Krystyna Janda: Mieliśmy być szczepieni w lutym. 29 grudnia zadzwonili, żeby przyjechać, bo szczepionki się zmarnują

To ja podałam prof. Zbigniewowi Gacionkowi listę aktorów, którzy zgodzili się być ambasadorami akcji szczepień. Mieliśmy być szczepieni w lutym. Ale 29 grudnia ktoś zadzwonił, żeby przyjechać, bo są rozmrożone szczepionki - mówiła w TVN24 Krystyna Janda, opisując okoliczności szczepienia aktorów.
Zobacz wideo

Krystyna Janda znalazła się w gronie 18 ludzi kultury, którzy zostali zaszczepieni tuż po rozpoczęciu akcji szczepień w Polsce - w czasie, kiedy specyfik podaje się wyłącznie pracownikom ochrony zdrowia. Pełna lista artystów nie została ujawniona, ale kolejne osoby, które otrzymały szczepionkę, przyznają, że po prostu zgodziły się na udział w kampanii promującej szczepienia.

Janda w TVN24 przyznała, że jej zdaniem zamieszanie, jakie z tego wynikło, jest rezultatem bałaganu organizacyjnego i presji czasu. - Rozmawiano z nami na temat promocji szczepień, wielu aktorów seniorów zgodziło się na nią. Powiedziano nam, że prawdopodobnie w połowie lutego będziemy szczepieni - relacjonowała Janda w TVN24. Przyznała, że to ona przekazała rektorowi Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Zbigniewowi Gaciongowi listę aktorów, którzy zgodzili się na udział w kampanii. Podkreślała, że od początku miała przekonanie, że taka akcja promocyjna będzie w Polsce potrzebna. 

- Powiedziano nam, że 6 stycznia zaczną się działania promocyjne, żeby 15 stycznia, kiedy zaczną się zapisy na szczepienia dla seniorów, akcja ruszyła. My mieliśmy być zaszczepieni po lekarzach - podkreślała aktorka.

"Ktoś zadzwonił i powiedział, żeby przyjechać"

Jednak po drodze wydarzyło się coś, czego - jak mówi - się nie spodziewała. - Przyszliśmy 29 grudnia rano do teatru na próbę i ktoś zadzwonił, że jest kłopot, że jest otworzona szczepionka, że jest pusto i czy możemy przyjechać i się zaszczepić. Byłam wtedy na próbie z Emilią Krakowską, Olgierdem Łukaszewiczem - relacjonowała aktorka. Jako że były to osoby, które zgodziły się na udział w kampanii promującej szczepienia, pojechali do szpitala.

- Poprosili nas, żeby wypełnić formularze z ok. 20 pytaniami. I żeby podpisać wymaganą przez RODO zgodę na przetwarzanie danych, bo lista musi iść do ministerstwa. Powiedziano nam, że nikomu nie zabieramy szczepionki - zapewniała Krystyna Janda. Dodała, że aktorzy dopytywali o okoliczności - usłyszeli, że dużo ludzi wyjechało, a szczepionka przyjechała rozmrożona i jeśli nie zostanie zużyta, będzie do wyrzucenia. - Jak przyjechaliśmy, w poczekalni nie było nikogo. Te kilka osób zaszczepiło się w kwadrans, po nas nikogo nie było widać - wspominała. 

Janda przyznała, że nie wie, jak teraz ma wyglądać kampania promocyjna. Zapewniła jednak, że aktorzy zgodnie z deklaracją 6 stycznia są do dyspozycji. - Jeśli któryś z medyków uważa, że zabraliśmy jego szczepionki, to przepraszam. Ja wszystkich przepraszam, że tak się stało - dodała aktorka. Pytana, dlaczego to właśnie do nich zadzwoniono 29 grudnia, odpowiedziała, że to być może dlatego, że aktorzy są w stałym kontakcie ze szpitalem na Banacha. - Kiedy tracimy głosy, łamiemy ręce, nogi, wszyscy tam jesteśmy leczeni. Myślę, że dlatego ten kontakt z nami był taki łatwy - dodała.

"Ja się po prostu boję"

Aktorka wyznała, że nigdy nie dostała tak wielu życzeń śmierci, tylu zapowiedzi, że jej teatr zostanie podpalony. - Zaczęliśmy nagrywać te telefony. To jest coś absolutnie nieprawdopodobnego. Jeśli zrobiliśmy coś, co państwo uważają za złe, zrobiliśmy to bez świadomości - zapewniała. Dodała, że ona nie dzwoniła do nikogo z prośbą o podanie jej szczepionki - podkreślała, że inicjatywa była po stronie WUM. 

- Jeśli czuję się pokrzywdzona, to napaścią na mnie wykonaną przez media. Ja się po prostu boję. Boję się, że spotka mnie coś złego - mówiła Janda łamiącym się głosem. 

W poniedziałek podane zostały wyniki kontroli, jaką w Centrum Medycznym WUM zlecił rektor tej uczelni. Wykazała ona "liczne nieprawidłowości" w czasie akcji szczepień. Z ustaleń komisji wynika również, że rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong nie wywierał żadnych nacisków na zarząd spółki zależnej CM WUM Sp. z o.o. w kwestii doboru osób do szczepienia. Jak podano w komunikacie, komisja ustaliła, że rektorowi nie zostały przedstawione listy zgłaszanych do szczepień osób i nie znał on kryteriów kwalifikacji do szczepień przez CM WUM sp. z o.o.

Ze stanowiska odwołana została dotychczasowa dyrektor Centrum Medycznego WUM Ewa Trzepla. A sam rektor przeprosił za zaistniałą sytuację. Dodał również, że on sam nie zaszczepił ani siebie, ani swojej 91-letniej matki. 

DOSTĘP PREMIUM