Zjednoczona Prawica podzielona sprawą OFE. "Przeprowadzimy tę reformę"

Sejm nie zajął się we wtorek likwidacją Otwartych Funduszy Emerytalnych. Wiceminister funduszy i polityki regionalnej zapewnił w TOK FM, że rządowa reforma nie jest zagrożona. Według Waldemara Budy przeprowadzenie przez Sejm przepisów o zmianach to tylko "kwestia techniczna". I nie należy się nią za mocno "nie emocjonować".
Zobacz wideo

Wczoraj w Sejmie miało odbyć się głosowanie nad reformą dotyczącą likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych. Ale harmonogram posiedzenia zmieniono, głosowania nie było. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek, po zasięgnięciu opinii Konwentu Seniorów, zdecydowała o tym, by trzeciego czytania nie przeprowadzić. Odrzucenia projektu chcą kluby Koalicji Obywatelskiej i Koalicji Polskiej, ale wątpliwości do projektu miała zgłosić także Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. 

Sprawę komentował w Magazynie EKG wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda. Pytany przez Tomasza Settę, czy pogodził się z myślą, że reforma likwidacji OFE nie rozpocznie się - jak planowano - 1 czerwca odparł, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona.  - Reforma jest cały czas aktualna i to, co obiecaliśmy, czyli oddanie środków Polakom, jest na agendzie. Została kwestia techniczna przeprowadzenia tego przez parlament - stwierdził.

Problem polega na tym, że zgodnie z harmonogramem prac Sejmu najbliższe posiedzenie odbędzie się dopiero w połowie maja. To za późno, by ruszyć z reformą 1 czerwca. Zwłaszcza że projekt przegłosować musi też Senat i podpisać prezydent. 

Wiceminister Buda przyznał, że regularne posiedzenie ma się odbyć dopiero w połowie maja, ale - jak mówił - będzie jeszcze jedno posiedzenie zorganizowane wcześniej, na początku maja albo jeszcze w przyszłym tygodniu. - Więc sądzę, że spokojnie tę reformę przeprowadzimy. Wyjaśnimy też wszelkie uwagi, które się pojawiają. To jest duża reforma - powiedział.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

OFE czy ZUS? Kłótnie w koalicji utrudniają plany rządu

Rządowy projekt zakłada, że po likwidacji Otwartych Funduszy Emerytalnych, każdy uczestnik OFE będzie miał dwie możliwości. Pierwsza to przeniesienie zgromadzonych pieniędzy z OFE na IKE. Wtedy jednak pobierana będzie opłata przekształceniowa w wysokości 15 procent. Druga możliwość to złożenie deklaracji o przeniesieniu swoich środków na rachunek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Ale tych pieniędzy nie będzie można dziedziczyć.

Rząd chciał, żeby obywatele mieli na podjęcie decyzji dwa miesiące: czerwiec i lipiec. Ale jeśli reforma wejdzie w życie później, to i harmonogram w tej sprawie się zmieni. - Możemy te terminy przesunąć na przykład na lipiec i sierpień. Nie widzę w tym większego problemu. Najważniejsze, że jest wola polityczna, by ten projekt kontynuować. A to, czy to będzie czerwiec, lipiec czy sierpień to kwestia techniczna - stwierdził wiceminister Buda.

Dopytywany kiedy zatem reforma wejdzie w życie, odparł, że "wszystko zależy od przeprocedowania tego przez parlament". Nie da się wskazać konkretnego terminu, bo nie wiadomo chociażby tego, ile nad ustawą pracować będzie Senat, który ma na to maksymalnie 30 dni. Buda podkreślał jednak, że "nie emocjonowałby się" kwestią terminów i powtarzał, że "najważniejsze jest to, że Polacy odzyskają środki, które odłożyli na emeryturę". 

Jeśli chodzi o wątpliwości Solidarnej Polski, przedstawiciel rządu zapewniał, że Zbigniew Ziobro i jego partia mieli już okazję wypowiedzieć się na temat tej ustawy. - Było głosowanie, podczas pierwszego czytania, za odrzuceniem projektu i wtedy cała Solidarna Polska była przeciwna temu, więc ich stanowisko jest jasne. Gdyby mieli coś przeciwko tej reformie, to już wtedy głosowaliby razem z opozycją - ocenił polityk Prawa i Solidarności.

Prowadzący audycję Tomasz Setta pytał swojego gościa nie tylko o opinię Solidarnej Polski, ale też prezesa Narodowego Banku Polskiego. Adam Glapiński stwierdził, że reforma OFE nie jest w pełni korzystna z punktu widzenia ubezpieczonych. - W sprawie tej ustawy wydano setki opinii różnych gremiów. Zdarzają się też takie - odparł Waldemar Buda.

Przekonywał, że opinia NBP jest "dużo szersza niż cytowany fragment", a prezes Glapiński w późniejszych wypowiedziach miał być dla tej reformy życzliwszy. Koniec końców Buda przyznał, iż opinia NBP nie będzie brana pod uwagę. 

DOSTĘP PREMIUM