Likwidacja OFE, czyli rządowy program 1500 minus? Wiceminister: Chcemy zabezpieczyć Polaków tu i teraz

Nawet półtora tysiąca złotych. Tyle zapłaci każdy z uczestników OFE za likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych i przekształcenie ich w Indywidualne Konta Emerytalne. Wiceminister funduszy Waldemar Buda bronił tej opłaty w TOK FM. I przekonywał, że 15 procent prowizji od oszczędności zgromadzonych w OFE to "minimalna kwota".
Zobacz wideo

Rząd we wtorek przyjął projekt ustawy likwidującej Otwarte Fundusze Emerytalne. Zgodnie z nim, OFE przejdą do historii w styczniu przyszłego roku. Wcześniej, każdy z uczestników funduszy stanie przed decyzją, co zrobić z uzbieranymi tam oszczędnościami. Do wyboru będą dwa warianty. Pierwszy zakłada, że pieniądze z OFE trafią na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE), za co rząd pobierze 15-procentową opłatę. Drugi wariant to możliwość przeniesienia środków z OFE do ZUS.

Wspomniana 15-procentowa opłata od początku wzbudza kontrowersje. To nie są wcale małe środki. Przy założeniu, że każdy z uczestników OFE ma na koncie uzbierane średnio 10 tysięcy złotych to 15 procent z tej sumy to 1500 złotych. - Można więc powiedzieć, że rząd szykuje nam program 1500 minus - skomentował prowadzący środowe wydanie "Magazynu EKG" Tomasz Setta

Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda, który był gościem "EKG", bronił tej opłaty. - Nie mogliśmy tej sytuacji zostawić w takiej różnorodności. Bo jak ktoś zdecyduje się przekazać te środki jednak do ZUS, to musi zapłacić normalny podatek zryczałtowany PIT, a tutaj [w przypadku IKE] nie płaciłby w ogóle, więc musieliśmy zastosować jakąś stawkę i minimalnie mogliśmy ustanowić właśnie 15 procent - wyjaśniał.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Wiceminister przekonywał, że dzięki likwidacji OFE, zgromadzone tam środki "trafią do portfeli Polaków" i "staną się ich prywatną własnością". - Już nikt nie będzie mógł nawet pomyśleć o tym, co wydarzyło się w 2014 roku, czyli przelaniu tych środków bez zgody Polaków do ZUS. Chcemy tego uniknąć, żeby jakiekolwiek ekipy, które nawet po nas przyjdą, nie miały takiego pomysłu - mówił.

- OFE to było narzędzie publiczne. W każdym momencie można było zdecydować ustawą, że te środki zostaną zadysponowane w dowolny sposób i tak to się niestety stało w 2014 roku. Uznaliśmy, że trzeba przenieść środki na instrument, który w ocenie prawników jest narzędziem prywatnym, do którego państwo nie ma żadnego dostępu - dodał.

Podkreślał, że Indywidualne Konta Emerytalne takim właśnie narzędziem "całkowicie prywatnym" są. Z czym nie zgadzał się z kolei redaktor Setta. Podkreślał, że gdyby środki te były "prywatne", można byłoby wypłacać je w dowolnym momencie (podobnie jak pieniądze z konta w banku). Tymczasem będzie można to zrobić dopiero po przekroczeniu wieku emerytalnego.

Nawiązując jeszcze do opłaty przekształceniowej wynoszącej 15 procent, redaktor Setta zastanawiał się, dlaczego jest ona nakładana na uczestników już teraz - przy przekształceniu, a nie na przykład za kilkanaście/kilkadziesiąt lat, kiedy będą chcieli zacząć wypłacać środki z IKE. 

- Dlatego, żeby nikt później kiedykolwiek nie chciał więcej. Zapisujemy w ustawie, że ta kwota wypłacana nie podlega już dodatkowemu opodatkowaniu i nie chcielibyśmy, by ktoś za jakiś czas zaproponował 30 czy 40 procent. Chcemy zabezpieczyć Polaków tu i teraz - odpowiedział Waldemar Buda.

- Ale państwo [rządzący - red.] też potrzebują tych pieniędzy tu i teraz? - dopytywał Setta. 

- Ja nie widzę tu żadnego fiskalnego zysku, tylko bezpieczeństwo Polaków - upierał się wiceminister.

"To nie będą prywatne środki"

Piotr Bielski z Santander Banku, który był jednym z gości drugiej części "Magazynu EKG" przekonywał, że opłata przekształceniowa to tylko i wyłącznie opłata "za przemalowanie logo z OFE na IKE", która wcale nie wyklucza podatku w przyszłości. - Przecież teraz to nie jest podatek, tylko właśnie "opłata", więc w przyszłości można będzie powiedzieć, że te środki nie były w ogóle opodatkowane i je opodatkować - twierdził. 

W podobnym tonie wypowiadała się Monika Constant, dyrektor generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej. -  Wcale nie jestem przekonana, że jest to rozwiązanie, które ma służyć naszemu dobru i pozwolić Polakom lepiej oszczędzać - powiedziała. - Za każdym razem musimy ponosić koszty jakichś pomysłów rządzących próbujących sfinansować dziurę budżetową - dodała.

Jej zdaniem trudno w przypadku środków zgromadzonych w IKE mówić, że to "prywatne" pieniądze, bo są na nie nakładane spore ograniczenia. W dodatku, jak mówiła, nie ma żadnej pewności, że za 5 czy 10 lat jakiś inny rząd znów nie będzie miał nowych pomysłów na emerytury Polaków i znów nie będzie chciał tych systemów jakoś przekształcać.  

Na decyzję - ZUS czy IKE - będziemy mieli w sumie dwa miesiące: cały czerwiec i lipiec.

DOSTĘP PREMIUM