Trzech obiadów w restauracji nikt nie zje, otwarcie to nie wszystko. Ekspert wytyka błędy w rządowej strategii

Samo otwarcie restauracji czy hoteli nie sprawi, że z dnia na dzień ich sytuacja diametralnie ię poprawi. Jak mówił ekonomistra dr Sławomir Dudek, w tych branżach czeka nas długie przebudzenie. - Placówki usługowe, hotelarskie, restauracyjne, to taki rodzaj popytu, gdzie to, co jest stracone, już przepadło. Nie da się tego odrobić, bo nie pójdziemy trzy razy na obiad w ciągu dnia - mówił w TOK FM ekspert.
Zobacz wideo

Maj ma być miesiącem otwierania gospodarki, również najbardziej poszkodowanych branż, czyli restauracji, hoteli i branży turystycznej. Początkowo jednak restauracje i kawiarnie będą mogły obsługiwać gości wyłącznie w ogródkach. - Nie wszystkie restauracje mają taką możliwość. Na pewno wiele z nich już zbankrutowało, ponieważ nie mogły sobie poradzić z kosztami, które miały do poniesienia - zaznaczał dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Na tym rynku czeka nas raczej długie przebudzenie, reorganizacja, jakieś przejęcia (...). Bilans będziemy mogli zrobić pod koniec roku, sprawdzić, ile podmiotów przetrwało, a ile zbankrutowało - mówił. 

Dalej ekonomista zauważał, że duże hotele żyły przede wszystkim z turystyki biznesowej i organizowania konferencji, terminy w nich były często rezerwowane na rok do przodu. Przez rok pandemii poniosły gigantyczne straty, których nie miały szans odrobić. - O ile niektóre podmioty funkcjonujące w branży handlowej, sprzedają jakieś dobra, to tam możemy mówić o odroczonym popycie. Jeżeli społeczeństwo nie mogło kupić jakichś wyrobów, to (...) kiedy nastąpi otwarcie tych placówek, to społeczeństwo ruszy do sklepów i konsumenci na pewno będą na większą skalą kupować (...) - wyjaśniał. - Placówki usługowe, hotelarskie, restauracyjne, to taki rodzaj popytu, gdzie to, co jest stracone, już przepadło. Nie da się tego odrobić, bo nie pójdziemy trzy razy na obiad w ciągu dnia - stwierdził. 

- Pomoc powinna być najbardziej skoncentrowana i trafić do tych podmiotów, które nie mają szansy na odroczony popyt - sugerował. - Było bardzo dużo czasu, w zasadzie korzystając z aparatu urzędniczego mogliśmy wydzwonić, znaleźć, skontaktować się osobiście z każdym właścicielem firmy, zidentyfikować, jakie on ma problemy. Nie trzeba było się kierować PKD, tylko szukać wszelkimi środkami, docierać do tych podmiotów i badać nawet indywidualnie ich sytuacje. Przydzielać w sposób uczciwy i racjonalny pomoc za faktycznie utracone przychody - stwierdził. 

Ekspert ocenił również, że inne przyjęte przez rząd rozwiązanie, czyli obniżenie najemcom lokali w galeriach handlowych czynszów o 80 proc. i przerzucenie tego kosztu na właścicieli galerii, jest kuriozalne- To jest przerzucanie odpowiedzialności na inne podmioty. Przecież właściciele tej galerii często budują to na podstawie kredytu, emisji jakichś instrumentów finansowych, też musza się rozliczać ze swoimi właścicielami, akcjonariuszami. Te podmioty ponoszą duże koszty stale - podkreślał. I tak samo skrytykował pomysł przedłużenia ważności bonu turystycznego, co ocenił jako "polityczne zagranie pod publiczkę", a nie realną pomoc dla branży turystycznej.  

DOSTĘP PREMIUM