Hotelarze mają wielki żal do premiera o zmianę rozporządzenia. "To był większy policzek, niż zamknięcie hoteli"

Od dawna nauczyłem się patrzeć na premiera z przymrużeniem oka i tak samo go słuchać. To już nawet nie jest gorycz, tylko złość, że nikt z nami nie rozmawia - ubolewał w TOK FM Henryk Orfinger, współzałożyciel i przewodniczący Rady Nadzorczej Dr Irena Eris.
Zobacz wideo

W związku ze wzrostem zakażeń COVID-19, rząd zdecydował, że od 7 XI hotele w całej Polsce są dostępne tylko dla gości przebywających w podróży służbowej, medyków, pacjentów i ich opiekunów. Zamknięcie obiektów hotelowych dla turystów potrwa co najmniej do końca listopada.

Tyle teoria, bo w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. - To była środa, gdy premier Mateusz Morawiecki ogłosił zamknięcie hoteli. W sumie się ucieszyłem, bo dostaliśmy trzy dni, żeby się przygotować. Wiosną to było zaledwie kilka godzin - opowiadał w magazynie "EKG" w TOK FM Henryk Orfinger, współzałożyciel i przewodniczący Rady Nadzorczej Dr Irena Eris. Firma jest m.in. właścicielem hoteli.

Po konferencji premiera obdzwoniono więc wszystkich klientów, anulowano rezerwacje, a było ich sporo ze względu na długi weekend i Święto Niepodległości. Zrobiono też porządki w kwestiach dotyczących zaopatrzenia, czy grafiku pracowników. - Byliśmy przygotowani na to, że od soboty zamykamy hotel. Tymczasem w piątek o godzinie 18.50 ukazało się rozporządzenie, które wydłużyło czas pracy hoteli do wtorku. I co my mieliśmy zrobić? W piątek wieczorem dzwonić do klientów? To śmieszne. Oglądałem projekt rozporządzenia jeszcze w czwartek i tego nie było. Moim zdaniem w tym kraju premier podejmuje decyzje jednoosobowo. To, co się stało było dla mnie większym policzkiem, niż samo zamknięcie hotelu - mówił wzburzony Orfinger w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Gość TOK FM ubolewał, że gdy wiosną rząd ogłosił lockdown, to był w stanie rozmawiać z przedsiębiorcami o tym, jak odmrażać gospodarkę. – Teraz nikt z nami już się nie spotyka. Od dawna nauczyłem się patrzeć na premiera z przymrużeniem oka i tak samo go słuchać. To już nawet nie jest gorycz, tylko złość, że nikt z nami nie rozmawia – podkreślił.

"Polskie firmy wiedzą, jak przetrwać kryzys"

Henryk Orfinger opisywał, że w tej chwili nie utrzymuje swoich trzech hoteli w gotowości do przyjęcia gości, którzy wyłączeni są z obostrzeń. - Kiedyś patrzyłem na różne cyfry w raportach, a teraz wszędzie widzę zera. Nasze hotele reprezentują dość wysoki poziom jakości. Zatrudniamy w trzech obiektach około 400 osób. Nie mogę tym ludziom teraz powiedzieć, że mają siedzieć w pracy i czekać, aż może jakiś gość przyjedzie - wskazywał i dodał, że jego branża w tej chwili nie dostaje od rządu w zasadzie żadnej pomocy. - To są tylko obietnice premiera, bo żadnej ustawy nie ma. Szósta tarcza miała też dotyczyć hoteli, ale nowe prawo jest nie ustanowione, bo przecież Sejm nie pracuje. Na ten moment praktycznie nic nie wiemy - ocenił przedsiębiorca.

Zdaniem Orfingera mimo wszystko jesienna pandemia nie sprawi, że branża hotelowa w Polsce całkowicie upadnie. - Są różne obiekty. Te z międzynarodowych grup poradzą sobie lepiej. A polskie są nadal otwarte i udają, że przyjmują podróżujących służbowo. To jest sposób ratowania się. (…) Myślę, że dużo naszych firm przetrwa, bo potrafimy przeżywać takie trudne okresy i paradoksalnie na takich historiach się wzmacniamy - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM