Ostrzejszy lockdown wisi w powietrzu. Rzecznik przedsiębiorców: Zamykanie jakiejkolwiek branży spotka się ze sprzeciwem

- Liczę, że jeżeli zostanie ogłoszony komunikat o nowych obostrzeniach, zostaną też przedstawione rekompensaty dla przedsiębiorców z zamkniętych branż - mówił w TOK FM Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz.
Zobacz wideo

Najpierw profesor Andrzej Horban, doradca premiera ds. COVID-19, a potem sam Mateusz Morawiecki zapowiedzieli, że w związku z sytuacją epidemiczną czekają nas kolejne obostrzenia. Rząd ma o tym poinformować jutro (25 marca). 

Na razie nie wiadomo, na czym dokładnie miałoby polegać zaostrzenie, ale już niewiele branż pozostało do zamknięcia. Media spekulują, że rząd może zamknąć salony kosmetyczne, fryzjerskie, sklepy meblowe. A być może zdecyduje się np. na zmniejszenie dopuszczalnej liczby klientów w sklepach czy punktach usługowych.

Te doniesienia komentował w TOK FM Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz.

- Zamykanie jakiejkolwiek branży spotka się ze sprzeciwem, bo wiele firm uważa, że może funkcjonować w reżimach sanitarnych. Dlatego ważniejsze jest, żeby rząd już w momencie ogłaszania lockdownu mówił też o planie rekompensat dla zamykanych firm - apelował. Dodał, że istotne jest dokładne określenie czasu lockdownu i dotrzymywanie w tej sprawie słowa. - Bo jeśli to tydzień czy 10 dni, to mając rekompensatę można jakoś zacisnąć zęby i wytrzymać - uważa gość Magazynu EKG.

Zdaniem Abramowicza tylko w ten sposób państwo może zachować się uczciwie. - Bo jeżeli społeczeństwo żąda od przedsiębiorców przyjęcia na siebie ciężarów walki z pandemią, to musi to działać w obydwie strony. Społeczeństwo powinno być gotowe do zapłacenia rekompensat - ocenił rzecznik, który jeszcze do niedawna - przypomnijmy - był posłem PiS.

"Apeluję, żeby usiąść do stołu"

Rzecznik uważa, że rząd, decydując się na ograniczenia działalności gospodarczej, powinien albo ogłosić stan klęski żywiołowej, co obligowałoby państwo do wypłaty odszkodowań dla firm, albo poprawić dziurawe tarcze antykryzysowe.

- Wnioskowaliśmy, żeby do określonych w tarczach kodów PKD dołączyć też firmy, które przez lockdown miały spadek obrotów na poziomie co najmniej 70 procent. Rząd miał się tym zająć, ale zostało to odłożone na półkę. Według Ministerstwa Rozwoju dzięki temu załapałyby się na odszkodowania firmy z sezonowym przychodem albo takie, których szefowie podjęli złe decyzje ekonomiczne. To absurdalne. Taki spadek nie może nastąpić w ten sposób, no chyba, że ktoś hoduje pomidory i spryska je kwasem siarkowym. Jeśli resort się boi, to wystarczy wprowadzić normalne rozpatrywanie wniosków o wsparcie i wtedy wyeliminuje się nieudolnie zarządzane podmioty czy firmy "zombie" - argumentował Abramowicz.

Apelował też o większy dialog między rządem a przedsiębiorcami. - Na wiosnę tarcza była obfita i nie było frustracji. Teraz też apeluję o to, żeby usiąść do stołu. Nikt nie prowadzi ze mną ustaleń. Wiem, że Ministerstwo Rozwoju spotkało się z branżami już zamkniętymi, a my mamy zrzeszonych 288 organizacji i można byłoby skorzystać z tej platformy - podkreślił.

Prowadzący rozmowę Maciej Zakrocki przypomniał, że wiele branż wobec przedłużającego się lockdownu zeszło do podziemia, lub zaczęło obchodzić obostrzenia. Adam Abramowicz przyznawał, że zna takie historie. - To powoduje jeszcze większą frustrację u ludzi. Mamy efekt konfliktu społecznego między obywatelem a państwem, które ze sprzymierzeńca staje się opresorem - podsumował gość TOK FM.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

DOSTĘP PREMIUM