Restauracje zamknięte już cztery miesiące. "Szacowane długi branży przekraczają 300 mln zł"

Dziś mijają dokładnie cztery miesiące od dnia, w którym rząd zamknął lokale gastronomiczne... na dwa tygodnie. Sytuacja branży jest katastrofalna. Wielu przedsiębiorców decyduje się na otwieranie lokali, bo bez tego grozi im plajta.
Zobacz wideo

Rośnie liczba restauracji, pubów, czy kawiarni, które ostatecznie pożegnały się już z klientami, wśród nich nie brakuje popularnych wśród klientów miejsc. Po prostu sprzedaż posiłków wyłącznie na wynos wykończyła je.

Jak mówi w rozmowie z reporterem TOK FM Małgorzata Marczulewska z firmy windykacyjnej Averto, szacowane długi branży gastronomicznej przekraczają 300 mln złotych.

- Ostatnie informacje pokazują, że nawet co piąta restauracja, która jeszcze jest otwarta, może nie przetrwać dalszych obostrzeń - dodaje. 

Według szacunków w pierwszym półroczu pracę w branży stracić może 250 tysięcy osób. - Zadłużają się również branże powiązane z gastronomią, czyli dostawcy, producenci żywności, podmioty obsługujące lokale - tłumaczy Marczulewska.

W najgorszej sytuacji są ekskluzywne restauracje, bo stek czy owoce morza podczas dowozu znacznie tracą na jakości. Hamburgerownie, pizzerie czy bary chińskie próbują przetrwać.

Przedsiębiorcy walczą

Tymczasem restauratorzy, którzy są skupieni w Izbie Gospodarczej Gastronomii Polskiej, zdecydowali się na pozew zbiorowy. Informowaliśmy o tym na początku lutego. Jak mówią, to może być największy w historii Polski pozew zbiorowy.

- Wstępnie straty wycenione są na ponad miliard złotych -  w TOK FM mówiła wtedy właścicielka restauracji Voila w Krakowie Dorota Rydygier, reprezentująca Izbę. Dodawała wtedy, że w czasie pierwszego lockdownu otrzymała "niewielką kwotę" wsparcia, o tyle teraz "nie ma żadnej pomocy, nawet zwolnienia z ZUS". I "że gdyby jej zabrano moją restaurację, to nie ma po co żyć". 

Coraz więcej też właścicieli lokali gastronomicznych decyduje się na to, by mimo obowiązujących restrykcji, otworzyć swoje biznesy. Niektóre lokale działają całkiem jawnie, właściciele innych decydują się na organizację imprez zamkniętych. W jednym i drugim przypadku klientów nie brakuje. 

Przedstawiciele rządu przekonują, że obostrzenia w przypadku gastronomii są utrzymywane, bo otwarcie lokali może oznaczać wzrost liczby zakażeń.

Ale eksperci uważają, że restrykcje można byłoby złagodzić. Mówił o tym niedawno w TOK FM prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. - Moim zdaniem powinny zostać częściowo odblokowane restauracje - mówił. I wyjaśnił, że jeśli restaurator będzie w stanie tak zaplanować swoją salę, by zachować odpowiednią odległość między klientami i przestrzegać rygorów sanitarnych, to będzie to bezpieczne dla zdrowia klientów i obsługi.

Z ostatnich wypowiedzi ministra zdrowia nie wynika, że szybko czeka nas luzowanie obostrzeń. Jak stwierdził wczoraj (22 lutego) Andrzej Niedzielski, przed nami miesiąc wzrostów liczby zakażeń. Szef MZ uważa, że apogeum trzeciej fali koronawirusa można oczekiwać na przełomie marca i kwietnia, czyli wtedy, gdy wypada Wielkanoc. (4 kwietnia). 

DOSTĘP PREMIUM