Gra na giełdzie jak film na Netfliksie, czyli jak amatorzy przejmują rynek. "To sygnał, że jesteśmy blisko końca"

Miliony użytkowników w serwisach społecznościowych ustalają, jak zainwestować swoje miliony dolarów. Rafał Hirsch zauważał, że wygląda to jak "początek końca" bańki spekulacyjnej. - Rynek przejmowany jest przez jakiś dziki tłum, za pomocą darmowych apek i serwisów społecznościowych - wyjaśniał w podcaście "Cotygodniowe podsumowanie roku" w TOK FM. - A co najciekawsze, ten tłum na serwisach społecznościowych zaczyna wygrywać ze specjalistami - dodał.
Zobacz wideo

Rafał Hirsch mówił w swoim "Cotygodniowym podsumowaniu roku", że wszystko wskazuje na to, iż wkrótce bańka spekulacyjna może pęknąć. - Mamy w tym momencie na rynkach finansowych, a zwłaszcza na amerykańskim rynku giełdowym, spełnione wszystkie warunki do tego, żeby hossa się skończyła - stwierdził. 

Jak wyjaśnił, pęknięcie bańki musi poprzedzać euforia. A o stanie euforii można mówić wtedy, kiedy inwestowaniem w tę konkretną branżę czy dziedzinę zajmują się niemal wszyscy, nie tylko profesjonaliści. - Przypowieści o taksówkarzach, którzy opowiadają o kupowaniu akcji, nie biorą się znikąd - opowiadał. - To są przypowieści oparte na doświadczeniach z przeszłości, kiedy innego rodzaju bańki spekulacyjne na giełdach pękały, a tuż przed pęknięciem tymi rynkami interesowało się absolutnie całe społeczeństwo, włącznie z ludźmi, którzy nigdy wcześniej się tym nie zajmowali - mówił.

Dziennikarza do kreślenia pesymistycznego scenariusza skłoniło to, co dzieje się wokół sklepu internetowego GameStop.

To amerykańska firma, która zajmuje się sprzedażą gier i elektroniki. Pod koniec ubiegłego roku jej akcje kosztowały niecałe 20 dolarów, ale dzisiaj ich cena oscyluje wokół 100 dolarów. Jednak nie chodzi tylko o to, że akcje drożeją w krótkim czasie, bo takich spółek jest przecież więcej. - Cechą charakterystyczną jest to, że w tym wypadku bardzo wyraźnie działa zjawisko inwestowania zbiorowego, ze strony inwestorów, którzy niespecjalnie dysponują doświadczeniem giełdowym - wyjaśniał Hirsch. Grę na giełdzie umożliwiają takim niedoświadczonym osobom darmowe aplikacje, m.in. RobinHood, która pojawiła się w 2015 roku.

- Nowe jest to, że ci inwestorzy zakładają grupy dyskusyjne w mediach społecznościowych, takich jak Reddit. W ubiegłym tygodniu ten "tłum inwestorów detalicznych" na Reddicie umówił się, że grają na GameStop, żeby akcje tej spółki coraz bardziej drożały. Używają do tego nie samych akcji, tylko opcji kupna - tłumaczył. I jak dodał, wystawiając takie właśnie opcje, nie zarabia się na zmianie ich notowań, ale na samej "usłudze" ich wystawienia. A w tej sytuacji mechanizm zadziałał tak: tłum niezawodowych inwestorów kupował masowo opcje kupna. A tym samym zmuszał tych, którzy te opcje wystawili, do kupna samych akcji - jako zabezpieczenia. To tylko jeden z wyzwalanych mechanizmów, który powoduje wzrost notowań akcji spółki o kilkadziesiąt procent dziennie. 

- Nowością jest to, że za tym wszystkim stoi tłum uczestników detalicznych, który na mediach społecznościowych zachowuje się dość agresywnie wobec innych uczestników rynku, np. tych, którzy rekomendowali sprzedawanie akcji - wskazywał dziennikarz.

Przypominają się wydarzenia sprzed lat

Hirsch przywołał też opinie, według których z amerykańską giełdą dzieje się teraz to, co pięć-sześć lat temu z polityką. - Czyli rynek przejmowany jest przez "dziki tłum", za pomocą darmowych apek i serwisów społecznościowych. A co najciekawsze, ten tłum na serwisach społecznościowych zaczyna wygrywać ze specjalistami - powiedział autor "Cotygodniowego podsumowania roku".

Dziś staje się to możliwe, bo łączna siła kapitałowa "tłumu" jest wystarczająco duża, by pokonać profesjonalistów. Same starcia nie są nowością - nowa jest przewaga, którą zyskuje nowa grupa inwestorów detalicznych. - Towarzyszy temu szalona zmienność, nikt nie wie, o co chodzi, jak daleko te akcje zajdą, kiedy i w jaki sposób to się skończy. Moim zdaniem to wszystko spełnia wymogi końcowej euforii na rynku - zauważał. I jak dodał, trudno sobie wyobrazić kolejny, jeszcze bardziej "euforyczny" etap tej sytuacji. 

Efekt jest taki, że rynek zamienia się w kasyno. A sam tłum inwestorów, którzy skrzykują się poprzez media społecznościowe, grę na giełdzie może traktować jak rozrywkę pokroju oglądania filmu na Netfliksie. - Nawet jeśli nie mają dużo pieniędzy, a są ich miliony, to jest potężna siła, potężne pieniądze, które płyną na rynek giełdowy - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM