Kredyty frankowe to wciąż "tykająca bomba" w systemie bankowym. KNF ma nową propozycję

Przewodniczący KNF prof. Jacek Jastrzębski opowiedział, w jaki sposób chciałby uporać się z problemem kredytów frankowych. - Uważam, że rozwiązaniem tego problemu może być tylko taka koncepcja, co do której będzie możliwe zbudowanie szerokiego konsensusu społecznego - stwierdził w TOK FM, a komentatorzy zauważali, że kredyty frankowe to wciąż "tykająca bomba" w systemie bankowym.
Zobacz wideo

Z problemem kredytów frankowych banki, klienci i instytucje rządowe zmagają się od lat. Komisja Nadzoru Finansowego ma nową propozycję, w jaki sposób go rozwiązać. - Wydaje mi się, że nadszedł moment, aby z tym tematem spróbować się zmierzyć - mówił w TOK FM przewodniczący KNF prof. Jacek Jastrzębski. 

- Uważam, że rozwiązaniem tego problemu może być tylko taka koncepcja, co do której będzie możliwe zbudowanie szerokiego konsensusu społecznego. Będzie uwzględniał zarówno potrzeby klientów, jak i bezpieczeństwo systemu finansowego - kontynuował przewodniczący. I jak wyjaśniał, koncepcja polega na tym, żeby banki zaoferowały klientom możliwość dobrowolnego zawarcia porozumień, na podstawie których klient rozliczałby się z bankiem w taki sposób, "jak gdyby historycznie zadłużył się, zaciągając kredyt hipoteczny złotowy", a nie w obcej walucie. - Natomiast rozliczenie uwzględniałoby również warunki, jakie historycznie byłby związane z takim kredytem złotowym - dodał. 

Zdradził również, że kilka banków skontaktowało się już z KNF "w celu prowadzenia rozmów i konsultacji dotyczących parametrów tej koncepcji", a jeden z banków "poważnie rozważa" przedstawienie takiego rozwiązania klientom". Zdaniem przewodniczącego to daje nadzieję, że inne banki pójdą tą samą drogą. Prowadzący "Magazyn EKG" Tomasz Setta zwracał jednak uwagę, że podobne propozycje odnośnie kredytów we frankach były już przedstawiane wcześniej. 

- Propozycja ma tę zasadniczą zaletę, że jest bardzo spójna wewnętrznie. Myślę też, że jest sprawiedliwa, a przez to wydaje mi się rozwiązaniem racjonalnym - odparł prof. Jastrzębski. Jak dodał, propozycja "nie zawiera żadnych arbitralnych kryteriów, które mogłyby być kwestionowane". Prowadzący dopytywał jednak, dlaczego akurat teraz taka propozycja została przedstawiona. - Możliwość rozstrzygnięcia w ten sposób wynika ze zmian w otaczającej rzeczywistości - wyjaśniał przewodniczący, przyznał również, że podobna propozycja wcześniej "nie spotkała się z aplauzem ze strony środowiska bankowego". 

O co w tym wszystkim chodzi? "Sytuacja kredytów frankowych to jest tykająca bomba"

Propozycję KNF ocenili na antenie TOK FM komentatorzy, a wśród nich Maciej Samcik, autor bloga subkietywnieofinansach.pl, który zauważał, że chodzi w niej przede wszystkim o "zmitygowanie ryzyka, które się wiąże z portfelem kredytów frankowych". - Ponieważ nikt nie wie, jaka cześć frankowiczów pójdzie do sądów, nikt nie wie, jakie będą straty banków z tego tytułu - wyjaśniał. Jak dodał, obecny procent frankowiczów, którzy idą do sądów, jest dla banków "do zniesienia", ale jeżeli o swoje prawa w sądach postanowi walczyć 20 czy 30 proc. z nich, to wtedy koszty dla banków będą gigantyczne, bo zwykle te sprawy przegrywają. - Ona powoduje, że nie ma ryzyka, ale jest pewien koszt - ocenił propozycję. 

Dorota Bartyzel-Dukaczewska z "Bloomberga" zauważała, że problemem i jedną z przyczyn tej propozycji jest obecna kondycja banków. - Przyzwyczailiśmy się do stałej, powtarzanej do znudzenia tak bardzo, że aż mało wiarygodnej, formułki, że polski system bankowy jest stabilny, pozbawiony większego ryzyka - stwierdziła i dodała, że w obecnej sytuacji to już nie jest prawda.

Z kolei Łukasz Kijek z portalu gazeta.pl podkreślał, że to "ostatni dzwonek" na złożenie jakiejkolwiek propozycji. - KNF widzi, że sytuacja kredytów frankowych to jest tykająca bomba w systemie bankowym, która może spowodować sporo strat po stornie banków - powiedział. Oceniał, że to oferta korzystna przede wszystkim dla banków, ale też dla tych klientów, którzy nie chcą chodzić po sądach, bo albo nie mają na to pieniędzy, czasu i nerwów, albo chcą szybko pozbyć się mieszkania. 

Kredyt we frankach przeliczony jak w złotówkach

Propozycja KNF zakłada, że raty i zadłużenie zostałyby przeliczone w taki sposób, jakby kredyt od początku był udzielony w złotych, a nie we frankach. Według "Gazety Wyborczej", takich kredytów  jest obecnie 460 tys. Spłaca je łącznie ok. 600 tys. osób, bo często zaciągane były przez rodziny. Warte są dzisiaj około 120 mld złotych. Koszty propozycji szefa KNF mogłyby sięgnąć dziesiątek miliardów. Jednak podobną propozycję ogłaszał Andrzej Duda zanim wygrał wybory prezydenckie, później pomysł wielokrotnie zmieniano, przedstawiano w różnych wariantach. 

"Gazeta Wyborcza" policzyła również, ile mogłaby na obecnej propozycji zyskać osoba, która zaciągnęła kredyt we frankach. Jak czytamy, w ciągu kilku dni możliwe byłoby drastyczne obniżenie raty kredytu i zadłużenia. Jarosław Sadowski, główny analityk Expandera, wyliczył, że w przypadku kredytu na kwotę 300 000 zł na 30 lat, zaciągniętego w sierpniu 2008 r. takie przekształcenie zmniejszyłoby zadłużenie z 407 238 zł do 156 759 zł. Rata spadłaby z 2023 zł do 822 zł.

Jak jednak czytamy dalej, skala zmniejszenia zadłużenia i raty w dużej mierze zależy od kursu, po jakim został w przeliczony kredyt. "Powyższe wyliczenia zostały wykonane dla kredytu udzielonego w najgorszym możliwym momencie, czyli wtedy, gdy kurs CHF wynosił jedynie 1,96 zł" - pisze "GW". I pokazuje wyliczenie w przypadku kredytu wypłaconego przy wyższym kursie. Przyjmuje, że kredyt na 300 000 zł, na okres 30 lat, został wypłacony w marcu 2007 r., gdy kurs wynosił 2,42 zł. Wtedy ugoda obniży zadłużenie z 313 022 zł do 193 163 zł, a rata spadnie z 1698 zł do 1140 zł.

DOSTĘP PREMIUM