Ekspert: 4-dniowy tydzień pracy lekarstwem na bezrobocie "w sytuacji szoków kryzysowych". Największym wyzwaniem są niższe pensje

- Kraje, które wprowadziły programy ograniczania czasu pracy, poradziły sobie lepiej z sytuacją na rynku. Miały mniejszy wzrost bezrobocia - tak o zaletach 4-dniowego tygodnia pracy w czasach kryzysu mówił w TOK FM Piotr Lewandowski. Warto pamiętać, że w Polsce były pomysły skrócenia czasu pracy.
Zobacz wideo

W maju o możliwości wprowadzenia 4-dniowego tygodnia pracy mówiła premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. W Finlandii ten pomysł już przetestowano. Teraz postulat skrócenia czasu pracy dyskutowany jest w kraju o najsilniejszej w Europie gospodarce - w Niemczech. Propozycję krótszego tygodnia pracy zgłosił jeden z niemieckich związków zawodowych, bo w ten sposób - jak argumentują związkowcy - można uratować miejsca pracy, zagrożone przez kryzys wywołany pandemią koronawirusa. Za skróceniem czasu pracy opowiedział się już niemiecki minister pracy. W Niemczech już od kilku lat rozmawia się o 4-dniowym tygodniu pracy - inicjatorami debaty są właśnie związkowcy.

Czy takie rozwiązanie faktycznie przyniesie korzyści? Na ile 4-dniowy tydzień pracy to remedium na bezrobocie? Na te pytania odpowiadał w TOK FM Piotr Lewandowski, jeden z twórców Instytutu Badań Strukturalnych.

- W kryzysach takie rozwiązanie się w miarę sprawdza. To już było widać 10 lat temu w czasach tzw. wielkiej recesji światowej. Kraje, które wprowadziły programy ograniczania czasu pracy, poradziły sobie lepiej z sytuacją na rynku. Miały mniejszy wzrost bezrobocia niż kraje, które w to nie poszły - przypomniał gość Jakuba Janiszewskiego. Jak dodał, "w sytuacji nagłych szoków kryzysowych lekcje z ostatnich 20 lat są takie, że to jest niezły pomysł".

Blokada na podcaście? Odblokuj wszystkie podcasty za 5 zł

Ekspert uważa, że bardziej skomplikowana jest odpowiedź na pytanie, czy permanentne obniżenie czasu pracy, w sposób stały obniżyłoby stopę bezrobocia. 

Lewandowski zwrócił uwagę na to, co przy skracaniu czasu pracy, dzieje się z płacami. Czy pracownicy godzą się, że pracują mniej i zarabiają 4/5, czy oczekują, że przychodzić do pracy będą cztery dni w tygodniu, ale zarabiać chcą tyle, co wcześniej. - Jeżeli takie działanie (skrócenie tygodnia pracy) ma być antykryzysowe, to podnoszenie o 20 proc. stawek godzinowych, jako działanie antykryzysowe, od strony ekonomicznej może się "nie domknąć". W praktyce wiele niemieckich związków zawodowych godzi się więc na obniżenie wynagrodzenia o 20 procent - wyjaśnił.

Rozważając problem wysokości pensji, trzeba zadać pytanie o to, ile ma trwać rozwiązanie polegające na skróceniu czasu pracy do czterech dni. - Bo jak kilka miesięcy, to pracownikom może to za bardzo nie przeszkadzać (że będą mniej zarabiać - red.), jeśli to oznacza gwarancję zatrudnienia. Jeśli to miałoby trwać lata, to problem spadku dochodów staje się bardziej palący - podkreślił gość TOK FM. Jak zauważył, wielu przekonać może to, że będą mieć więcej czasu "i mogą coś robić w tym czasie". - Ale w zależności od ich pozycji dochodowej, utrata 20 proc. pensji  może być po prostu dotkliwa - argumentował rozmówca Jakuba Janiszewskiego.

Krótszy tydzień pracy w Polsce?

W czasach trwającej pandemii w wielu działających w naszym kraju firmach zdecydowano się na skrócenie czasu pracy. Ale warto pamiętać, że o takim rozwiązaniu rozmawiano już wcześniej. Choćby za sprawą partii Razem, która w 2018 roku zgłosiła pomysł obywatelskiego projektu dotyczącego 35-godzinnego tygodnia pracy. W Polsce, przypomnijmy, obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy. W tym samym czasie PSL próbował forsować projekt skrócenie czasu pracy, które dotyczyłoby wyłącznie rodziców dzieci poniżej 15 roku życia. 

W 2018 roku szefowa Forum Związków Zawodowych mówiła w TOK FM, że o krótszym tygodniu pracy trzeba rozmawiać. Choćby dlatego że - jak argumentowała Dorota Gardias - według statystyk Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów w Europie.

Po tym, jak Razem dostało się jesienią 2019 roku do Sejmu, posłanka Magdalena Biejat zapowiedziała, że będzie poselski projekt dotyczący skrócenia czasu pracy. Tylko, że było to przed wybuchem pandemii, która zatrzęsła gospodarką i rynkiem pracy. Dziś już o czasach "rynku pracownika" można chyba tylko pomarzyć.

DOSTĘP PREMIUM