Właściciele restauracji będą w sądzie walczyć z państwem. Restauratorka: Jestem na skraju upadku. Nie wiem, skąd wezmę pieniądze

- To będzie długa walka, ale ją wygramy - uważa krakowska restauratorka Dorota Rydygier, która jest wśród właścicieli lokali szykujących pozew zbiorowy przeciwko Skarbowi Państwa. - Cały czas czekałam na pomoc, pisałam do rządu i prosiłam, żeby nas nie zostawili samych, ponieważ naprawdę potrzebujemy ich wsparcia - tak w TOK FM mówiła o swojej sytuacji.
Zobacz wideo

Restauratorzy z całej Polski nie zgadzają się na dłuższe i - ich zdaniem - bezprawne zamknięcie swoich lokali w czasie lockdownu. Dlatego ci, którzy są skupieni w Izbie Gospodarczej Gastronomii Polskiej, zdecydowali się na pozew zbiorowy. Szacują, że to może okazać się największym w historii Polski pozwem. - Wstępnie straty wycenione są na ponad miliard złotych - mówiła w TOK FM właścicielka restauracji Voila w Krakowie Dorota Rydygier, reprezentująca Izbę. 

- Jesteśmy wykończeni, tym bardziej że komunikacja z rządem jest bardzo nikła, niespójna i nie wiemy naprawdę, co nas czeka i kiedy otwarcie. Zwolniliśmy mnóstwo personelu. Żeby go teraz odtworzyć, potrzebujemy czasu, nie wspominając już o środkach, których naprawdę nie mamy - przekonywała w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jak mówiła, swoją restaurację otworzyła w lutym ubiegłego roku, czyli niedługo przed wybuchem w Polsce epidemii. O ile w czasie pierwszego lockdownu otrzymała "niewielką kwotę" wsparcia, o tyle teraz "nie ma żadnej pomocy, nawet zwolnienia z ZUS". - To dla mnie cios ogromny. Cały czas czekałam na tę pomoc, pisałam do rządu i prosiłam, żeby nas nie zostawili samych, ponieważ naprawdę potrzebujemy ich wsparcia. (...) Niestety były to tylko mrzonki i obietnice pana Morawieckiego, które nigdy się nie spełniły - mówiła. 

Rydygier wskazała, że nie otworzyła swojego lokalu w ramach protestu i ogólnopolskiej akcji #OtwieraMy. Dopytywana o sytuację w Krakowie poinformowała, że kilka restauracji się otworzyło i na pewno przed walentynkami na podobny krok zdecyduje się jeszcze wiele innych lokali.

"Nie wiem, skąd wezmę pieniądze na czynsz"

Restauratorka relacjonowała: w Krakowie widać, że mnóstwo lokali nie wytrzymało wymuszonego przez koronawirusa zamknięcia i już nie działa. - Wszędzie jest dużo lokali do wynajęcia, więc pewnie [po lockdownie] będzie nowe rozdanie kart - powiedziała.

- Ja również jestem na skraju upadku i również miałam już wypowiedzenie [lokalu]. Jakoś negocjuję z właścicielami, którzy zgodzili się, by zaległy czynsz zapłacić im do końca lutego, choć nie wiem, skąd wezmę pieniądze - przyznała.

Rozmówczyni Karoliny Lewickiej podkreślała też, że dla niej restauracja to nie tylko praca, ale i ogromna pasja. - Gdyby mi zabrano moją restaurację, to ja nie mam po co żyć - oznajmiła. Wierzy, że wszystko wróci do normy, a klienci znów będą do niej przychodzić. 

Dopytywana o pozew restauratorów zapewniła, że zarówno ona, jak i inni przedsiębiorcy są przygotowani na długą walkę z rządem w tej sprawie i - jak mówiła - nie poddadzą się. Jeśli skończą im się możliwości odwoławcze w państwie, będą starali się walczyć o swoje utracone pieniądze w trybunale europejskim. - Nie boimy się. Wiemy, że to wygramy - przekonywała.

DOSTĘP PREMIUM