tego powinny dostosować się spółki górnicze - mówił w TOK FM Jerzy Markowski.
Zobacz wideo

Wicepremier i minister aktywów Jacek Sasin jest twarzą zmian, jakie w górnictwie chce przeprowadzić rząd Zjednoczonej Prawicy. Ale, jak ocenił gospodarz EKG Maciej Zakrocki, polityk nie przedstawia spójnej wizji dotyczącej pomysłów rządu na tę część gospodarki. W poniedziałek w "Dzienniku Gazecie Prawnej" Sasin mówił, że jego zdaniem kres energetyki węglowej w Polsce nastąpi najpóźniej w 2060 r. By kilka godzin później - w Polsat News - sugerować co innego. Jak mówił wicepremier, restrukturyzacja górnictwa to nie jest jego "wybór, widzimisię". - To jest niestety twarda konieczność wobec tego, co dzieje się wokół Polski, wobec polityki klimatycznej, tego, że przechodzimy przyspieszony jednak proces transformacji energetycznej wymuszony na nas przez instytucje europejskie. Nie możemy od tego abstrahować - podkreślił.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Zdaniem dr. Jerzego Markowskiego, prezesa Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa, nie ma sensu wyznaczanie dat, gdy ma nastąpić koniec wykorzystania węgla kamiennego w Polsce. – To zależy, czy i kiedy powstanie substytut dla elektrowni węglowych. Na to potrzebne są środku rzędu 400 mln euro, a ani w Polsce, ani w UE na taki cel środków nie ma. Tak naprawdę nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy to się stanie – wskazywał były wiceminister gospodarki.

Odnosił się też, do sytuacji z końca lipca, kiedy z resortu aktywów państwowych wyciekły informacje, o zamknięciu czterech kopalń Polskiej Grupy Górniczej i zmianach w wynagrodzeniach. Ostatecznie plan trafił do kosza, zanim został oficjalnie przedstawiony górnikom. – Trochę mi żal Jacka Sasina. Jechał na Śląsk z dokumentem, który w jego oczach, miał pomóc górnikom. Zanim go przeczytał, to zapoznał się z  reakcjami społecznymi i uznał, że nie można go zaprezentować, bo jest konfliktogenny. Plan likwidacji trzech kopalni w jednym mieście był wyjątkowo naiwny. Co więcej, przez 60 lat nie udało się uregulować zależności między wydajnością pracy a wynagrodzeniami, to i w rok nie uda się tego zrobić – ocenił rozmówca Macieja Zakrockiego.

Zdaniem eksperta, strona rządowa w złym sposób podchodzi do kwestii górnictwa. – Mam wrażenie, że rząd uparcie chce się zajmować wydobyciem węgla. Tymczasem powinien kreować politykę energetyczną państwa, ustalać mikst energetyczny i wyznaczać cele klimatyczne w oparciu o unijną politykę. Do tego powinny dostosować się spółki górnicze. Wicepremier Sasin wziął na siebie olbrzymi obowiązek polityczny podjęcia decyzji, która kopalnia ma wydobywać, jak będą dzielone pieniądze, do kiedy używamy węgla kamiennego. To są rzeczy, które powinny znajdować się w biznesplanach spółek – wskazywał dr Markowski.

Według gościa TOK FM trudno w 2020 roku mówić jeszcze o problemach społecznych związanych ze zmianami w górnictwie. – One były wtedy, kiedy w górnictwie zatrudnionych było 430 tys. osób, czyli 25 lat temu. Teraz to niecałe 80 tys., a kopalni jest 17, zamiast 72. Skutki społeczne na Śląsku już się dokonały. Mniejsze wydobycie oznacza, że trzeba znaleźć substytut pracy dla 50 tys. osób w górnictwie i 100 tys. w otoczeniu. Jeśli zamykanie kopalń nie od będzie się z dnia na dzień, a w perspektywie 10-15 lat, to nie spowoduje to turbulencji społecznych na Śląsku - ocenił były wiceminister gospodarki.

We wtorek odbyło się pierwsze posiedzenie zespołu ds. naprawy Polskiej Grupy Górniczej (PGG). Miało charakter organizacyjny. 

DOSTĘP PREMIUM