Bon gastronomiczny to "fakt medialny". Szef PFR: Nic mi nie wiadomo, by trwały rozmowy na temat takiej konstrukcji

Bon gastronomiczny to trochę bardziej fakt medialny, niż realne zobowiązanie. Dyskusje trwały, ale nic mi nie wiadomo, żeby to było brane pod uwagę - mówił w TOK FM szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys.
Zobacz wideo

W pierwszym roku pandemii rząd przygotował program bonów turystycznych. Teraz, jak informowało wczoraj RMF FM, rozważa wprowadzenie bonów, jako formy wsparcia dla sektora gastronomicznego. Pracownicy mieliby dostawać je od swoich przełożonych, a państwo miałoby dopłacać część kwoty.

Ale tym doniesieniom zaprzeczył w TOK FM szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. - Nic mi nie wiadomo, żeby trwały rozmowy na temat takiej konstrukcji. W związku z pandemią cały czas rozmawiamy o tym, jak wesprzeć branże gastronomiczną. Jednym z pomysłów jest potencjalnie zwiększenie możliwości dopłat dla pracowników przy zamawianiu posiłków w pracy – wyjaśnił rozmówca Macieja Głogowskiego.

Na czym miałyby polegać te dopłaty? – Teraz problem polega na tym, że jeśli pracownik chce pokrywać koszty posiłków jedzonych w pracy, to musi od tej części wynagrodzenia odprowadzić PIT i ZUS. Pracodawcy wyszli z pomysłem, żeby rząd zwolnił tę część wynagrodzenia ze składek. To byłaby silna motywacja, żeby upowszechnić posiłki w pracy, które można zdalnie zamawiać od przedstawicieli branży gastronomicznej. To tworzyłoby popyt – mówił Borys. Jak dodał, takie rozwiązanie to dla budżetu państwa koszt 600 mln zł. – Więc to realne środki, żeby takie rozwiązanie wdrożyć – ocenił.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Zdaniem szefa PFR bon gastronomiczny to trochę "fakt medialny niż realne zobowiązanie". - Jakieś dyskusje trwały, ale nic mi nie wiadomo, żeby to było brane pod uwagę – podkreślił.

"Priorytetem powinny być rozwiązania czynszowe"

Paweł Borys uważa, że właściciele lokali gastronomicznych, które - przypomnijmy - od października mogą sprzedawać jedynie posiłki na wynos, zmagają się z dużo poważniejszym problemem. Podobnie jak przedstawiciele branży fitness i właściciele sklepów. Chodzi, jak wyjaśnił, praktyki właścicieli wynajmowanych na działalność gospodarczą lokali.

– W okresie restrykcji i lockdownu priorytetem powinny być rozwiązania czynszowe. Te podmioty działają niezgodnie z prawem. Ustawa covidowa z ubiegłego roku zakładała, że jeżeli najemca zgodzi się przedłużyć umowę o 6 miesięcy, to przysługuje w lockdownie zwolnienie czynszu. Natomiast wynajmujący powierzchnie - galerie handlowe, chcą przedłużenia czynszu o 6 miesięcy za każdy lockdown. Po drugie, ustawa mówiła jasno, że obowiązuje Kodeks cywilny, który mówi, że jeżeli przedsiębiorca nie uzyskuje przychodów, to czynsz jest niezależny. Firmy, które wynajmują powierzchnie, nie stosują się do tych regulacji – powtórzył szef Polskiego Funduszu Rozwoju.

Dlatego według Borysa potrzebna jest interwencja państwa. – Bo w obecnej sytuacji obniżki czynszu to najszybsze i najmocniejsze wsparcie dla tych branż – ocenił gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM