Rynek mieszkaniowy i prognozy na 2021 rok. Ceny spadną? Ekspert nie ma dobrych wieści dla osób poszukujących mieszkania

Pandemia miała wpływ na to, jakich mieszkań i domów poszukiwali w 2020 roku Polacy. Hitem były choćby lokale z ogródkami. To oczywiście pokłosie lockdownu. Co się wydarzy w 2021 roku? - Nie ma mowy, żeby powróciła bańka z 2008 roku - mówił w TOK FM Tomasz Stoga, członek zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Przyznał, że spadku cen mieszkań również się nie spodziewa.
Zobacz wideo

Miniony rok przedstawiciele branży deweloperskiej określają jako istny rollercoaster, z czym na antenie TOK FM zgodził się Tomasz Stoga, prezes zarządu Profit Development. - Weszliśmy w niego z fantastycznymi wynikami sprzedażowymi. Pierwsze dwa i pół miesiąca było rewelacyjne, a potem nagle nastąpił spadek i ten drugi kwartał odczuliśmy bardzo mocno. Ale potem znów się odbudowaliśmy, więc rollercoster to rzeczywiście dobre określenie - stwierdził w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Koniec końców, zdaniem przedstawiciela Związku Firm Deweloperskich, 2020 "był bardzo dobrym rokiem dla mieszkaniówki". - I ze względu na wyniki sprzedażowe i na to, że się wiele nauczyliśmy. To był rok wyzwań: praca zdalna, dzielenie zespołów, zdalne odbiory mieszkań i próby zdalnej sprzedaży. To był ciekawy rok, ale jeśli chodzi o aspekt sprzedażowy, to rzeczywiście jeden z lepszych od lat - powiedział.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jeśli chodzi o zmiany spowodowane pandemią, Stoga wskazał, że objęły one głównie prace w biurach. Same budowy mieszkań trwały bez zmian. To sprzedawcy musieli nauczyć się prezentować i sprzedawać nieruchomości wyłącznie za pomocą swoich komputerów. Nie można było zabrać klientów do ich ewentualnego przyszłego mieszkania i pokazać go "na żywo", ale na przykład z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. 

- Był też taki czas w drugim kwartale, że nie mogliśmy przekazywać mieszkań, bo urzędnicy odmawiali odbiorów, nie odważali się na obowiązkowe kontrole - nadmienił gość TOK FM. Jak dodał, wiele narzędzi wdrożonych w trakcie pandemii sprawdziło się i zapewne zostanie z deweloperami już na lata.

Jakie mieszkania kupowano w pandemii?

Piotr Maślak pytał także o to, jak zmieniły się upodobania klientów. Stoga przyznał, iż zmieniły się bardzo. Prawdziwym "hitem" minionego lata - jak mówił - były mieszkania z ogródkiem. Kupujący preferowali też nieco większe metraże albo z większą liczbą pokoi. - Woleli mieć mniejszą trójkę [trzy pokoje - red.] niż dwójkę, żeby ten jeden pokój przeznaczyć do pracy zdalnej - wskazał.

Podał też, że wiele mieszkań kupowanych było za gotówkę, zwłaszcza w centrach miast. - Około 50-60 procent strumienia finansowego, który był do nas kierowany to właśnie gotówka - potwierdził. I dodał, że w ten sposób coraz więcej osób decyduje się lokować oszczędności. Zamiast trzymać je w banku - inwestują w nieruchomości. Nadmienił również, że znaczna część kupionych mieszkań od razu została skierowana na wynajem, dlatego ceny na tym rynku spadły. 

- W Warszawie ceny za wynajem spadły rok do roku nawet o 20-25 procent, bo mieszkań jest znacznie więcej - podał. 

W przeciwieństwie do najmu - ceny za mieszkania w minionym roku wcale nie spadały, wprost przeciwnie. Przykładowo, jak wynika z badań przeprowadzonych przez JLL, w trzecim kwartale 2020 roku w Warszawie średnia cena brutto wynosiła 10,9 tys. zł za metr kwadratowy. W Krakowie i Wrocławiu z kolei odpowiednio 10,1 oraz 9,9 tys. zł za metr. 

Rynek mieszkań. Prognozy na 2021 rok

Co się stanie w 2021 roku? Czy grozi nam tzw. bańka mieszkaniowa, z jaką mieliśmy do czynienia, czy ceny mieszkań w końcu zaczną spadać? 

Zdaniem gościa TOK FM, "nie ma mowy, żeby powróciła bańka z 2008 roku". - W chwili obecnej jest dość zrównoważony popyt i podaż i nic nie wskazuje na to, żebyśmy mogli oczekiwać bańki - stwierdził. Przypomnijmy, z "bańką mieszkaniową" mamy do czynienia, gdy ceny nieruchomości rosną szybciej, niż wskazywałyby na to warunki rynkowe i są nieco sztucznie nakręcane. Tak było dekadę temu, kiedy banki ochoczo udzielały kredytów hipotecznych, nawet bez żadnego wkładu własnego. Dziś w większości banków wymagany jest wkład własny na poziomie 20 procent.

Spadku cen mieszkań nasz gość także jednak nie przewidywał. - Największym problemem deweloperów w kraju jest dostępność gruntów. Deweloperzy ze sobą bardzo konkurują przy zakupie nieruchomości, które już się kończą, zwłaszcza w centrach miast, więc liczenie, że ceny spadną (...), tego się nie spodziewam - podsumował Stoga.

DOSTĘP PREMIUM