Kontrowersyjne wydatki górniczego kolosa na glinianych nogach

Polska Grupa Górnicza, która w 2020 roku przyniosła 2 mld zł strat, utrzymuje gigantyczną administrację, w której występują dysproporcje w zarobkach. Teraz dostaje od państwa miliard złotych wsparcia. A w tle jest przypadek zastraszania pracownika, który odważył się publicznie pytać o wydatki Grupy.
Zobacz wideo

Dziennikarskie śledztwo reporterów TOK FM Szymona Kępki i Grzegorza Kozieła rzuca nowe światło na kontrowersje, jakie narosły w związku z miliardowymi wydatkami największego górniczego pracodawcy w Europie.

Biurowa Grupa Górnicza

Na początku roku media komunikowały, że PGG stoi na skraju bankructwa. Powoływano się na związkowców, którzy mówili, że może zabraknąć pieniędzy na wypłaty dla pracowników. Spółka dementowała te informacje - ale od wielu miesięcy toczy się dyskusja o ogromnych kosztach utrzymania górniczego kolosa.

W 2019 roku Grupa wydała 911 mln zł na utrzymanie zarządu, od stycznia do października 2020 roku koszt ten sięgnął 760 mln zł i do końca roku na pewno urósł. W działach norm i wynagrodzeń wszystkich 14 kopalni zarządzanych przez PGG zatrudnionych jest łącznie prawie 250 osób, kolejne 334 osoby pracują w ich działach spraw pracowniczych i socjalnych. W centrali spółki za obsługę wynagrodzeń odpowiada 11 osób. Łącznie obsługę kadrowo-płacową zapewnia blisko 600 osób. Dla porównania - to o sto osób więcej niż zatrudnionych jest w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. A nie są to jedyne stanowiska administracyjno-biurowe w PGG. Samo utrzymanie ponad 700-osobowej centrali spółki to roczny koszt nawet 150 mln zł. Koszty ochrony zakładów pracy oraz działalności PGG zaś to roczny wydatek rzędu 50 mln zł.

Nie bez znaczenia jest 65 mln zł wydawanych rocznie na ponad 400 pracowników, którzy nabyli już prawa emerytalne, ale nadal pracują. - My nie mamy nic przeciwko temu, że górnik przedłuży sobie pracę o trzy miesiące czy pół roku i potem odejdzie. Ale są ludzie, którzy uzyskują uprawnienia emerytalne i pracują jeszcze po 5, 6, 7 lat. Nic dziwnego, że Polska zadaje potem pytanie, po co górnikom wcześniejsze emerytury, skoro i tak wielu z nich nie korzysta - mówi nam przewodniczący Związku Zawodowego “Sierpień 80” Bogusław Ziętek. Związkowcy pytają, "dlaczego na tej górniczej łopacie wisi tak dużo ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z wydobyciem węgla".

Choć wydaje się, że zasoby ludzkie są w firmie potężne, ta zleciła przygotowanie treści prezentacji na Europejski Kongres Gospodarczy. Miała pokazywać inicjatywy PGG na polu energetyki, trendów oraz zrównoważonego rozwoju. Kosztowała aż 90 tys. zł.

PGG broni się, że koszty zarządzania spółką w ostatnim czasie i tak spadły. Np. nakłady na reklamę, szkolenia, reprezentację, badania i podróże służbowe w 2020 roku zostały obniżone o 32-79 proc. - Wzrosły jedynie w zakresie świadczeń chorobowych ze względu na COVID-19 i dodatkowych wydatków związanych z profilaktyką w tym zakresie - tłumaczy PGG w odpowiedzi na nasze pytania. I przekonuje, że "koszty ogólne zarządu" wcale nie dotyczą tylko zarządu czy samej centrali firmy. - W przypadku PGG S.A. są to wielorakie koszty dotyczące 40 tys. pracowników Spółki. Zaliczamy do nich: zasiłki chorobowe dla 40 tys. pracowników, szkolenia  BHP, medycynę pracy i ochronę zdrowia, usługi Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego, ubezpieczenia majątkowe i osobowe, utrzymanie budynków, ochronę mienia i straży pożarnej oraz płace pracowników administracji wszystkich oddziałów, itp. - wylicza firma.

Złota centrala

Ustaliliśmy, że między poszczególnymi zakładami Polskiej Grupy Górniczej zachodzą kilkudziesięcioprocentowe dysproporcje zarobkowe w odniesieniu do pracowników biurowych. Są zakłady, gdzie na stanowisku biurowym przeciętne wynagrodzenia to od niecałych 7,5 tys. zł do 8,8 tys. zł, gdy w centrali ta kwota jest średnio o aż 3-4 tysiące złotych wyższa. A skala jest całkiem spora, bo na stanowiskach administracyjnych pracuje w PGG ponad 2,5 tys. osób. Dla porównania w Kancelarii Premiera w latach 2015-19 na stanowiskach administracyjnych zatrudnionych było przeciętnie ponad 600 osób.

- To bulwersujące. Z jednej strony górnicy ciągle słyszą, że trzeba oszczędzać, coś im się odbiera, z drugiej strony wyraźnie wydać, że te pieniądze wyciekają na wszystkich frontach. Zatrudnia się nowych ludzi, kancelarie, tylko po to, żeby transferować pieniądze - mówi Bogusław Ziętek.

Polska Grupa Górnicza, co prawda, potwierdza nasze ustalenia o różnicach w zarobkach, ale odbija piłeczkę, mówiąc że praca w centrali wiąże się z większą odpowiedzialnością i dotyczy szerszych obowiązków. - W związku z centralizacją wielu procesów (np. księgowość, zamówienia publiczne i przetargi) zakres obowiązków pracowników Centrali jest znacznie szerszy niż w oddziałach PGG S.A., gdzie pracownicy odpowiadają jedynie za zakres swojej kopalni lub zakładu. Stąd m.in. ok. 20 proc. różnica przeciętnej płacy w Centrali, a w kopalniach i zakładach PGG S.A. w grupie administracyjno-biurowej - wyjaśnia Grupa.

Nieoficjalnie jednak wiemy, że dysproporcje wynikające z miejsca zatrudnienia wiążą się z tym, że część pracowników może liczyć na nagrody oraz dodatki, a część takiego przywileju nie ma.

Ubezpieczenie od złej decyzji

Wszyscy etatowi pracownicy spółki są ubezpieczeni z tytułu NNW oraz w razie śmierci w pracy. Ale tylko zarząd, kierownicy i wąska grupa menadżerów może liczyć na specjalny rozszerzony pakiet ubezpieczenia np. od podejmowanych decyzji biznesowych.

Składka ubezpieczeniowa, która ma zapewnić bezpieczeństwo np. górników w kontekście wypadków w pracy, to około 980 tys. zł rocznie. Ta kwota obejmuje kilkadziesiąt tysięcy pracowników grupy, którzy mogą liczyć na wypłatę do kilkuset tysięcy złotych, jeśli dojdzie do śmierci w pracy, lub przy utracie zdrowia - na maksymalnie 15 tys. na jednego pracownika.

Inaczej ma się rzecz w odniesieniu do zarządu PGG - tam składka ubezpieczeniowa za 18 miesięcy to 1,8 mln zł, a łączna suma gwarantowana w ubezpieczeniu to aż 700 mln zł. Ta bajońska suma ma zabezpieczać kierownictwo m.in w przypadku roszczeń odszkodowawczych związanych z wykonywaną funkcją, ale również zapewnić pokrycie kosztów obrony w postępowaniach karnych, karno-skarbowych, administracyjnych czy cywilnoprawnych.

Te dane wynikają zarówno z dokumentów, do których dotarliśmy, ale także potwierdza je pracownik Polskiej Grupy Górniczej, który chce zachować anonimowość. Trzeba nadmienić, że ubezpieczenie od decyzji biznesowych oraz ubezpieczenie regularnych pracowników nie jest tym samym zabezpieczeniem ze względu na różnice wynikające z wykonywanych obowiązków.

PGG tłumaczy, że koszty obydwu form ubezpieczenia są porównywalne - łącznie wynoszą ok. 2 mln zł rocznie. - Ubezpieczenie typu D&O (Directors and Officers - red.) obejmuje całą spółkę, jej zarząd, radę nadzorczą, pracowników na kierowniczych stanowiskach i jest normą w przypadku podobnych firm, a wysokość jest adekwatna do skali i charakteru działalności PGG S.A. Ubezpieczenie NNW chroni natomiast pracowników i ich rodziny - wyjaśnia firma.

Związkowcy są oburzeni tymi ustaleniami. Twierdzą, że dysproporcje są niesprawiedliwe dla pracowników, którzy realnie narażają zdrowie, pracując w kopalniach czy zakładach, i faworyzują kadrę menadżerską. - Oszczędza się na górnikach, natomiast nie oszczędza się na ubezpieczeniach kadry menadżerskiej. Zarząd spółki, według mojej wiedzy, jest ubezpieczony na bardzo wysokie kwoty od decyzji, jakie podejmuje, składka jest ogromna jak na tę spółkę. Dla mnie to jest skandaliczne, panowie z zarządu dla siebie zabezpieczenia tworzą, natomiast górników tych zabezpieczeń pozbawiają - mówi Bogusław Ziętek.

W połowie marca pisaliśmy, że PGG zrezygnowało z tzw. OC wypadkowego dla pracowników. 

Niebezpieczna wiedza

Dotarliśmy do pracownika Polskiej Grupy Górniczej, który opublikował w mediach społecznościowych pytania wskazujące dysproporcje w kwotach ubezpieczeń obejmujących na innych zasadach zarząd grupy i na innych blisko 40 tysięcy pracowników PGG. Wpis miał dotyczyć także kosztów zarządzania firmą.

Pracownik został zatrzymany przez policję w miejscu pracy, na oczach kolegów z załogi. Według jego relacji to PGG zgłosiło sprawę do prokuratury. - Od tego dnia osoby z kierownictwa i pracownicy na łaźni pytają, dlaczego to się stało, dlaczego zostałem wyprowadzony w kajdankach. Zostałem zdyskredytowany. Mówią, że jestem mordercą, złodziejem. Moje imię zostało nadszarpnięte - przekonuje nasz rozmówca.

Wkrótce potem otrzymał aneks do umowy o pracę, w którym obniżono mu regulaminową premię o 20 proc. Pojawiły się również anonimowe groźby telefoniczne i próby zastraszenia. - Usłyszałem, że jak dalej będę takie wpisy dawał, to stanie się coś mnie albo mojej rodzinie - mówi. Dodaje, że na polecenie prokuratury przeszukano dom jego i jego rodziców. Szukano materiałów, które "mogłyby świadczyć o popełnieniu przestępstwa".

Co właściwie mu się zarzuca? Chodzić ma o rzekome naruszenie art. 266 Kodeksu karnego, który mówi o ujawnieniu informacji pozyskanych ze względu na pełnioną funkcję. - Ja nie udostępniałem informacji, gdyż nie miałem dostępu do nich. Informacje zdobyłem czysto przypadkowo - wyjaśnia pracownik.

Nie bez znaczenia jest bezpieczeństwo strategicznych dokumentów największego górniczego pracodawcy w Europie. Zgodnie ze słowami pracownika firmy, wszedł on w ich posiadanie przypadkowo - a więc to przypadek mógł zadecydować o ewentualnym wycieku poufnych dokumentów, których znaczenie może mieć także w kontekście bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jednocześnie PGG twierdzi, że wdrożyła i utrzymuje system Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji ISO 27001, który zapewnia odpowiedni poziom "odporności organizacji na zakłócenia i zagrożenia związane z bezpieczeństwem informacji, które mają lub mogłyby wywrzeć negatywny wpływ na ciągłość działania organizacji oraz na realizację przyjętych przez nią celów biznesowych".

Jednocześnie deklaruje, że zawsze i w zdecydowany sposób wyciąga konsekwencje wobec osób, które dopuszczają się naruszeń prawa.

Związki zawodowe mówią o zmowie milczenia, która w pewnym stopniu wynika z wyjątkowości relacji między załogą, ale także z charakteru, który przez lata wykuwał się w śląskich górnikach. - To się dzieje na co dzień - górnicy są wzywani do tego, żeby pewne rzeczy ukrywać. To dotyczy wypadków w pracy. I niestety czasami tej presji ulegają. Trudno się dziwić, tutaj ten dryl organizacyjny jest na tyle duży, że polecenie przełożonego jest rozstrzygające - mówi Ziętek.

Z naszych ustaleń wynika, że pracownik odszedł z pracy. W jednej z rozmów przyznał, że nie wytrzymywał psychicznie atmosfery, która wokół niego narosła.

Zamieszanie wokół audytu

W lutym na biurko Rady Nadzorczej PGG trafił audyt kosztów działania Grupy, który według naszych rozmówców wskazuje liczne nieuzasadnione ekonomicznie wydatki.

Do tej pory nie wiadomo, ani co stało się z audytem, ani dlaczego nie przedstawiono jego treści stronie społecznej. Nikt też nie potwierdził, by wprowadzano w życie zawarte w nim zalecenia. Według naszych informatorów audyt został przyjęty jednomyślnie przez Radę Nadzorczą PGG. To pozwalałoby sądzić, że jego ewentualne ustalenia są wiążące i odzwierciedlają stan faktyczny w spółce.

Tuż po publikacji audytu firmą audytorką zainteresowała się ABW, a osoba związana z tą firmą usłyszała zarzuty dotyczące nieprawidłowości podatkowych. Pod koniec marca sąd stwierdził, że w tym przypadku nie ma podstaw do zastosowania aresztu tymczasowego, bo śledczy nie uprawdopodobnili w wystarczającym stopniu stawianych zarzutów.

Zarząd Polskiej Grupy Górniczej nie podziela stanowiska audytorów i nie traktuje opracowania jako istotnego źródła do wykorzystania. Przekonuje, że "raport zawiera błędy metodologiczne i pomyłki", do tego został przygotowany nieprawidłowo, a audytor nie dysponował odpowiednim doświadczeniem w kontekście pracy w górnictwie. PGG twierdzi przy tym, że raport zawiera stwierdzenia, które w żaden sposób nie zostały udowodnione. Lista zarzutów Grupy wobec audytorów jest zresztą znacznie dłuższa, a jest wśród nich również brak odpowiedzi na zaproszenia do rozmów.

Zapytaliśmy o te zarzuty audytorów. W rozmowie telefonicznej przedstawiciele firmy audytorskiej przekonywali, że nikt ze strony PGG skutecznie się z nimi nie skontaktował, a raport został bardzo dobrze oceniony przez Radę Nadzorczą pod kątem merytorycznym.

Grupa twierdzi, że o raporcie poinformowana została strona społeczna. Związkowcy jednak mówią, że dokumentu nie widzieli. - Nie znam i mówiąc szczerze, aż się boję poznać - mówi nam przewodniczący związku zawodowego "Sierpień 80". Jego zdaniem teraz działania podjąć powinien rząd. Wiceminister aktywów państwowych odpowiedzialny za górnictwo Artur Soboń pytany przez nas jeszcze kilka tygodni temu o sprawę zeszłorocznego audytu stwierdził, że z dokumentem się zapoznał. Od tego czasu resort nie zrobił nic, by sprawę audytu ponad wszelką wątpliwość wyjaśnić.

Miliard złotych rządowej kroplówki

Kilka dni temu Polski Fundusz Rozwoju zadeklarował przekazanie polskiemu górnictwu wsparcia. Na konta PGG trafi miliard złotych. Ma to pozwolić na funkcjonowanie zakładów Grupy do sierpnia. Zdaniem związków zawodowych, które pytaliśmy o tę sprawę, ta kwota to jedynie doraźne wsparcie, a w przyszłości dla dalszego trwania PGG mogą być potrzebne kolejne rządowe kroplówki.

DOSTĘP PREMIUM