Górnicy dogadali się z rządem. "Wystarczyło zamknąć się na dole i już dostali to, co chcieli"

- To kolejne cyferki i podpisywanie papierów po teatrze. Zdarta płyta. Od 13 lat to opisuję i ciągle jest to samo. Myślałam, że rząd podejdzie do tej sprawy w poważniejszy sposób - w taki sposób porozumienie górników z rządem surowo recenzowała na antenie TOK FM Karolina Baca-Pogorzelska.
Zobacz wideo

Powołany przez działające na Śląsku związki zawodowe Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy i delegacja rządowa podpisały porozumienie ws. zasad i tempa transformacji górnictwa - poinformowali przedstawiciele stron. Ostatnia kopalnia węgla kamiennego w Polsce ma zakończyć działalność w 2049 r. - Podpisaliśmy likwidację jednej z najważniejszych branż w historii Rzeczpospolitej Polskiej - powiedział szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Podczas rozmów cały czas trwał strajk górników pod ziemią. 

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem Karoliny Bacy-Pogorzelskiej z portalu biznesalert.pl rząd i górnicy zapewne spotkali się w połowie drogi przy tym porozumieniu. - Rząd mówił o roku 2060, a związkowcy o 2040, więc to jakieś spotkanie. Wywalczono też dożywotnie gwarancje pracy dla górników i - to największy absurd porozumienia - dalsze fedrowanie w nierentownej kopalni Ruda, na którą składają się zakłady Bielszowice, Pokój i Halemba. To by było na tyle - oceniła Baca-Pogorzelska.

Dziennikarka wskazywała też na jeszcze jedną bardzo ważną kwestię, o której trzeba pamiętać, a mianowicie na "zielone światło od UE na rynek mocy". - To taki mechanizm, który pozwala płacić wytwórcom energii elektrycznej nie tylko za produkcję, lecz także za gotowość do niej w szczycie. A to de facto oznacza nowe moce, które u nas są węglowe. Z tego wynika, że do 2040 roku jest zapewnione finansowanie energetyki węglowej. Pytanie, co będzie po tej dacie, skoro mamy dalej mieć kopalnie, a te mają pracować i węgiel będzie spalany. Ciekawe, jaką rząd ma na to odpowiedź - zastanawiała się gościni TOK FM.  

Dziennikarka podkreślała, że porozumienie w zasadzie utrwala tylko to, co już wiadomo w kwestii górnictwa. - To kolejne cyferki i podpisywanie papierów po teatrze. Zdarta płyta. Od 13 lat to opisuję i ciągle jest to samo. Myślałam, że rząd podejdzie do tej sprawy w poważniejszy sposób. A zapowiedzi były szumne, przed nami trzy lata bez wyborów i to okazja do realnych działań. Tymczasem górnicy znów pokazali siłę, wystarczyło zamknąć się na dole i już dostali to, co chcieli - mówiła dziennikarka.

Dodała, że w relacjach władzy - niezależnie od tego, kto rządzi - z górnikami brakuje realnego dialogu. - Delegacje z Warszawy nie są przyjmowane na Śląsku z otwartymi ramionami. Z drugiej strony - pod pręgierzem strajku na dole nie prowadzi się łatwo rozmów. To stawianie pod ścianą, które znowu zadziałało. Strajki pod ziemią są niebezpiecznie dla samych górników. Jednakże widocznie uznali, że nie ma innego wyjścia. Trudno to tak jednoznacznie ocenić - komentowała Baca-Pogorzelska.

DOSTĘP PREMIUM