Pandemia "podbiła" ceny nieruchomości. Niestety, ekspert nie ma dobrych wiadomości dla osób marzących o własnym mieszkaniu

Nieruchomości w 2020 roku zdrożały. Osoby, które liczą na zmianę trendu, mogą się w tym roku rozczarować. - Jeżeli nie będzie żadnego załamania, to spodziewamy się lekkiego, kilkuprocentowego wzrostu - mówił w TOK FM Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.
Zobacz wideo

Przez niemal rok pandemii koronawirusa sytuacja wielu branż stała się tragiczna, jednak wśród tych nie ma branży deweloperskiej. Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich, przyznał na antenie TOK FM, że deweloperzy wychodzą z pandemii obronną ręką i są w stabilnej sytuacji. Natomiast przewidywania sprzed dziesięciu miesięcy były znacznie gorsze, niż obecna sytuacja. 

W 2020 roku liczba ukończonych mieszkań była, jak przekazał gość TOK FM, "absolutnie rekordowa" i przekroczyła 222 tysiące sztuk. - Natomiast pandemia nie miała specjalnie wpływu na to, ponieważ my realizujemy inwestycje około dwóch lat. W przypadku domu jednorodzinnego jest to jeszcze dłużej - zaznaczał ekspert. - Jeżeli spojrzymy na budowy, to w skali roku tych rozpoczętych inwestycji mamy mniej o 5,7 proc. - dodał. 

- Jeżeli spojrzymy na średnią cenę ogólnie na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, to mamy wzrost o 10,9 proc. To jest bardzo wysoki wzrost, który mimo pandemii był cały czas obecny na rynku - mówił dalej. - Co ciekawe, ceny na rynku wtórnym rosły szybciej niż na rynku pierwotnym - stwierdził. I dodał, że na rynku pierwotnym wzrost wyniósł ponad 7 proc., natomiast na rynku wtórnym aż ponad 13 proc. 

Zdaniem Płochockiego pandemia nie zniechęciła Polaków do kupowania mieszkań, tylko wręcz przeciwnie. Sprawiła, że Polacy chcieli kupować mieszkania na własność. - Niskie stopy procentowe powodowały, że ci, którzy mieli środki, wycofywali je z lokat bankowych i postanawiali powiększyć swoje mieszkanie - wyjaśniał. - To nie był klient spekulacyjny, który kupował celem dalszej sprzedaży czy podziału takiej nieruchomości na mniejsze pokoje (...), tylko najczęściej kupowały zwykłe, polskie rodziny - stwierdził. 

Prowadzący Tomasz Setta zwracał jednak uwagę, że na początku pandemii banki zaostrzyły warunki, na podstawie których można było dostać kredyt. Dopiero po kilku miesiącach zostały one nieco poluzowane. - Pozytywnym sygnałem jest wzrost sprzedaży kredytów hipotecznych, zwłaszcza w czwartym kwartale - zauważał ekspert. - Niektóre banki zaczynają wracać do wkładów własnych 10 proc. To zniknęło z oferty rynkowej, czyli musieliśmy mieć 20 proc. wartości mieszkania w formie gotówki, żeby dostać kredyt w marcu, kwietniu, maju - zaznaczał. 

Zdaniem eksperta popyt na mieszkania utrzymywał się na dosyć wysokim poziomie, deweloperzy chcieli budować, jednak z powodu braku gruntów i "trudności administracyjnych", nie udało się wprowadzić do sprzedaży nawet takiej liczby mieszkań, jaką deweloperzy w ubiegłym roku sprzedali. - Czyli spadł ogólny poziom tzw. zapasów magazynowych. Niestety obserwujemy, zwłaszcza w samorządach, bardzo duże problemy z procedowaniem nowych inwestycji - stwierdził Płochocki. I dodał, że najmniej nowych mieszkań buduje się w Krakowie, dlatego ceny rosną tam bardzo wyraźnie. 

Czy mimo wszystko są jednak szanse na to, że ceny mieszkań w najbliższym czasie spadną? - Dla nas najważniejsza jest stabilność gospodarcza i bezrobocie, to, czy Polacy będą mieli przekonanie, że ich miejsca pracy są bezpieczne - podkreślił ekspert. - Jeżeli nie będzie żadnego załamania, to my ostrożną prognozę wydaliśmy w tym roku, że spodziewamy się lekkiego, kilkuprocentowego wzrostu - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM