Wójt Bukowiny Tatrzańskiej: Jeśli nie damy ludziom zarobić w zimie, to nie będą mieli z czego dożyć następnej

80 procent miejsc noclegowych w naszej gminie to kwatery prywatne. Ci ludzie żyją głównie z tego, co zarobią w zimie. Jeśli nie pozwolimy tym ludziom zarobić w zimie, to nie będą mieli z czego dożyć następnej. Nietrudno sobie wyobrazić, że to będą dramaty ludzkie - mówił w TOK FM wójt gminy Bukowina Tatrzańska Andrzej Pietrzyk. Jak dodał, jeśli po zakończeniu ferii hotele i stoki nadal nie będą mogły działać, to przedsiębiorcy stracą około 200 mln zł.
Zobacz wideo

Zgodnie z decyzjami ogłoszonymi 17 grudnia przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, od 28 grudnia do 17 stycznia 2021 r. zostały wprowadzone dodatkowe obostrzenia w związku z pandemią koronawirusa. Zamknięto hotele i stoki narciarskie. Nie należy się spodziewać, że zaraz po zakończeniu ferii restrykcje będą luzowane. Jak zapowiedziała w TOK FM wiceminister rozwoju, pracy i technologii Olga Semeniuk, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przedłużenie obostrzeń.

Przedsiębiorcy z Podhala planują otworzyć biznesy, nawet jeśli obostrzenia zostaną przedłużone. Kilkuset - w tym właściciele kwater i stacji narciarskich - założyło wspólną inicjatywę Góralskie Veto. W poniedziałek wieczorem - w wielu miejscach Podhala - symbolicznie odpalą pochodnie, tworząc literę V.

Jak przekonywał w TOK FM Andrzej Pietrzyk, wójt Bukowiny Tatrzańskiej, ochrona zdrowia to kwestia nadrzędna, jednak w jego regionie dla wielu osób obecna sytuacja to "być albo nie być".

– 80 procent miejsc noclegowych w naszej gminie to kwatery prywatne. Ci ludzie żyją głównie z tego, co zarobią w zimie. Proszę sobie wyobrazić, że dostaje się w ciągu roku tylko trzy pensje i za to trzeba przeżyć 12 miesięcy. Jeśli nie pozwolimy tym ludziom zarobić w zimie, to nie będą mieli z czego dożyć następnej. Nietrudno sobie wyobrazić, że to będą dramaty ludzkie. Nie chce mówić o jakichś samobójstwach, ale ludzie do takiego czegoś będą się posuwać, bo nie będą mieli za co żyć – mówił w rozmowie z Tomaszem Settą.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Wójt zwrócił uwagę na sposób wprowadzania w kraju obostrzeń. Jak ocenił, robi się to chaotycznie. – My chcemy pracować, w miarę normalnie funkcjonować. Uważamy, że jest spora grupa Polaków, która może wypoczywać, jak np. ozdrowieńcy. Brakuje decyzyjności i timingu. Ludzie stoją i nie wiedzą, czy zwalniać (pracowników), czy śnieżyć stoki. W innych krajach decyzje ogłaszano wcześniej i ludzie mogli podjąć jakieś kroki – mówił Pietrzyk.

Druga kwestia to brak wsparcia finansowego ze strony rządu. Tarcza 6.0 nie obejmuje bowiem działalności w ramach "obiektów noclegowych turystycznie i miejsc krótkotrwałego zakwaterowania", czyli np. wynajmu sezonowego. – A taka forma działalności przynajmniej w mojej gminie jest przeważająca. Ci ludzie nie mogą skorzystać z żadnej tarczy. Natomiast, nawet jeśli mogliby skorzystać z pomocy, to nie wiem jak przekonać ludzi, że za 5 tys. zł zapomogi można przeżyć do następnego sezonu – podkreślał samorządowiec.

Tomasz Setta przypomniał, że tacy przedsiębiorcy będą mogli starać się o pomoc w ramach tarczy 2.0 Polskiego Funduszu Rozwoju. Natomiast warto nadmienić, że z tych pieniędzy nie będą mogli skorzystać choćby samozatrudnieni.

Przedsiębiorcy mogą stracić nawet 200 mln złotych

Jak zapowiedziała wiceminister rozwoju, należy spodziewać się przedłużenia obostrzeń o 10-14 dni. Im później zacznie się luzowanie restrykcji, tym mniej czasu, by przedsiębiorcy mogli zarobić.

- U nas okres pracy zimą trwa od 25 grudnia do końca lutego. W marcu turystów jest już mało. Jeżeli okaże się, że będzie to tylko luty, a przy tym dzieci będą chodzić do szkoły, to sytuacja niewiele się poprawi - przyznał wójt Bukowiny Tatrzańskiej.

Jak dodał, straty będą bardzo duże. - Szacujemy, że mieszkańcy mogą stracić około 200 mln zł, bo tyle mogliby zostawić u nas potencjalni turyści, gdyby otworzono wszystko po 18 stycznia  - przekonywał Andrzej Pietrzyk w TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM